Siedmioosobowa rodzina ze Skrzynna, która 15 stycznia w pożarze straciła cały swój dobytek, być może wkrótce odzyska dach nad głową. Zadbała o to cała społeczność wsi. Sołtys i strażacy, zanim mury ostygły, deklarowali, że nie zostawią ich bez pomocy. W akcję wsparcia zaangażowało się wiele jednostek OSP, nie tylko z najbliższej okolicy. Cel jest jeden, zapewnić rodzinie własne cztery kąty.
Historia państwa Ramusiów pokazuje, że w potrzebie człowiek nie zostaje sam. Po tym jak spalił się ich dom, znaleźli się w bardzo ciężkim położeniu. Z budynku nie ocalało nic. Żywioł strawił cały ich majątek. Spaliły się nawet kluczyki od samochodu. Szybko okazało się, że na sąsiedzką pomoc mogą liczyć. Okoliczni przynosili ubrania, bo wszystkie uległy zniszczeniu. Gmina szybko uruchomiła środki, aby zapewnić najpilniejsze potrzeby dla rodziny 12-letni Wiktor, 10-letni Dawid, 8-letnia Judyta, 6-letni Sylwester i 4-letni Piotruś, a także rodzice, Beata i Łukasz, nie zostali pozostawieni sami sobie.
Samorząd zapewnił im też lokum. Najpierw w Wieluniu w bursie, a teraz w ośrodku wczasowym w Skrzynnie. Przede wszystkim ruszyła lawina pomocy dla rodziny. Niekiedy od obcych ludzi.
- Jako rada sołecka założyliśmy konto, na które można wpłacać pieniądze. Fundusze są zbierane również przez portal zrzutka.pl. Prawda jest taka, że ten spalony budynek raczej nie nadaje się do odbudowy. Te zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na zakup domu. Mamy upatrzony już jeden w gminie – podaje Marek Panek, sołtys Skrzynna.
- Trzymamy kciuki, aby zebrać potrzebną kwotę.
O to dbają wszystkie okoliczne jednostki OSP. Koło Gospodyń we Wielgim zorganizowało kiermasz ciast, z którego dochód przeznaczono na potrzeby rodziny Ramusiów. W kolejne niedziele strażacy ze Skrzynna kwestowali pod kościołami na terenie powiatu wieluńskiego. 14 lutego druhowie staną z puszkami pod kościołami w Osjakowie i Czarnożyłach.
- W tej chwili na koncie mamy ponad 100 tys. zł, a na zbiórce nieco ponad 20 tys. zł. Mamy też informacje, że w niektórych miejscowościach kwesty dopiero w przyszłym tygodniu będą przeprowadzane. Z tych, które odbyły się w weekend jeszcze nie wszystkie pieniądze wpłynęły, dlatego jesteśmy pełni nadziei, że uda się zdobyć całą sumę. Minimum to 150 tys. zł – komentuje Przemysła Wróbel, koordynator zbiórki.
- Jeśli uda się zebrać pieniądze, a wszystko wskazuje na to, że tak, to pozostanie załatwić formalności. Prowadzę rozmowy z firmami, które mogłyby nas wspomóc w ewentualnym remoncie. Jedna z nich obiecała żyrandole, inna płytki. Sporo osób już ofiarowało meble. Jestem przekonany, że uda się pomóc tej rodzinie. Przede wszystkim zależy nam najbardziej na zapewnieniu dobrej przyszłości dzieciom – podkreśla Wróbel.
A co na to zainteresowani?
- Liczymy, że zbiórka zakończy się pozytywnie – nie ukrywa Łukasz Ramuś.
- Jesteśmy wdzięczni każdemu, kto wpłaca środki albo pomaga w każdy inny sposób. Cieszę się, że koledzy z jednostki tak nas wsparli, bo też jestem strażakiem. Bardzo dziękuję pani Monice Fijoł, która mocno się zaangażowała, poświeciła mnóstwo swojego czasu, aby zbiórki w kościołach wieluńskich mogły się udać – podkreśla.
Jak podaje Ramuś on sam nie ma czasu roztrząsać wydarzeń, bo jest zajęty pracą i opieką nad dziećmi, które jeszcze przeżywają wydarzenia sprzed niespełna trzech tygodni.
- Rano odwożę dzieci do szkoły, potem do pracy. Chcielibyśmy już być w swoich własnych czterech kątach – nie ukrywa.
- Widać, że dzieci jeszcze nie doszły do siebie, na to potrzeba czasu. Mamy nadzieję, że wszystko idzie ku lepszemu.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze