- Nie chcę wypowiadać się w tej sprawie. Dzisiejszego spotkania nie będzie (…) – oznajmia stanowczo dyrektorka szkoły w Mierzycach Małgorzata Grajoszek, odwołując spotkanie z reporterami redakcji kulisy.net. Odmienną postawę prezentuje wójt gminy Wierzchlas Leszek Gierczyk i nie zamiata sprawy pod dywan.
Oburzona pracownica szkoły opowiada o procederze, jaki przez siedem lat prowadziła dyrektor szkoły podstawowej w Mierzycach w gminie Wierzchlas. Małgorzata Grajoszek zbierała od rodziców pieniądze na dojazdy dzieci z obrębu szkoły Toporów, dojeżdżające do szkoły w Mierzycach. Dyrekcja nie wpłacała zebranych od rodziców pieniędzy ani na konto szkoły, ani gminy. Ślad po nich zaginął i nikt nie wie na co poszły. Oburzeni tym faktem wychowawcy postanowili zgłosić sprawę na policję.
Faktycznie, 14 marca do Komendy Powiatowej Policji w Wieluniu wpłynęło zgłoszenie ze szkoły podstawowej w Mierzycach o przestępstwie z art. 286 KK, czyli oszustwie. Aspirant Katarzyna Stefaniak, zastępca rzecznika prasowego KPP w Wieluniu, podkreśla, że owo zgłoszenie bezpośrednio nie dotyczyło dyrektor Małgorzaty Grajoszek.
- Toczy się postępowanie w sprawie, a zatem nie ma stron. Nie możemy podać personaliów. Policjanci wykonują czynności sprawdzające. Dotyczą one innych pracowników szkoły, z pewnością nie pani dyrektor Grajoszek – akcentuje asp. Katarzyna Stefaniak.
Zrozumienie sytuacji wymaga sięgnięcia do wydarzeń z roku 2019. Wtedy to się zaczęło. Do szkoły w Mierzycach uczęszcza część dzieci z obwodu szkoły w Toporowie. Sześć lat temu toporowska społeczność szkolna wniosła do gminy Wierzchlas sprzeciw wobec finansowania biletów dla tych dzieci z ich kieszeni. Wówczas poprzedni wójt podjął decyzję, że gmina nie będzie finansować dojazdów dzieci spoza obwodu do Mierzyc.
Szczegóły sprawy przypomina wójt gminy Wierzchlas Leszek Gierczyk.
- Gmina ma dwa wyjścia: albo pozostawić kwestię dojazdu do szkoły wyłącznie rodzicom, albo kupować bilety za pośrednictwem szkoły i przekazywać je dzieciakom. Wybrano drugą opcję – wyjaśnia wójt Gierczyk i dodaje, że szkoła nie bardzo chciała zajmować się dystrybucją biletów. Aby zachęcić pracowników do działania gmina podjęła wówczas decyzję, że wpływy zostaną przeznaczone na potrzeby placówki.
1 kwietnia 2020 roku stanowisko wójta gminy Wierzchlas objął Leszek Gierczyk.
- Przez długi czas o tej sprawie było cicho. Nikt nie wnosił żadnych pretensji – wspomina tamten czas wójt Gierczyk.
Aktualnie wójt gminy Wierzchlas wyjaśnia sprawę. Na spotkania i rozmowy przybywają rodzice i zgłaszają wątpliwości co do gospodarowania pieniędzmi za dojazdy. W efekcie szef gminy ustalił, że pieniądze zbierane za dojazdy w żaden sposób nie przechodziły przez konto gminy, co jest niezgodne z przepisami prawa.
- Zasadniczo i prawidłowo sytuacja powinna wyglądać tak, że szkoła pobiera pieniądze od rodziców, wpłaca je na rachunek bankowy gminy, gmina zwiększa plan finansowy szkoły i przeznacza je na zakup środków dydaktycznych – informuje wójt Gierczyk.
Decyzją włodarza gminy pieniądze miały zwiększyć fundusz pomocy dydaktycznych szkoły. Szkopuł tkwi w sposobie wydatkowania pieniędzy przez dyrektorkę. Środki powinny być wydawane z rachunku bankowego szkoły a nie gotówką. Nie było to w ogóle księgowane. Wójt Gierczyk zażądał od dyrektorki Grajoszek przedstawienia dowodów zakupów i rozliczenia środków pochodzących z tej puli. Kwota zebrana w ciągu pięciu lat to 11 tysięcy i 355 złotych. Większość tych pieniędzy, zdaniem dyrektorki, została wydana na pomoce dydaktyczne. Najwięcej miały kosztować meble, bo ponad 4 tys. złotych.
- Pani dyrektor przedstawiła mi pewne dokumenty, które są w tej chwili analizowane – mówi wójt Leszek Gierczyk.
Pieniądze zbierane na dojazdy, de facto nie zostały na dojazdy przeznaczone. Wójt Gierczyk nie chce na razie wchodzić w szczegóły. Poza tym trudno oczekiwać, żeby wójt tłumaczył się z tego, co nawywijała dyrektorka.
- Pierwsza wstępna ocena sprawy wskazuje, że nie mamy do czynienia ze sprzeniewierzeniem środków czy zawłaszczeniem, tylko z ich wydatkowaniem w niewłaściwy sposób, z naruszeniem przepisów – komentuje włodarz gminy.
Zgodnie z prawem, zebrane pieniądze powinny wpłynąć najpierw na konto gminy a później wrócić na rachunek bankowy szkoły. Wtedy wszystko byłoby transparentne. Ale dyrektorka działała inaczej - po prostu brała gotówkę, szła do sklepu i kupowała co chciała.
Wójt Leszek Gierczyk od razu poinformował dyrektorkę Małgorzatę Grajoszek o możliwych konsekwencjach i swoim stanowisku w tej sprawie mówiąc: - W mojej ocenie jest to naruszenie przepisów. Wówczas dyrektorka zadeklarowała zwrócenie pieniędzy rodzicom z własnej kieszeni.
Wójt otrzymał oświadczenie od dyrektorki, że zwróciła całość kwoty wszystkim rodzicom. Zapewniła, że dysponuje oświadczeniami każdego o przyjęciu zwrotu. Nie przedstawiła jeszcze zwierzchnikowi dokumentów potwierdzających takie załatwienie sprawy.
- Oczywiście, oświadczenia rodziców w tej sprawie zostaną zweryfikowane i ocenione – nie odpuszcza Gierczyk i dodaje, że podobny los czeka zakupy dokonane przez szkołę.
Podejrzliwym zapewne zaświta w głowie pytanie: Czy tak szybki zwrot pieniędzy przez dyrektor Grajoszek nie jest w rzeczywistości przyznaniem się do winy? Skoro dyrektorka nie wzięła tych pieniędzy dla siebie, lecz przeznaczyła na doposażenie szkoły, to ich oddanie obciąża jej prywatny budżet bezpodstawnie i niesprawiedliwie. Problem w tym, że nie ma konkretnych dowodów na co pieniądze zostały przeznaczone, a dyrektorka rozmawiać nie chce.
Sprawa jest rozwojowa. Wójt Leszek Gierczyk zapewnia, że po jej zakończeniu podejmie odpowiednie decyzje, co do dalszych losów dyrektor Małgorzaty Grajoszek.
- Na pewno będzie prowadzone postępowanie dyscyplinarne. Po konsultacji z radcą prawnym i ustaleniu braku przesłanek do postawieniu zarzutu sprzeniewierzenia środków, a jedynie ich niewłaściwego wydatkowania, dyrektor Małgorzata Grajoszek nie została zawieszona w obowiązkach – informuje szef gminy Wierzchlas.
Prośby o wyjaśnienie sprawy przez dyrektor Grajoszek kończą się niepowodzeniem. W rozmowie telefonicznej z reporterem szefowa placówki przyznaje jedynie, że nie ma nic na swoją obronę, a prawda musi obronić się sama.
Dziwna samowolka i wydawanie pieniędzy rodziców bez żadnej kontroli budzi najmniej zdziwienie. Czy to możliwe, że wieloletni pedagog i dyrektor placówki publicznej nie zna obowiązujących przepisów w zakresie zarządzania finansami?
O tym, jak to wygląda w urzędzie gminy, opowiada wójt Leszek Gierczyk.
- Gmina ma swoje pieniądze na koncie. Każdy wydatek ja osobiście zatwierdzam. Księgowość sprawdza czy mieści się on w planie finansowym, ja oceniam zasadność merytoryczną wydatku i dopiero zatwierdzam go bądź nie – relacjonuje włodarz gminy Wierzchlas i zażenowany dodaje, że sytuacja jest bardzo nieprzyjemna.
I tyle. Teoretycznie proste i logiczne, a jednak okazuje się, że w tym przypadku, nie dla wszystkich.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pani dziennikarka opisuje cały proceder tak, jak przystało na współczesne dziennikarstwo, czyli językiem niskim lotów i z przerysowaniem nagłówka, żeby się klikało - czy Pani w ogóle ukończyła studia dziennikarskie? Może to byłby równie dobry temat na artykuł. Jakieś szkolenie z dyskursu dziennikarskiego przydałby się z pewnością. Chyba że portal informacyjny nie traktuje swoich odbiorców z należytą powagą i szacunkiem, to będziemy mieć dziennikarstwo przez coraz mniejsze "d". A co do sprawy - każdy popełnia błędy, a zadośćuczynienie zostało poczynione, uważam, że pani dyrektor naprawiła swój błąd i na pewno będzie to dla niej cenna lekcja życiowa, co przełoży się na lepszą jakość jej pracy, więc to powinno cieszyć. Mało jest ludzi w dzisiejszym świecie, którzy potrafią naprawić błąd zamiast iść w zaparte.
Ja bym tak tej pani dyrektor nie bronił. Zajmowała takie stanowisko i żeby nie wiedzieć jak postępuje się w przypadku takiej sytuacji - to skandal - w takim razie nie powinna być dyrektorem.
Pani dziennikarka opisuje cały proceder tak, jak przystało na współczesne dziennikarstwo, czyli językiem niskim lotów i z przerysowaniem nagłówka, żeby się klikało - czy Pani w ogóle ukończyła studia dziennikarskie? Może to byłby równie dobry temat na artykuł. Jakieś szkolenie z dyskursu dziennikarskiego przydałby się z pewnością. Chyba że portal informacyjny nie traktuje swoich odbiorców z należytą powagą i szacunkiem, to będziemy mieć dziennikarstwo przez coraz mniejsze "d". A co do sprawy - każdy popełnia błędy, a zadośćuczynienie zostało poczynione, uważam, że pani dyrektor naprawiła swój błąd i na pewno będzie to dla niej cenna lekcja życiowa, co przełoży się na lepszą jakość jej pracy, więc to powinno cieszyć. Mało jest ludzi w dzisiejszym świecie, którzy potrafią naprawić błąd zamiast iść w zaparte.
Ja bym tak tej pani dyrektor nie bronił. Zajmowała takie stanowisko i żeby nie wiedzieć jak postępuje się w przypadku takiej sytuacji - to skandal - w takim razie nie powinna być dyrektorem.