Reklama

Moim zdaniem: Szkodliwe bożonarodzeniowe pomaganie

Bogaci Europejczycy wypoczywają czasami w krajach afrykańskich. Tam też zaobserwowano zachowania lokalnych dzieci, które widząc osoby o jasnej karnacji upominają się o datki. Przybysze, w przeciwieństwie do tubylców mają dostęp do Internetu, stąd doskonale zdają sobie sprawę o procederze. Bogatsi o wiedzę przygotowują dary którymi, o zgrozo, często bywają słodycze. Turyści pokazują styropianową empatię, z którą z pewnością czują się dobrze. Afrykańskie dzieci mają za to kilka stałych punktów menu: biedę, głód, oraz problemy dentystyczne zafundowane przez przybyszów. No bo przecież cukierkami się nie najedzą.. Ok, ale co to ma do Polski i Bożego Narodzenia? Niestety, całkiem sporo...

Święta, nawał obowiązków, sprzątanie, a to przecież czas radości, pokoju i miłosierdzia dla bliźniego. Tylko w robocie kazali zostać dłużej. Chcemy mieć poczucie czynienia dobra, dlatego zaczynamy wewnętrzne poszukiwania. SMS do telewizji, pani z puszką fundacji X pod marketem? Nie ufam im. Na szczęście w moim mieście jest lodówka społeczna, gdzie dzięki genialnemu pomysłowi dobrodusznych samorządowców, pozostawię nadwyżkę świątecznego jedzenia. Oczywiście z myślą o najbardziej potrzebujących.

Idea takich lodówek wydaje się na pozór doskonałym pomysłem. Jest prawie tak doskonała, jak automaty pojawiające się w sklepach, gdzie za zwrot opakowań dostajemy talon na drobną sumę. W lodówce społecznej co prawda talonu się nie dostaje, ale za to człowiek ma poczucie, że nie marnuje jedzenia jednocześnie pomagając bliźniemu. I tu pojawia się pierwszy logiczny zgrzyt. Zamiast rozmyślań o racjonalnym kupowaniu i gospodarowaniu żywnością, możemy naprodukować jej do woli. Co zostanie, damy do lodówki postawionej na chodniku. Czy ktoś to zje? Być może. A nawet jeśli nie, to kto inny będzie miał na sumieniu wyrzucanie jedzenia. Dobrobyt, psia mać!

Reklama

No, właśnie. A co z sytuacją, kiedy jedzenie nie nadaje się do spożycia? Kto zajmuje się kontrolą zawartości ów lodówek? Wydawać by się mogło, że najbardziej kompetentną instytucją będzie SANEPID, ale czy tak jest faktycznie? Tutaj bez zaskoczenia – lodówkami społecznymi zajmują się najczęściej pracownicy Ośrodków Pomocy Społecznej. Co specjaliści od zasiłków, alimentów i pomocy ubogim wiedzą o kilkudniowej sałatce jarzynowej? Śmiem twierdzić, że tyle samo co kierowcy zawodowi, albo księża. Pewnie kiedyś jakąś jedli, a ich kompetencje są zgoła odmienne. Oczywiście, na lodówkach jest regulamin, w którym czytamy iż ,,z jedzenia pozostawionego korzystamy na własną odpowiedzialność''. W porządku. Tylko czy w pomocy bliźniemu chodzi o udzielenie mu pomocy na miarę Jego potrzeb, czy zabawę z Nim w gastronomiczną rosyjską ruletkę? Wszak być może okres świeżości potrawy, który ja ocenię na tydzień skończy się niechybnie po 3 dniach. I wcale nie muszę mieć w zamiarze nikogo otruć.

W lodówkach społecznych dostrzegam pewną analogię do pomocy uchodźcom z Ukrainy w pierwszych dniach po rosyjskiej agresji. Tak się składa, że pomagałem wówczas przy przygotowywaniu, sortowaniu i wydawaniu darów, jakie Polacy ofiarowali na rzecz uchodźców. Wspominam dwie skrajności. Z jednej strony wzruszający obraz honoru, braterstwa i solidarności z walczącym Narodem. Nowe ubrania, środki higieniczne, leki, sucha żywność i wszystko to, co sprawiało że byłem, i wciąż jestem dumny z bycia Polakiem. Z drugiej strony przeterminowana żywność, uszkodzone lub stare przedmioty, sprane i dziurawe ubrania. Pojawił się utarty schemat: my w szoku, ,,dary'' w PSZOK-u. Szkoda tylko, że cenne godziny były przepalane na utylizację zawartości cudzych szaf, zamiast na realne niesienie pomocy. Co to ma do lodówek społecznych? Ten sam mechanizm. Ogólnodostępne lodówki to sprawdzian dla społeczeństwa. Chciałbym w tym momencie srogo się pomylić, ale mam przeświadczenie że w ich środku znajdą się zarówno rzetelnie przygotowane i opisane produkty jak i takie, których nawet pies właścicieli nie chciał powąchać. Obym żył w błędzie.

Reklama

Co z działaniem lodówek społecznych poza okresem świątecznym? Potrzebujący mają takie same żołądki jak ci, którzy pomocy nie potrzebują. Nie można najeść się na zapas w grudniu, i potrzebować kolejnego posiłku w marcu. Krótko mówiąc, żywność jest potrzebna codziennie i przez cały rok. Nie tylko wtedy, kiedy mamy jej nadprodukcję. To nie kurtka zimowa ani buty, które da się komuś raz i powinny wystarczyć na lata. Czy istnieją wobec tego całoroczne lodówki? Owszem. Rzecz w tym, że po okresach świątecznych często świecą pustkami. Tym sposobem nie marnując jedzenia, marnujemy energię elektryczną do zasilania pustej lodówki, do której ktoś być może przyniesie paczkę krokietów. Nadal brakuje kompetentnych osób do kontrolowania ich zawartości, nie wspominając o dbaniu o jej dobry stan techniczny. Lodówki są przecież sprzętami, które zazwyczaj nie są narażone na warunki atmosferyczne, prawda?

Lodówka społeczna to świetny sposób na ocieplenie wizerunku samorządowców. Znajdujemy sprzęt AGD, drukujemy regulamin, cykamy sobie zdjęcie, na końcu informujemy media o naszych dobrych serduszkach. Koszt operacji niewielki. Odbiór społeczny w zasadzie jednoznacznie pozytywny. Grzech nie skorzystać, prawda? Nikt nie jest w stanie udowodnić jak efektywnie działają, lub nie ów przybytki. Mogą to być jedynie anegdotyczne opowieści przechodniów, którzy widzieli jak ktoś wkładał, widzieli jak brał, widzieli że pełna, albo pusta. Żadnych twardych danych. Umówmy się. Ani w magistratach, ani w Ośrodkach Pomocy Społecznej nie ma wydziału publicznych lodówek. Każdy pracownik ma swoje zobowiązania. Czy nadzór nad ogólnodostępną lodówką na pewno się do nich nie zalicza?

Reklama

Niniejszym wywodem nie chcę negować idei dzielenia się. Chcę tylko zwrócić uwagę, że pomaganie jest trudne. Nie istnieje także dobre pomaganie z pozycji biernej. W ciepłym fotelu możemy co najwyżej skutecznie zmienić stację telewizyjną, a nie uratować świat. Dając obcemu, stojącemu na chodniku pod sklepem spożywczym 5zł możemy mieć nadzieję, że kupi żywność. Tak nam obiecał. Musimy jednak liczyć się z tym, że kupi coś innego. 5zł jest jak lodówka. To narzędzie, którego możemy użyć na wiele sposobów. Używając go bezmyślnie możemy osiągnąć odwrotny skutek. Skoro potrafimy liczyć pieniądze, czas, spożywane kalorie oraz dni przysługującego nam urlopu, to z całą pewnością jesteśmy w stanie obliczyć ile kawałków ryby i krokietów potrzeba nam na święta. Zaoszczędzony czas oraz pieniądze możemy przeznaczyć na pomaganie. Nie każdy jest tak twardy, by iść do hospicjum jako wolontariusz. Nie każdy może być krwiodawcą. Nie każdego stać na poświęcenie życia dla innych. Jeśli więc nie możemy być super bohaterami, zdajmy się na specjalistów. Jest ich dookoła całe mnóstwo.

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/12/2025 18:10
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości