Być może wkrótce do Sejmu skierowany zostanie obywatelski projekt ustawy dotyczącej grzebania zmarłych. Ma on być przygotowany do końca marca. Najważniejsze zmiany dotyczyć będą pochówków urnowych. Chodzi o to, aby rodzina miała większą swobodę dysponowania prochami zmarłego – mogła je przechowywać w domu albo rozsypać w ogrodzie, do morza, na łące, czy polu.
Coraz więcej osób chce, aby po śmierci ich ciało zostało spopielone. Zgodnie z prawem polskim urna z prochami musi być pochowana na cmentarzu. W Europie taki obowiązek istnieje w Polsce, Niemczech i na Białorusi. U nas na cmentarzach może być złożona w rodzinnym grobie, kolumbarium lub w wyznaczonej do tego celu kwaterze.
- Ilość pochówków w urnach rośnie, ponieważ na cmentarzach coraz bardziej widoczny jest problem z miejscami – mówi ksiądz Robert Woźniak, proboszcz parafii Skomlin.
- Są one coraz bardziej zapełnione. Często taki pochówek związany jest również z tym, że ludzie chcą mieć całą rodzinę w jednym grobie. Przy tradycyjnym pochówku pogrzebanie następnego ciała w tym samym miejscu może nastąpić dopiero po 20 latach. W wypadku urny ten okres nie obowiązuje. Zdarza się, że ludzie giną w wypadkach. Ich ciała są zmasakrowane, poćwiartowane. Trudno takie oglądać w trumnie, więc rodzina decyduje się na jego spalenie.
Gdyby ustawę przyjęto, nie byłoby już obowiązku grzebania ludzkich prochów na cmentarzach. Wówczas bliscy mogliby je zatrzymać w domach lub rozsypać w upatrzonych miejscach.
- Wiem, że takie praktyki są w innych krajach stosowane – kontynuuje ks. Robert Woźniak.
- Jednak my, jako pasterze, zalecamy, by urnę złożyć w ziemi poświęconej, na cmentarzu. Z rozrzucaniem prochów, czy ich składowaniem gdzieś na wietrze, mamy bardzo przykre doświadczenie. Wiąże się to z drugą wojną światową, gdzie w Oświęcimiu, czy w Majdanku prochy ludzi zamordowanych i spalonych w krematoriach wyrzucano na pola lub do jakiegoś dołu. Poza tym mamy też tradycję odwiedzania grobów. Jak odwiedzić grób kogoś, kogo prochy rozsypano na polu, czy do morza? No można wrzucić kwiaty do morza, jeziora albo zanieść je na pole i zapalić tam świeczkę. Ale nie będzie to tym samym, co odwiedzenie konkretnego grobu na cmentarzu.
Trend na spopielanie ciał wzrósł szczególnie teraz, w okresie pandemii. Głównie widoczne jest to w większych miastach.
- Na wsiach dominują pochówki tradycyjne – przyznaje proboszcz.
- W zeszłym roku miałem w parafii 3 może 4 pogrzeby z urną. To jest około 10-15 procent ogólnej liczby pogrzebów.
Rodzi się pytanie: Czy wzrastająca liczba kremacji, liberalizacja prawa dotyczącego pochówku prochów, może doprowadzić do zaniku tradycyjnej formy grzebania ciała w trumnie?
- Nie wiem – kończy ks. Woźniak.
- Najważniejsze jest, aby ludzkie ciało, czy jego prochy, były po śmierci szanowane. Oglądałem kiedyś film „Postęp po szwedzku”. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale prochów dziewięćdziesięciu procent ludzi tam spalanych, nikt nie odbiera. Pozostawia się je w krematoriach własnemu losowi. Polska jest jednak tradycyjnie mocno katolicka i myślę, że tak zostanie. Jest u nas uszanowanie ciała po śmierci, co widzimy na naszych cmentarzach 1 listopada.
Ela Wodecka
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze