Pan Młody Marcin Terka spodziewał się, że druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej w Dębowcu w gminie Strzelce Wielkie nie przepuszczą mu weselnego przejazdu. Nie wiedział jednak, że czekać będzie na niego powalone drzewo. Wraz ze świadkiem zakasał rękawy, chwycił za piłę i udowodnił, że do Panny Młodej Roksany Grębowicz naprawdę chce dotrzeć. Tradycji stało się zadość!
Droga do Panny Młodej nie była tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Marcin Terka, wraz ze świadkiem Bartoszem Jaskiem i rodziną, wyruszył do Roksany Grębowicz, z którą tego dnia miał stanąć na ślubnym kobiercu. Po drodze, w Dębowcu Małym, pojawiła się jednak przeszkoda. Na drodze leżało powalone drzewo.
Marcin i jego świadek dostali więc zadanie. Drzewo trzeba było pociąć i usunąć. Strażacy z OSP w Dębowcu postanowili nieco pomóc, żeby Pan Młody nie dotarł do swojej przyszłej żony już całkowicie wykończony.
- Młody ze świadkiem musieli to drzewo przeciąć. Do tego mieli różne narzędzia, od prehistorycznych pił do nowoczesności, czyli pił elektrycznych - opowiada Bartosz Rabenda, prezes OSP w Dębowcu.
- Troszeczkę im to zajęło, ale na szczęście się udało. Na koniec pomogliśmy im - dodaje strażak.
Brama weselna to tradycja, którą w jednostce chcą podtrzymywać i przekazywać młodszym pokoleniom.
- Klasyczna brama weselna, obrządek uchowany i tradycja, którą jako OSP podtrzymujemy. Myślę, że to nie pierwsza i nie ostatnia brama w naszej jednostce - oznajmia Rabenda.
Bo przecież druhów i druhen, którzy w przyszłości mogą stanąć na ślubnym kobiercu, w jednostce nie brakuje. Strażacy pamiętają także o tych, którzy choć nie są już aktywnymi członkami OSP, wciąż pozostają z jednostką związani. Tak właśnie było w tym przypadku.
- Marcin był strażakiem. Jednak życie zawodowe sprawiło, że jest go mniej w naszej miejscowości. Natomiast liczymy, że kiedy już się osiedli i założy rodzinę, to ponownie zasili nasze szeregi i będzie aktywnym strażakiem - mówi z nadzieją prezes.
Marcin Terka nadal jest sympatykiem jednostki i ją wspiera. Dlatego druhowie uznali, że również jemu należy się tradycyjna brama.
- Brama weselna to takie podsumowanie jego kawalerskiego życia - podkreśla Bartosz Rabenda.
Sam Pan Młody nie był całkowicie zaskoczony. Miał przeczucia, że strażacy mogą coś przygotować.
- Trochę byłem zaskoczony, ale wiedziałem, że zrobią bramę. Podejrzewałem to - przyznaje Marcin Terka.
- Trzeba było posmarować łańcuch w pile. Ale chłopaki pomogli. Nie chcieli, żebyśmy ze świadkiem za bardzo się zgrzali. Przejechaliśmy i wszystko się udało - wspomina z uśmiechem.
Niespodzianka od strażaków zdecydowanie przypadła mu do gustu.
- Cieszę się z takiej niespodzianki. Każdy by się cieszył - mówi Marcin.
Nowożeńcy znają się właściwie od zawsze. I to dosłownie.
- Znałem ją od urodzenia. Jest trochę młodsza ode mnie. Ma starsze siostry, z którymi się kolegowałem - opowiada świeżo upieczony mąż.
Ich historia wcale nie zapowiadała happy endu.
- Jesteśmy już razem osiem lat. Nasza historia jest bardzo ciekawa. Kiedyś naprawdę się nie lubiliśmy. Aż w końcu przyszedł taki moment, kiedy zechciałem być z nią, poznać ją bardziej. A ona twierdziła, że ja zawsze się jej podobałem - śmieje się Pan Młody.
Jak widać, czasem pomiędzy „nie lubię Cię” a „zostaniesz moją żoną” dzieli tylko kilka lat. Ślub odbył się w kościele w Wiewcu. Po ceremonii przyszedł czas na wesele i wspólną zabawę do białego rana.
A teraz Młoda Para zamierza w końcu odpocząć. W planach jest podróż poślubna do Zakopanego.
- Pierwszy raz byliśmy tam na wspólnym wyjeździe w ferie. I moja żona stwierdziła, że właśnie tam chce jechać - tłumaczy Marcin.
Powrót do Zakopanego będzie dla nich wyjątkowy. Pojadą tam już jako małżeństwo.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze