Kacper Krawczyk z Bełchatowa wywalczył brązowy medal Mistrzostw Świata Aquabike w Pontevedrze w Hiszpanii. W kategorii M25-29 zawodnik znalazł się na podium obok dwóch gospodarzy. Droga do medalu nie była łatwa. Jednak szaleńcza pogoń zakończyła się sukcesem.
Do Hiszpanii jechał ze świadomością, że czeka go jeden z najważniejszych startów w dotychczasowej karierze. Pontevedra, mistrzostwa świata i rywalizacja z zawodnikami z całego świata. Już sam start był czymś wyjątkowym.
Długa podróż z Polski sprawiła, że Kacper Krawczyk nie miał zbyt wiele czasu na zaklimatyzowanie się. Dzień przed zawodami pojawił się również stres. I to taki, którego wcześniej nie znał.
- Dzień przed startem byłem bardzo zestresowany, jak nigdy wcześniej. Nie był to normalny start w Polsce tylko mistrzostwa świata - mówi Kacper Krawczyk.
W dniu zawodów, które miały miejsce w sobotę, 26 września, wszystko jednak się zmieniło. Czuł się dobrze. Był gotowy do walki.
Około godziny 13:40 zawodnicy z jego grupy zostali przywołani przez sędziów i skierowali się w stronę miejsca startu. Minutę przed rozpoczęciem rywalizacji wszyscy weszli do wody. Wtedy napięcie zupełnie zniknęło. Zabrzmiał sygnał startera. Ruszyli.
- Pierwsze 600 metrów płynęło mi się dobrze. Następnie zacząłem się męczyć i gubić rytm, zastanawiając, co się dzieje. Chłodna woda nie pomagała w złapaniu rytmu. Niestety sporo jej wypiłem - opowiada Krawczyk.
Kiedy wyszedł z wody, spojrzał na zegarek. Zobaczył czas 28 minut i 17 sekund. Nie tak wyobrażał sobie pływanie na najważniejszym starcie sezonu.
- Pomyślałem, że już jest po zawodach. Najgorsze pływanie w sezonie.
Ale walka jeszcze się nie skończyła.
- Biegnąc do strefy, dostałem informację od mojej najwspanialszej żony, że jestem piąty, a do trzeciej pozycji brakuje mi około dwóch minut. To mnie podbudowało. Wiedziałem, że jest jeszcze szansa, aby być na podium - wspomina sportowiec.
Szybka zmiana, rower w ręce i ruszył. Nie kalkulował. Nie oglądał się za siebie. Po prostu zaczął odrabiać straty.
Już w okolicach dziesiątego kilometra dogonił zawodnika zajmującego czwarte miejsce. Przed nim znajdował się Irlandczyk, który był wówczas trzeci.
Trasa zaczęła prowadzić w dół. Krawczyk pokonywał ją mocno i ryzykownie, bo wiedział, o co walczy. Nadszedł czas na początek drugiej rundy.
- Minuta do medalu - oznajmia żona Kacpra, Dominika Krawczyk.
To wystarczyło. Ruszył jeszcze mocniej. Przed nim podjazd i walka z czasem. W okolicach dwóch kilometrów przed szczytem dopadł Irlandczyka i wyprzedził go. Medal był już bardzo blisko. Ale organizm zaczął wystawiać go na kolejną próbę.
- Na szczycie chwilę przed nawrotką wymiotowałem, ale jechałem dalej, bo wiedziałem, że muszę uciekać przed Irlandczykiem. Na zjeździe już całkowicie byłem bez siły. Tutaj pomogło wcześniejsze doświadczenie kolarskie, aby technicznie pokonać zjazdy.
Kilometry znikały. Meta była coraz bliżej. Kacper utrzymał trzecią pozycję i w końcu w pięknym stylu przekroczył linię mety. Tuż przed nią otrzymał polską flagę z którą dumnie fniszował.
- Byłem bardzo szczęśliwy i nie dowierzałem, że udało mi się wywalczyć medal - wspomina z entuzjazmem brązowy medalista mistrzostw świata.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze