Reklama

Gawęda, śpiew i biesiada w pierzastych obłokach. Jesienne spotkanie z folklorem i pierzajki w Trębaczewie

Co to była za impreza! Frekwencja na pierzajkach w Trębaczewie przeszła najśmielsze oczekiwania. Na wspólne darcie pierza nadciągnęły tłumy gospodyń i gospodarzy uzbrojonych w miski i zdolności manualne. Zasiedli przy stołach, sięgnęli do worków z pierzem, sprawne palce poszły w ruch i tabuny gęsiego puchu wypełniły całą salę.

Środowy wieczór 15 października w Trębaczewie upłynął wesoło i swojsko na wspólnym darciu pierza. Tradycyjne pierzajki zorganizowało Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju Wsi Trębaczew, w którego strukturach działa zespół folklorystyczny „Trębaczewianie”.

- Impreza jest częścią VI edycji projektu „Jesienne spotkania z folklorem”. Środki finansowe pochodzą z budżetu samorządu województwa łódzkiego w ramach konkursu z zakresu kultury i dziedzictwa narodowego. Ze wsparciem pospieszyła też Cementownia Warta S.A., udostępniając nam salę firmowej stołówki – mówi Dorota Rabiniak, liderka zespołu „Trębaczewianie”.

Reklama

- Wracają wspomnienia. Kiedyś się gąski pasło, trzeba było je oskubać, a potem to już się darło i darło – wspomina Wiesława Sobera z Dylowa Rządowego, nazywana pieszczotliwie przez koleżanki ciocią – gawędziarką.

Zainteresowanie było ogromne. Na spotkanie przybyli goście z całego powiatu pajęczańskiego i nie tylko. Impreza zaczyna nabierać charakteru ogólnopolskiego, a przynajmniej międzywojewódzkiego, bo pojawiły się też reprezentantki powiatu oleskiego, kłobuckiego i radomszczańskiego.

- Przyjechałam na zaproszenie Dorotki (Dorota Rabiniak – przyp. red.), żeby przypomnieć sobie tę piękną tradycję. Kilkanaście lat temu sama hodowałam gęsi i urządzałam u siebie w domu pierzajki. Darło się piórka, było wesoło i miło. Zatęskniłam i chciałam przypomnieć sobie dawne lata. Jestem zachwycona atmosferą, jaka tu panuje – nie kryje uznania Bożena Garus z Kamyka w powiecie kłobuckim.

Reklama

- Nie spodziewałyśmy się tak dużej frekwencji. To oznaka, że ludzie chcą się integrować. Gościmy przeważnie kobiety, ale widzimy dziś też dwóch młodych mężczyzn i to nas bardzo cieszy. Po cichu mamy nadzieję, że chowają w zanadrzu gołębie, albo wróble – wesoło mówi Małgorzata Płatek z zespołu „Trębaczewianie”.

- Kiedyś zaczynało się pierzajki wieczorem i przez noc siedziało. Całą wieś można było obgadać. To był ówczesny Internet. A młodzi chłopcy robili psikusy i pod koniec darcia wpuszczali wróble, albo  gołębie. To się najbardziej pamięta z dawnych zwyczajów. Co tam się wtedy działo! – uśmiecha się do wspomnień.

Reklama

- Przyjechaliśmy zobaczyć jak to kiedyś było. Zapoznać się z naszymi lokalnymi tradycjami. Dumnie i zaradnie reprezentujemy nasze młode koło, które dopiero raczkuje. Jest świetnie – pierze jest czyściutkie, dobrze się drze, a w takim doborowym i wesołym towarzystwie to praca idzie na całego – zapewnia Tomasz Piątkowski z KGW „Sąsiedzi” Mokre.

Nie zabrakło wspólnego śpiewania na ludowo oraz części artystycznej na luzie i na wesoło. Towarzystwo bawiła gawędami i przyśpiewkami Wiesława Sobera.

- Dobra rada dla tych, którzy się starzeją – niech zacisną zęby i z życia się śmieją. Niech wstaną rano, części pozbierają, niech rubrykę zgonów w prasie przeczytają. Jeśli ich nazwiska tam nie figurują, to znaczy, że są zdrowi i jeszcze pożyją – przekazuje optymistyczne przesłanie „starszej młodzieży” gawędziarka.

Reklama

- Kiedy koleżanki narzekają na zmarszczki, odpowiadam im: Przeżyłam już tyle lat, a od młodości tylko jedną zmarszczkę mam – tę, na której siedzę – dodaje ze śmiechem.

Miski zapełniały się dartym pierzem, a przy okazji rodziły się nowe pomysły, plany i inspiracje.

- Bardzo dziękujemy koleżankom z Trębaczewa za zaproszenie. Miło spędzamy dzisiejsze popołudnie i już planujemy jak zorganizować andrzejki w tym roku. Plany na przyszłość muszą być. Chociaż i tak spontaniczne imprezy wychodzą najlepiej. A dzisiaj bawimy się świetnie i nawet z kontuzją nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności – akcentuje Dorota Bujak z KGW w Białej Szlacheckiej i udowadnia, że zraniony palec nie jest żadną przeszkodą w sprawnym i należytym ogołoceniu piórka.

Reklama

A panie polecają różne techniki i sztuczki, żeby pióro zostało odpowiednio obdarte i pozostał po nim jedynie twardy, łysy ogonek.

- Zasada jest prosta: złapać za czubek i ciągnąąąąć – śmieje się Agata Stefanek z Trębaczewa. 

Pierze obróciło się w puch, a spracowane gospodynie i gospodarze zasiedli do stołów uginających się od swojskich przysmaków i napitków. Biesiada trwała długo i nie tylko jedną wieś można było tej nocy obgadać.

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości