Odłóżmy na kilka godzin codzienne obowiązki, wyłączmy telewizory i telefony, aby spędzić ten czas razem – apelowali na plakatach zapraszających na imprezę organizatorzy. - Dla nikogo nie ma wymówek. Po prostu trzeba przyjść i bawić się razem z sąsiadami – mówiła kilka dni przed imprezą Elżbieta Przydacz, inicjatorka wydarzenia a jednocześnie radna Rady Powiatu Pajęczańskiego.
Oj działo się, w sobotę 20 czerwca na polanie za świetlicą wiejską w Zmyślonej, w gminie Siemkowice. A to za sprawą nietypowej imprezy zorganizowanej przez Elżbietę Przydacz, członka zarządu Powiatu Pajęczańskiego i OSP w Lipniku.
Atrakcji nie brakowało, choć cały event został zorganizowany tak, by każdy mógł znów poczuć się jak w czasach PRL-u, gdy nie było telefonów komórkowych i Internetu, a zabawy dzieci i dorośli organizować musieli sobie sami.
- Chcieliśmy pokazać jak bawiliśmy się my i nasze dzieci, mając piłkę, patyk i nic więcej – mówi z uśmiechem pomysłodawczyni wydarzenia.
Pogoda dopisała, więc wszystkie zapowiedziane atrakcje można było spokojnie wcielać w życie. I tak oto rodziny ze Zmyślonej i sąsiedniego Lipnika występowały z przygotowanymi wcześniej utworami. Zaśpiewał nawet sam minister z kancelarii prezydenta RP Marcin Przydacz, prywatnie syn organizatorki. A po wspólnych występach przyszedł czas na grę w zbijaka,
Oczywiście nie mogło obyć się bez swojskiego jedzonka. Prócz tego, co można było znaleźć w piknikowym koszyku, panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Lipniku przyszykowały same dobre rzeczy.
- Częstujemy ciastem wiejskim, kawą i herbatą, ale też galaretkami, popcornem, chrupkami i owocami – mówi Barbara Rabenda z Lipnika.
- Na ochłodę mamy też wodę z cytryną i miętą – dodaje.
Do Zmyślonej przyjechał też bogaty catering. Można było dobrze pojeść. A dla tych, którzy nie wyobrażają sobie plenerowej imprezy bez grillowanej kiełbaski poświęcił się bez reszty, doświadczony w tej materii, Leszek Majewski z Lipnika.
- Wrobili pana? W taki upał stać przy grillu to spore wyzwanie… - zauważa reporter portalu kulisy.net.
- No jakoś daję radę – komentuje i chociaż pot spływa z czoła to z uśmiechem prosi, by podpisać go w tekście grillowy z Lipnika (tak też robimy – przyp. redakcja).
Atrakcji nie brakowało, a wymienić ich wszystkich nie sposób. Dużym zainteresowaniem cieszyły się choćby: malowanie twarzy, puszczanie baniek mydlanych czy gry i zabawy z dawnych lat. Na koniec uczestnicy sąsiedzkiego spotkania rozpalili ognisko, gdzie razem biesiadowano do późnych godzin wieczornych.
Jak widać integracja między pokoleniami i sąsiadami jest możliwa.
- Jest możliwa, ale trzeba było się trochę postarać i zachęcić, bo bez tego to ciężko starszych wyciągnąć. Ale udało się i jestem przeszczęśliwa – podsumowuje wyraźnie zadowolona Elżbieta Przydacz.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze