Głównym obiektem muzeum jest drewniany dwór z XVIII wieku. Kiedyś służył jako budynek mieszkalny właścicielom majątku ziemskiego w Ożarowie. Po drugiej wojnie światowej był siedzibą przedszkola, znajdował się też w gestii leśników.
W latach 80. XX wieku przeprowadzono jego generalny remont i nadano wygląd, jaki można było jeszcze niedawno oglądać. Urządzono w nim Muzeum Wnętrz Dworskich, które stało się jedną z głównych atrakcji turystycznych ziemi wieluńskiej. Niestety, przez lata w wyniku działania czynników atmosferycznych, budynek uległ pewnej degradacji i konieczny stał się kolejny, duży remont. Gmina Wieluń, której dworek podlega, w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego otrzymała na ten cel 1,9 mln zł dotacji unijnej. Sama na to, według pierwotnych obliczeń, miała wydać 0,5 mln zł. Ogłoszono przetarg i wybrano wykonawcę, którym została firma Renowo z Jaworzna.
- Ale w ubiegłym roku w związku z Covidem i wojną na Ukrainie, ceny robocizny i materiałów gwałtownie wzrosły - mówi Jan Książek, dyrektor Muzeum Ziemi Wieluńskiej, którego częścią jest ożarowska perełka. - Firma stwierdziła, że w tej sytuacji nie jest w stanie wykonać prac w cenie przyjętej w umowie. W kwietniu jej pracownicy zeszli z placu budowy i trzeba było podjąć decyzję, co dalej. Można było rozstać się z wykonawcą i rozpisać nowy przetarg. Opóźniłoby to renowację o wiele miesięcy, a kolejna, wybrana firma, na pewno byłaby znacząco droższa. W tej sytuacji znaleziono inne rozwiązanie, myślę, że najbardziej racjonalne. Na spotkaniu burmistrza Pawła Okrasy z inspektorami nadzoru oraz nami – muzealnikami, ustalono, że niezależny rzeczoznawca z Łodzi dokona nowych wyliczeń kosztów remontu, doszacuje je i gmina brakującą kwotę dołoży.
Po wyrażeniu zgody na takie rozwiązanie przez Urząd Marszałkowski i podpisaniu aneksów do umowy, firma na początku września wróciła na budowę.
- Szkoda tych czterech utraconych letnich miesięcy – mówi dalej Jan Książek. - Ale sytuacja była ekstremalna i z podobnymi problemami mierzyło się wiele inwestycji w kraju. U nas wszystko poszło dobrze. Remont dobiegł końca i na nowo wprowadziliśmy się do dworu.
Najważniejszą częścią całej inwestycji była renowacja drewnianego dworu. Tutaj główny problem stwarzał dach kryty gontem.
- To było największe wyzwanie – przyznaje dyrektor. - Dach jest ogromny, ma 600 metrów kwadratowych powierzchni. Stary gont już przeciekał i nie zatrzymywał wody, szczególnie od strony zachodniej i południowej, gdzie był najbardziej narażony na niszczenie przez wiatr i deszcze. Teraz założony jest nowy. Gonty, czyli te małe deseczki, są grubsze, porządniejsze, a przede wszystkim wykonane z modrzewia, a nie ze świerka, jak poprzednie. I są dobrze zakonserwowane. Poprawiła się też jakość układania gontu. Firma zatrudniła specjalistę z gór, który w tym pomagał. Szczególnie w miejscach najbardziej newralgicznych, na przykład na łączeniach głównej połaci dachu z alkierzami. Wcześniej była tam blacha miedziana, co nie było prawidłowe. A teraz wszystko wykonane jest z gontu, zgodnie z arkanami sztuki. Jestem przekonany, że nowy dach przez długie dziesiątki lat będzie dobrze pełnił swoją rolę.
W trakcie remontu założono też nowe drzwi wejściowe wykonane na wzór poprzednich, wymieniono niektóre drzwi wewnątrz, a niebawem zmienione zostaną drzwi do alkierzy. Podłogi wytarte przez czas i buty wchodzących do środka muzeum, zostały wycyklinowane i odświeżone.
Największa i najbardziej kontrowersyjna zmiana dotyczy elewacji dworku. Dotychczas był on obity deskami, które z czasem ściemniały i przybrały brunatny kolor. I ten wizerunek dworu utrwalił się na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.
- Taki wygląd dworu szalowanego deskami nadano w latach osiemdziesiątych w trakcie remontu – wyjaśnia Jan Książek. - Na tamte czasy było to zrobione bardzo dobrze i solidnie, ale niezgodnie z dawnymi arkanami sztuki szalowania i kontekstem historycznym. Z dawnych fotografii, widokówek i wspomnień mieszkańców, wiemy, że do lat siedemdziesiątych, dwór w Ożarowie był biały, tynkowany. Dlatego, wykorzystując obecny remont, postanowiliśmy wrócić do takiej formy elewacji, jaka była w przeszłości. Konsultowane to było z konserwatorem zabytków oraz muzealnikami i historykami – specjalistami zajmującymi się dziejami polskich dworów, m. in. z doktorem Maciejem Rydlem z Gdańska – autorem wielu albumów o dworach. On również przekonywał mnie, żeby podczas remontu wrócić do tego dworu bielonego. Nie mam żadnych obaw co do uzasadnień historycznych tej decyzji. A przekonanie do tego mieszkańców, czy turystów to sprawa do przełamania w naszej estetyce.
W trakcie remontu dostosowano również muzeum do potrzeb osób niepełnosprawnych, głównie tych na wózkach. Podstawową bolączką był brak sanitariatów dla nich. Toalety znajdujące się we dworze są tak małe, że nie ma żadnych szans, aby wjechać do nich na wózkach. Nie ma też możliwości ich powiększenia.
- Dlatego dla zwiedzających, w tym również z niepełnosprawnościami, zrobiliśmy sanitariaty w domu nad stawem – wyjaśnia dyrektor. - Nie jest on obiektem zabytkowym, ale ponieważ znajduje się w zabytkowej przestrzeni, podlega również nadzorowi konserwatorskiemu. W trakcie remontu stworzyliśmy tam również dużą przestrzeń edukacyjną. Chcemy wykorzystać ją do promocji zdrowego żywienia i dawnej gastronomii. Pokazać z jednej strony kuchnię dworską, z drugiej plebejską. Dlatego w domu nad stawem powstała część kuchenna z bardzo przyzwoitym wyposażeniem i małą jadalnią. Teraz po przebudowie, ten dom położony nad stawem, prezentuje się naprawdę pięknie. Jestem przekonany, że każdy, kto tam przyjdzie, usiądzie w jadalni i popatrzy na stawy, będzie pod wrażeniem tej przestrzeni.
Trzecim obiektem, który w ramach kompleksowej renowacji został wyremontowany, to kantorek nazywany również altaną. Jest to niewielki budynek stojący po lewej stronie dworu.
- Jestem pewien, że dwór w dalszym ciągu swoją magią będzie przyciągał zwiedzających – uśmiecha się dyrektor Książek. - Co prawda sporo tu się zmieniło, ale uważam, że są to wszystko zmiany, które wzbogacą tę zabytkową przestrzeń.
Fot.: Jan Książek/ Elżbieta Wodecka



- Jestem pewien, że dwór w dalszym ciągu, będzie swoją magią przyciągał zwiedzających - mówi dyrektor Jan Książek