Reklama

Od wieluńskich bezdomnych, żuli i tępych dzid. Rydzyk nie przyjechał

W sobotę, 6 lutego, przy kościele pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Wieluniu pojawiła się grupka osób przebranych za duchownych. „Zakonnice w ciąży” i „księża” pikietowali przeciwko działaniom kontrowersyjnego duchownego, o. Tadeusza Rydzyka. Według plotek, duchowny miał tego dnia zawitać do wieluńskiej Kolegiaty. Ostatecznie Rydzyk nie przyjechał, a happening miał przede wszystkim zwrócić uwagę na zbyt duży, zdaniem organizatorów, wpływ kościoła katolickiego na życie polityczne i decyzje władz państwowych.

Po tym, jak Trybunał Konstytucyjny ogłosił w październiku, że przepisy pozwalające na terminację ciąży w przypadku ciężkich i nieodwracalnych wad płodu są niekonstytucyjne, na ulicach zaczęły się masowe protesty nie tylko kobiet, ale i wspierających je mężczyzn. Tzw. prolajferzy ze środowisk prawicowych, na czele z Kają Godek, uprawiali politykę demagogii podkreślając, że abortuje się głównie płody z zespołem Downa, które mogą długo i w relatywnie dobrym stanie żyć. Odpowiadali im specjaliści przypominając, że na terminację ciąży decydowały się matki noszące bezczaszkowce czy płody obarczone wieloma wadami, które i tak umrą w trakcie porodu lub tuż po nim. Kobiety żądały w tek kwestii prawa wyboru.  Nie chciały być żywymi trumnami. Liczne protesty odbywały się również w naszym regionie. Na jednym ze spacerów po mieści pojawiło się około 2,5 tys. osób. Ogromna część ich uczestników to nie byli zwolennicy aborcji w każdym przypadku, ale ludzie optujący za możliwością wyboru w skrajnych sytuacjach.
Ostatecznie orzeczenie czekało na publikację w Dzienniku Ustaw trzy miesiące. 27 stycznia wyrok stał się obowiązującym prawem. Nawet te kobiety, które miały już wypisane skierowania na zabiegi terminacji ciąży, nie mogą mieć wykonywanych zabiegów. Te które posiadają środki, zapewne wyjadą za granicę, gdzie aborcja jest legalna. Bo, jak podkreślają zwolenniczki wyboru, tam gdzie zabiegi tego typu są zabronione, zamożne kobiety korzystają z turystyki aborcyjnej, a te bez pieniędzy skazane są na podziemie aborcyjne. Które zacznie kwitnąć, bo nie ma takiej siły, która zmusiłaby kobietę do urodzenia niechcianego dziecka. 
Polacy od dwóch tygodni znów protestują. W ubiegłym tygodniu spacerowali mieszkańcy Działoszyna, a w piątek, 5 lutego, na Pl. Legionów odbyła się pikieta w Wieluniu. Na tapecie pojawia się nie tylko kwestia praw kobiet, ale i sporo innych zastrzeżeń do pełnienia mandatów przez członków PiS, stąd hasłem przewodnim stało się osiem gwiazdek „j***ć PiS”. Część protestujących ma też ogromne pretensje do kościoła katolickiego, który ma bardzo duży wpływ na decyzje podejmowane przez członków partii rządzącej .
Najbardziej widowiskowy był zorganizowany w sobotę happening. Pod Kolegiatą zaparkował „podarek” dla toruńskiego duchownego, auto z wielką kokardą i napisem „od wieluńskich bezdomnych, żuli i tępych dzid”. W pobliżu wejścia do świątyni zatrzymali się przebierańcy z plakatami. Na jednym z nich umieszczono zdjęcie Andrzeja Dudy, całującego o. Rydzyka w dłoń (to krążący od dawna w sieci fotomontaż), na innych hasła typu „kto chce do nieba, Rydzyk podaje nr konta”, „oto nowa tajemnica wiary, złoto i dolary” oraz wiele innych. Mimo, że Tadeusz Rydzyk do Wielunia nie zawitał, na mszy o 15 modlili się jego zwolennicy. Głównie osoby w wieku 60 plus. Protestujący starali się nie zakłócać ich spokoju w trakcie mszy. 
Mieszkańcy Wielunia na happening reagowali różnie. Część pukała się mocno w czoło, ale większość klaskała i utożsamiała się z protestem.  Otwarte pozostaje pytanie, czy to powinien być znak dla duchownych i przyczynek do refleksji nad przyszłością katolicyzmu? Jak wskazał jeden z biorących udział w proteście, większość zgromadzonych w sobotę pod kościołem, to nie ateiści, ale ludzie deklarujący się jako wierzący w Boga. Tylko że odżegnujący się od instytucji kościoła z powodu zachowania jego przedstawicieli. 
-Przygotowaliśmy taki happening jako protest przeciwko naciskom, jakie kładzie kościół na rządzących – komentował Maciej Kaźmieraczak.
- Dręczy nas i boli, że kościół wtrąca się w sprawy świeckie, a państwo przestaje być świeckie, a staje wyznaniowe. Dochodzi do tego, że kościół rządzi krajem. Wskazujemy, że tacy ludzie jak o. Tadeusz Rydzyk działają samopas. Za dużo mu wolno. Nie ważne, czy ojciec Rydzyk przyjedzie czy nie, ważne, że jesteśmy tutaj, że manifestujemy – podkreślał.
Protestujący zdawali sobie sprawę, że część osób może się poczuć obrażona.
- Niektórzy odbiorą to jako obrazę uczuć religijnych – przyznawał.
- Ale ostry protest czy happening na tym polega, aby utkwić w pamięci. Musi być trochę kontrowersyjny, żeby ludzie go zauważyli. Do kościoła nie mamy zamiaru wchodzić, bo szanujemy pewne rzeczy . Zdajemy sobie sprawę, że wśród ludzi wierzących, chodzących do kościoła, są też tacy, którzy naprawdę myślą to co my i mają podobne poglądy. Mamy po prostu dość tego, że kościół się wtrąca w życie zwykłych ludzi. Pozwólcie nam nie wierzyć. Możemy być niewierzący, możemy nie chodzić do kościoła. Prawda jest taka, że wiele osób straciło wiarę przez swojego księdza, przez swojego proboszcza, a nie po przeczytaniu Marksa i Engelsa.  To chyba nawet ksiądz Tischner powiedział - akcentował Kaźmierczak.
- A ten paragraf (o obrazie uczuć religijnych, przyp. red.) jest nagminnie nadużywany przez radykalnych wyznawców kościoła katolickiego, trudno nie spodziewać się tego, że ktoś tak to odbierze – dopowiadał Piotr Walaszczyk.
Wokół kościoła zgromadziły się spore policyjne siły. Na szczęście do zamieszek nie doszło.  Z kilkoma przeciwnikami protestu uczestnicy wdali się w pyskówki, obyło się bez agresji, nawet słownej. 
- Z Bogiem  - powiedział do przechodnia jeden z protestujących.
 - Ja ci dam z Bogiem – zdenerwował się mężczyzna.
- No to z diabłem, jak pan chce - spuentował przebieraniec.
Protestująca zaczepiła wychodzącego księdza, chcąc wręczyć mu banknot z nadrukowanym Rydzykiem.
- Ksiądz lubi pieniądze, proszę – mówiła.
- Tak? A pani lubi czy nie? – zapytał spokojnie kapłan
- Ja pracuję, a ksiądz raczej nie – odcięła się.
- No, taaaak – przytaknął sarkastyczni i nie wdając się w dalszą dyskusję odszedł do auta. Uczestnikom protestu zrzedły miny, kiedy okazało się, że jeździ skromnym seicento.

Magdalena Lizurej
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości