W piątkowe popołudnie, 25 września, Pałac Męcińskich w Działoszynie wypełnił się zapachem jesiennych ziół, kwiatów i suchych traw. Właśnie tutaj, podczas warsztatów „Dary jesieni zamknięte w wianku”, uczestnicy nie tylko uczyli się pleść wianki, ale także poznawali ich historię. Bo wianek w polskiej tradycji był czymś znacznie więcej niż ozdobą. Towarzyszył człowiekowi podczas pracy, świąt, ważnych uroczystości, a nawet miał chronić przed nieszczęściem.
Organizatorem wydarzenia była grupa nieformalna ,,Wianek Pokoleń" w składzie: Joanna Konieczna-Ruka, Elżbieta Chodak oraz Sabina Leśniak, przy wsparciu Stowarzyszenia Centrum im. Jana Długosza z Nowej Brzeźnicy.
Projekt dofinansowano w ramach Zadania Mikrogranty w Łódzkiem 2026 ze środków Narodowego Instytutu Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021-2030 realizowanego przez Centrum OPUS.
- Wspólnie ze stowarzyszeniem napisaliśmy projekt. Dostaliśmy dofinansowanie i zorganizowałyśmy warsztaty. Było kolorowo i rodzinnie, ponieważ było wiele osób z dziećmi - relacjonuje Sabina Leśniak z nieformalnej grupy.
- Każdy robił swój wianek na stanowiskach. Bardzo fajnie to wyszło. Wszyscy byli zadowoleni, a najbardziej chyba właśnie dzieci. Wianek to symbol naszej społeczności. Powstaje z wielu różnych elementów, które w połączeniu tworzą jedną piękną całość. O to nam chodziło. Aby ten wianek miał też taki drugi wydźwięk - podkreśla Sabina.
To nie były zwykłe warsztaty rękodzielnicze. Każda gałązka, każde źdźbło i każdy kwiat miały swoją historię. O dawnych zwyczajach i znaczeniu wianka opowiedziały Dorota Rabiniak i Mariola Karmańska z Zespołu Folklorystycznego Trębaczewianie, które zostały zaproszone na to spotkanie.
Najpierw więc była opowieść o tym, czym właściwie był wianek i jak zmieniał się na przestrzeni lat.
Dawne żniwa miały swój rytuał. Kiedy praca na polu dobiegała końca, pozostawała ostatnia kępa zboża. Formowano ją w kształt koła. Nazywano ją „przepiórką”.
Z czasem zwyczaj ten zaczął przybierać inną formę. Pojawił się wianek, który na głowie niosła przodownica. Ostatnie kłosy zebrane podczas żniw zanosiła do dziedzica, właściciela ziemskiego.
- Pani Mariola mówiła o wianku w tradycji żniwnej, czyli o tym, jak się przekształcał. Wianek przechodził transformację w historii. Powstała z niego korona żniwna. Wianek stał się wieńcem - opowiada Dorota Rabiniak.
I choć dziś często kojarzymy wieniec dożynkowy przede wszystkim z uroczystym podziękowaniem za plony, jego historia sięga właśnie tych dawnych obrzędów.
Wianek pojawiał się także w innych ważnych momentach życia. Był obecny w tradycji świętojańskiej. Do wianków wkładano przede wszystkim zioła m.in. rutę i rozmaryn. Rośliny nie były przypadkowym dodatkiem. Przypisywano im określone znaczenie, a pamięć o dawnych zwyczajach przetrwała nawet w języku i przysłowiach.
- Kiedyś mówiło się „zmarła w wianku”, co oznaczało staropanieństwo. Kiedy już dochodziło do zamążpójścia, pojawiał się wianek panny młodej - tłumaczy Rabiniak.
Wianek miał jednak również swoją bardziej tajemniczą stronę.
Wierzono, że może chronić przed burzą, ogniem i nieszczęściami, które przynosiła natura. Dlatego nie zawsze kończył swój żywot wraz ze świętem czy uroczystością. Zawieszony na drzwiach mógł pozostawać tam przez cały rok.
- Wianek wieszało się na drzwiach i zachowywało przez cały rok, bo pełnił funkcję obrony - wyjaśnia Dorota.
Podczas spotkania uczestnicy mogli nie tylko słuchać opowieści o dawnych czasach, ale również własnymi rękami stworzyć wianek. Instruktaż poprowadziły: Wiktoria Szczekocka oraz Marzena Pęciak.
W ten sposób można było dotknąć historii, poczuć zapach ziół, wziąć do ręki rośliny i krok po kroku stworzyć coś, co jeszcze niedawno było elementem codziennego życia naszych przodków.
I właśnie w tym tkwiła największa wartość tego spotkania. Bo tradycja nie musi być zakurzonym eksponatem zamkniętym w muzealnej gablocie.
- Mamy swoją tradycję, swoją kulturę, to wiemy, kim jesteśmy. To przecież nas określa. Każdy naród ma swoje zwyczaje. Musimy swoje pielęgnować - podkreśla Dorota Rabiniak.
Jesienne wianki, które powstały w Pałacu Męcińskich, były więc czymś więcej niż dekoracją. Każdy z nich zamknął w sobie odrobinę jesieni, ale też cząstkę pamięci o dawnych obrzędach.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze