Reklama

Motory im (mu) przeszkadzają

Od 20 lat z okładem Klub Motocyklowy Husaria z Wielunia organizuje zlot motocyklowy w Konopnicy, przyciągający gości nie tylko z kraju, ale i nawet z zagranicy. Na prywatną polanę zjeżdżają się fani dwóch kółek i muzyki. Bo wydarzenie połączone jest z koncertami. W tym roku, pomiędzy 22 a 24 lipca, odbędzie się jubileuszowa, XX, edycja imprezy. Nie wszyscy są jednak zadowoleni z pomysłu. Mieszkańcy ul. Wczasowej, wskazują na mankamenty zlotu. W ich imieniu wypowiada się Jarosław Dunaj.

Mieszkaniec ul. Wczasowej, Jarosław Dunaj, roztacza wizję pobojowiska, jakie corocznie ma pozostawiać po sobie zlot. Nie dość, że przez kilka dni mieszkańcy muszą znosić hałas motocykli i głośne koncerty, to jeszcze po imprezie okolica ma bardziej przypominać śmietnik i publiczną toaletę, niż okolicę wypoczynkową w Parku Krajobrazowym Międzyrzecza Warty i Widawki. Dlatego teraz postanowił zadziałać i powstrzymać organizację zlotu albo zmniejszyć jej uciążliwość. Organizuje mieszkańców, w ruch poszły paragrafy i pisma zaangażowanego prawnika, który ma występować w imieniu tutejszych z ul. Wczasowej. Na razie jednak ani pisma, ani listy do władz, ani policji czy dyrekcji parków, nie przyniosły efektu.
- Tam jest taka polana, prywatna działka, należąca do człowieka, którego żona pracuje w gminie, chodzą plotki, że istnieje komunikacja między państwem S., a wójtem, domyślam się, że tak może być – komentuje Dunaj.
- Te zloty są organizowane pod koniec lipca, kiedy są potężne upały, tutaj są lasy, łąki, z trawą wysoką, jedna z kategorii sprawnościowych na takim zlocie, to jest kto wykopie większą dziurę. Jedną z kolejnych rzeczy, którą ubóstwiają uczestnicy takich zlotów, podobno, bo się na tym nie znam, jest przegazowywanie motocykla do tego momentu, że następują strzały nie tyle z gaźnika, co z zaworów, podobno. Brzmi to jak strzały z Kałasznikowa – twierdzi.
Hałas ma być słyszalny nawet w promieniu dwóch kilometrów, a mieszkaniec ul. Wczasowej porównuje natężenie nieprzyjemnych dźwięków do bombardowania.
- Nie wiem, czy oni nie powinni pomyśleć o Ukraińcach, bo to brzmi troszeczkę jak wojna – komentuje.
Pan Jarosław podaje, że w okolicy bywa  wraz z małżonką od 40 lat, a kilka lat temu postawili na ul. Wczasowej dom, ze świadomością, że co roku zlot tutaj się odbywa.
- Oczywiście stawialiśmy na to, że może da się to jakoś przeżyć, ale poza udręką, którą ten zlot powoduje, jest jeszcze jedna rzecz, ten zlot nie pomaga środowisku parku krajobrazowego, w którym jest organizowany – zaznacza, twierdząc, że dopiero od niedawna wróciły na ten teren dzikie zwierzęta, a dwudniowy zlot zapewne je przepłoszy.   
Dunaj zapewnia, że nie tylko on wraz z małżonką protestują. Przytacza zasłyszaną historię  o babci, która miała o północy wraz z wnukami opuszczać malowniczy teren z powodu hałasu. Mężczyzna nie ukrywa swojego rozgoryczenia postawą władz samorządowych, bo imprezę wspierają.
- Można to odhaczyć, bo można, jako międzynarodową imprezę, zorganizowaną pod auspicjami gminy, bo gmina się owszem pod tym podpisuje, ale nie wtedy kiedy się ją o to pyta, jak się ją o to pyta, nie ma z ty nic wspólnego – komentuje gorzko.  
- Ja myślę, że gdyby organizatorzy tego zlotu chcieli, żeby ten zlot, ta świetna impreza, w sensie wielkościowym, był benefitem dla tej okolicy, taka szansa istniej i nikt z mieszkańców, którzy się podpisali pod pełnomocnictwem dla tego mecenas już więcej niczego takiego nie podpisze, ale to oni muszą zobaczyć tę własną imprezę w trochę innej perspektywie – sądzi.
- Jeśli tego nie zrobią, to czy mieszkańcy, czy urząd jakiś, czy inna siła wyższa, łapa z nieba, wykończy ich szybciej, niż oni myślą. Będą mieli wykupioną scenę, wszystko załatwione i przyjdzie przykaz, że nie mają tam wjazdu. Jak będą robić to, jak to robią, to ktoś im to połamie, przyjdzie i zabierze im te zabawki, więc powinni się obudzić, spojrzeć do przodu, przecież wiedzą, że planeta się niszczy, że zwierzaków jest coraz mniej nie mogą do tego ręki dokładać.
Wójt gminy, Grzegorz Turalczyk nie ukrywa, że choć samorząd nie jest organizatorem zlotu, to wspomaga go w wymiarze rzeczowym, m.in. pożyczając namioty, agregat prądotwórczy, wspomagając w zabezpieczeniu terenu. Jasno i wyraźnie podkreśla że gmina organizatorom kibicuje i dalej planuje im kibicować.
 - To jest promocja naszej gminy, dlaczego mielibyśmy nie pomagać? – pyta retorycznie wójt.
- Dlaczego, jeśli ktoś coś tworzy, mielibyśmy kłaść kłody pod nogi.
Turlaczyk podaje, że oprócz jednej osoby, nikt do gminy na skargi, dotyczące imprezy, nie przychodził.
- Jednemu panu notorycznie coś nie odpowiada, nie było wcześniej petycji, tak jak to miało miejsce w tym roku, ale to ten pan jest twórcą tej petycji i zbierał podpisy mieszkańców – twierdzi samorządowiec.
- Ja się cieszę, że jest takie wydarzenie organizowane. Wiele osób zna Konopnicę właśnie dzięki temu. To jest jednak coś miłego, że osoby z zagranicy, posiadające motory, słyszą o naszej miejscowości  - sądzi.
Wójt podkreśla, że wcześniej podobnych zgłoszeń nie było, ani dotyczących hałasu, ani dotyczących zanieczyszczenia terenu.  
- Nie można chyba nawet powiedzieć, że mieszkańcy świadomie podpisali te dokumenty, bo przychodzą i mówią niektórzy, że chcą się zaangażować w pomoc i wsparcie. Inni w ogóle się nie wypowiadają, złożyli podpis, bo ktoś tak chciał – uważa.
- Nie możemy być skansenem, musimy się otwierać – mówi wójt Turalczyk,
- Są strażacy, mają firmę ochroniarską, jest policja, ja nie widzę powodu do aż takiej przesady – uważa.
Roman Płuciennik, prezes Husarii  odrzuca wszystkie zarzuty odnośnie imprezy. Też sądzi, że całą rozkręcaną coraz bardziej propagandą stoi jedna osoba.
- Ten pan, które teraz tak protestuje, chciał z nami zrobić wspólny interes, ja mu powiedziałem, że nie po to klub działa ponad 20 lat, żeby ktoś do nas przyszedł i robił z nami interesy, i że może sobie u nas postawić stoisko, bo mamy z ubraniami czy znaczkami – twierdzi.
- A on by chciał z nami. Mówiłem, że to nie jest impreza zarobkowa.
Prezes podaje, że co roku kontaktuje się z policją i pyta, czy były skargi, aby w kolejnych latach nie powielać błędu. Do tej pory, oprócz pretensji Dunaja, był jeden telefon z ośrodka wczasowego w Strobinie, bo dźwięk niesie się po wodzie.
- On mówi, że cała ul. Wczasowa jest przeciw, a to jest bardzo duża ulica, i on reprezentuje wszystkich, którzy tam są, ale tam przyjeżdżają ludzie na tydzień czy 1,5 tyg. – mówi.
-  Teren imprezy nie sąsiaduje z żadnymi domami mieszkalnymi – podkreśla.
- To jest raptem 48 godzin w roku i to nie jest nagle, bo informacja była podana w marcu. Jak mu to bardzo przeszkadza, nich jedzie nad polskie morze, idzie na plażę, tam będzie miał disco polo za parawanem z jednej strony, z drugiej strony muzykę ludową, a z tyłu będzie się kłóciła rodzina, kto ma się zająć dzieckiem, bo ojciec pijany. Po co on się tutaj z nami morduje? – pyta.
Organizator zapewnia, że po każdej imprezie teren jest sprzątany. Podaje, że polana jest ogrodzona, więc wątpi, aby ktokolwiek z uczestników wychodził za szlaban po to, aby załatwiać swoje potrzeby za ogrodzeniem, bo na miejscu są przenośne toalety.
- Nie wiem, jak ten pan odróżnia za przeproszeniem g… turysty od g… uczestnika naszej imprezy, ale gratuluję mu tej zdolności – kończy.

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości