Dzieci z Publicznego Przedszkola w Skomlinie uczestniczyły w bardzo ciekawym spotkaniu z Joanną Widerą ze Strojca, z sąsiedniej gminy Praszka. Opowiedziała ona im o życiu jeży i o tym, jak sama hodowała je u siebie w domu.
Strojczanka przygarnęła swego czasu trzy małe jeże, które znalazł jej pies. Wykarmiła je. Gdy podrosły, pomogła im wrócić do naturalnego środowiska. Najtrudniejsze były początki, bo Joannie brakowało odpowiedniej wiedzy w tym zakresie. Z pomocą przyszły jej stowarzyszenia, które opiekują się jeżami. Ale najwięcej o tym, jak zajmować się tymi zwierzętami, dowiedziała się z własnych obserwacji, gdy często metodą prób i błędów nabywała niezbędnego doświadczenia, na przykład tego, jak je karmić.
- Robiła to strzykawką, na którą założyła gumkę od wentyla rowerowego – opowiada Kinga Wiśniewska, wychowawczyni grupy 4-latków, która zaprosiła Joannę Widerę do Skomlina. - Malutkie jeże ssały tę gumkę i piły w ten sposób mleko ze strzykawki. Sama wpadła na ten pomysł, a nam pokazywała filmiki, jak to wyglądało. Karmiła je również w nocy co dwie godziny i po każdym posiłku masowała po brzuszkach, by mogły się wypróżniać.
Jeżyki przebywały w mieszkaniu swojej opiekunki i tak się tu zadomowiły, że nocą chodziły po kuchni, wchodziły do pokoju. Stały się wszędobylskie. Bardzo też polubiły Joannę – wchodziły na nią, przytulały się. I rosły. Pod koniec roku były już całkiem sporymi okazami. Ich pobratymcy żyjący w naturalnym środowisku, przygotowywali się już do zimowego snu, natomiast ich życie ciągle związane było z człowiekiem. Joannie zależało jednak, aby wróciły do naturalnego otoczenia. Jak to zrobić, by uniezależniły się od ludzi i dały sobie w nim radę? Tu z pomocą przyszły już wspomniane stowarzyszenia. Zaproponowały, aby zwierzątka wprowadzić w stan snu zbliżonego do hibernacji, w trakcie którego zapomną o kontakcie z człowiekiem. To ułatwi im powrót do swojego naturalnego życia. Podpowiedziały również, jak to zrobić.
- Wykorzystałam na to czas zimowy – opowiada Joanna Widera. - W styczniu przeniosłam jeże do pomieszczenia gospodarczego, gdzie zrobiłam im specjalne legowisko. Ponieważ było chłodniej, jeże zaczęły więcej jeść i w ich ciele robił się zapas tłuszczu. Systematycznie obniżałam w pomieszczeniu temperaturę. Pod koniec stycznia jeże zasnęły. Spały około sześciu tygodni. Po tym czasie wybudziły się, ale już były zupełnie innymi zwierzętami. Ludzie stali się dla nich obcy. Na mnie zaczęły prychać.
Joanna wypuściła je na podwórko, gdzie powoli zaczęły samodzielnie zdobywać pożywienie. By mogły poszerzać zakres swoich doświadczeń oraz poznawać większy krąg terenu, zrobiła dziurę w płocie, aby mogły przechodzić również do sąsiada. Powoli wracały do naturalnego trybu życia, a człowiek stał się im obojętny.
Kilkumiesięczna praca miłośniczki zwierząt przyniosła oczekiwany efekt. Dziś ten czas Joanna uważa za przygodę swojego życia.
Spotkanie z nią w skomlińskim przedszkolu było również wielką przygodą dla dzieci. Uczestniczyły w nim wszystkie grupy.
- Nasi milusińscy byli nim zachwyceni – cieszy się Kinga Wiśniewska. - Wykazali wielkie zainteresowanie jeżami. Zaskoczeni byli, że takie małe jeżyki też mogą pić mleko z butelki. Dziwili się również, że nie kłuły pani Joanny, gdy się nimi opiekowała. Bo teraz to jeża kojarzą sobie z tym, że ma kolce i że kłuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze