Były wesela w domach, wychowywanie dzieci, codzienna praca, radości i trudniejsze chwile. 22 pary z gminy Konopnica mają za sobą 50 lat wspólnego życia. Jubilaci świętowali Złote Gody.
„Miłość, która przetrwała próbę czasu, jest warta najpiękniejszych słów” - taki napis widniał na scenie podczas jubileuszowej uroczystości. I chyba próżno szukać lepszego przesłania na ten dzień.
Złote Gody miały miejsce w piątek, 21 sierpnia. Uroczystości rozpoczęły się mszą świętą w kościele pw. św. Rocha w Konopnicy. Później jubilaci wraz z rodzinami i zaproszonymi gośćmi spotkali się w Gminnym Centrum Kultury i Bibliotece Publicznej w Konopnicy. Tam przyszedł czas na oficjalne gratulacje, wspomnienia i najważniejszy moment, wręczenie medali za długoletnie pożycie małżeńskie, nadanych przez prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Podczas wydarzenia głos zabrał wójt gminy Konopnica Jacek Kurowski.
- Minęło 50 lat od chwili, kiedy połączyliście swój los, od kiedy z miłością i nadzieją powiedzieliście sobie nawzajem tak i włożyliście obrączki. Przyrzeczenie to składali państwo z ufnością, że będziecie dzielić dobre i złe chwile, wspomagać się wzajemnie i cieszyć wspólną radością. Mimo różnych przeciwności losu dotrzymaliście go - mówi włodarz gminy Jacek Kurowski.
- Ta pięćdziesiąta rocznica zawarcia małżeństwa jest również wielkim wydarzeniem dla waszych rodzin i przyjaciół. Jest dowodem w pełni wypełnienia obowiązków, a także dopełnieniem tego, co w życiu stanowi największą wartość, prawdziwej przyjaźni i trwałej miłości. Nie sztuką jest pokochać, lecz sztuką jest wytrwać w tej miłości. Wy jesteście wzorem, autorytetem, drogowskazem pod wieloma względami. Młodzi ludzie mogą brać z was przykład, jeśli chodzi o trwałość małżeństwa i rodziny - zaznacza wójt.
Życzenia złożyli jubilatom także wicemarszałek województwa łódzkiego Agnieszka Ryś oraz w imieniu starosty Macieja Brysia i wicestarosty Krzysztofa Dziuby, skarbnik powiatu Przemysław Krężel.
A na koniec odśpiewano tradycyjne „Sto lat”, wzniesiono toast i poczęstowano gości jubileuszowym tortem.
W gronie jubilatów znaleźli się Maria i Zdzisław Wujak z Sabinowa. Według nich recepta na udane małżeństwo wcale nie jest skomplikowana.
- Trzeba się szanować, jeden drugiego słuchać. Żeby tylko zdrowie było - mówi Maria. Po chwili dodaje jeszcze jedno: - Szczególnie pomaga modlitwa.
- Trzeba wierzyć w Boga - wtrąca Zdzisław Wujak, mąż Marii.
Bo jak to w małżeństwie bywa, nie zawsze było idealnie.
- Były czasami złe słowa, ale jeden drugiemu musiał przebaczyć. I tak wytrwaliśmy do tej pory. Trzeba się wspierać - podkreśla Maria.
Na podróż poślubną nie pojechali. Zamiast walizek czekały na nich porządki po weselu.
- To było 52 lata temu, w listopadzie. Wesele było w domu. Trzeba było pomóc i posprzątać - wspomina jubilatka.
Zofia i Józef Kiełczykowscy z Małej Wsi doskonale pamiętają swój ślub. Był 25 października 1975 roku.
- Cywilny był tego samego dnia o 11., a o 15. był ślub w kościele w Rychłocicach. Wesele odbyło się w Małej Wsi - opowiada Zofia.
- U nas w domu było poczęstne, tam jedli goście, a w następnym domu była sala, więc tu sobie przychodzili na jedzenie, a tam chodzili tańczyć - wspomina.
Dziś może brzmi to nietypowo, ale wtedy nikogo to nie dziwiło. Wesela organizowało się inaczej niż teraz. Czy gdyby mogli cofnąć czas, chcieliby mieć takie huczne weselicho, jakie organizuje się dzisiaj? Odpowiedź jest jednogłośna i zdecydowana.
- Takie wesela wcale nie są konieczne - oznajmiają.
Co ciekawe, 50. rocznicę ślubu Kiełczykowscy świętowali dokładnie w tym samym miejscu i dniu.
- W zeszłym roku kończyliśmy te 50 lat ślubu i trafiło się tak, że tego samego dnia, o tej samej godzinie mieliśmy imprezę u nas w Małej Wsi. Dzieciaki nam to wszystko zorganizowały. I z orkiestrą i ze wszystkim. Także było super! - tłumaczy z radością Kiełczykowska.
Dziś rodzina jest ich największym powodem do dumy. Mają troje dzieci: dwóch synów i córkę oraz pięcioro wnucząt.
- Teraz tylko czekać na prawnuczki - śmieje się Zofia.
Rodzinne spotkania są dla nich ważne. Szczególnie te świąteczne.
- Na Wigilię zawsze wszyscy przyjeżdżają do nas do domu, a później się rozchodzą do teściów - opowiada.
Zofia i Józef Amruszkiewicz z Konopnicy,
Krystyna i Edward Brzozowscy ze Strobina,
Teresa i Józef Cybulscy z Kamyka,
Krystyna i Leszek Janiak z Konopnicy,
Grażyna i Andrzej Kamieniak z Konopnicy,
Marianna i Stanisław Karczewscy z Szynkielowa,
Maria i Wiesław Karsznia ze Strobina,
Zofia i Józef Kiełczykowscy z Małej Wsi,
Helena i Andrzej Kuźnik z Rychłocic,
Zofia i Henryk Lauk z Szynkielowa,
Grażyna i Jan Madeja z Konopnicy,
Sabina i Marian Majda z Małej Wsi,
Teresa i Kazimierz Markowscy z Rychłocic,
Jadwiga i Jerzy Patyk ze Strobina,
Teresa i Józef Rabikowscy z Szynkielowa,
Teresa i Władysław Szwejkowscy z Bębnowa,
Sabina i Ireneusz Teodorczyk z Konopnicy,
Halina i Czesław Wiśniewscy z Bębnowa,
Halina i Eugeniusz Wiśniewscy z Rychłocic,
Maria i Zdzisław Wujak z Sabinowa,
Urszula i Zbigniew Wypych z Rychłocic,
Elżbieta i Stanisław Zajączkowscy z Wrońska.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze