Reklama

„Okrasa nas oszukał”. Skarga na burmistrza zasadna

Maja i Piotr Małychowie z Wielunia czują się skrzywdzeni. – Zostaliśmy bezczelnie oszukani przez burmistrza – zaznacza mężczyzna. Burmistrz przez rok czasu miał ich zwodzić i zapewniać o rychłym załatwieniu sprawy. Gdy okazało się, że to czcze obietnice, nie wytrzymali. Małychowie napisali skargę na burmistrza Pawła Okrasę. I o dziwo, rada miejska skargę uznała za zasadną!

Maja i Piotr Małychowie (oboje w wieku 43 l.) wraz z dwoma synami (13 l. i 21 l.) wcześniej mieszkali na ul. Narutowicza, w mieszkaniu komunalnym. Zarwała się podłoga. Na czas remontu, Małychowie musieli dostać inny kąt, bo remont był skomplikowany.

- Podłoga w całości była do wymiany. I w kuchni i w pokojach były doły – opowiada Maja Małycha.

- Zostaliśmy zaproszeni na rozmowę do naczelnika Bartosza Skupnia i zaproponował nam lokal na osiedlu Cukrownia, przy ul. Długosza.

Nie przyjęli propozycji, ze względu na lokalizację. Dowiedzieli się, że jest wolne mieszkanie przy ul. Skłodowskiej.

Reklama

- Poinformowano mnie, że ten lokal składa się z dwóch pokoi, kuchni i łazienki. Stwierdziłam, że na czas remontu jest ok, choć mąż podchodził do tego sceptycznie – zaznacza Małychowa.

Małżonkowie zgodnie podkreślają, że mieszkanie przy ul. Skłodowskiej miało być chwilowe, tylko na czas remontu. Ale ponieważ dowiedzieli się, że sąsiedzi zza ściany, z którymi dzielili korytarz, mają zostać eksmitowani, bo przez lata nie płacili za czynsz, to pomyśleli, że mogliby je zająć i wtedy zostać przy ul. Skłodowskiej na stałe.

Reklama

- Zapytałam o to najpierw pana naczelnika, ale odesłał mnie do burmistrza. I w tym momencie, była pierwsza rozmowa, z panem Pawłem Okrasą, o możliwości przejęcia tego mieszkania – mówi Maja Małycha.

- Burmistrz powiedział mi, że nie ma żadnych przeciwskazań, żebyśmy przejęli to mieszkanie w całości po eksmisji. Powiedział jeszcze, że nas zna i wie, że jesteśmy pracowici i uczciwi, że takim osobom jak my nie będzie robił żadnych problemów i żadnych kłód pod nogi rzucał. Powiedział do mnie „możesz iść i działamy” – relacjonuje kobieta.

Reklama

Jeszcze tego samego dnia wróciła do naczelnika i poinformowała go, że ma zgodę burmistrza. I tylko dlatego Małychowie zgodzili się podpisać umowę na stałe zajęcie mieszkania na ul. Skłodowskiej, rezygnując tym samym z poprzedniego, które przechodziło gruntowny remont.

- Burmistrz zapewniał mnie, że eksmisja tak czy inaczej będzie i nie widzi przeciwskazań, żebyśmy ten lokal przejęli – opowiada Maja Małycha.

Od tego momentu toczyły się rozmowy pod kątem przejęcia mieszkania zadłużonych lokatorów. Tych rozmów było wiele, co potwierdził także sam burmistrz w trakcie sesji Rady Miejskiej w Wieluniu.

Reklama

- Byłam kilkanaście razy u burmistrza. Od kwietnia poprzedniego roku, do lutego tego roku, to byłam u niego co trochę – zaznacza.

- Wiedziałam, że ze względu na przepisy covidowe, które chronią przed eksmisją, nie mogła ona być skuteczna w tamtym czasie. No ale przepisy przestały obowiązywać, a eksmisji nie było – wspomina.

-  W końcu straciliśmy cierpliwość – wtrąca się Piotr Małycha.

Gdy kolejny raz Maja pojawiła się u burmistrza,  ten znów miał ją zapewniać, że wszystko jest na dobrej drodze i że słowa dotrzyma. Szef ratusza zaprosił Małychową na ponowne spotkanie za kilka dni.

Reklama

- Potem mówił, żeby poczekać dwa tygodnie, bo będzie eksmisja komornicza. Ale komornik się nie pojawiał. Poszłam do burmistrza ponownie. I wciąż mówił „czekajcie cierpliwie” – opowiada dalej.

Najpierw, według relacji Małychów, burmistrz zwalał winę na komornika, twierdząc że jest opieszały.

- Potem byłam znowu u burmistrza i znowu… I tak bez końca. Gdy poszłam do niego przed świętami Bożego Narodzenia, to było pod koniec listopada, to mówię mu „wcześniej nie miałam choinki, bo mnie nie było na nią stać, a teraz nie będę miała, bo nie mam gdzie jej postawić”. A on na to do mnie „Spokojnie, spokojnie, w święta będziecie mieć już całość”. I skończyło się tak, że wigilię mieliśmy tu w tej małej kuchni, jak pan widzi ciasno tu bardzo – zwraca się do reportera „Kulis …” Małychowa.

Reklama

Po Nowym Roku znów poszli do burmistrza. Miał kolejny raz zapewniać, że będzie załatwione, ale to wszystko wina komornika. Czekali grzecznie do końca lutego. Miarka się przebrała. Piotr Małycha nie wytrzymał.

- Powiedziałem do żony „jedziemy tam”, no i pojechaliśmy – mówi mężczyzna.

- Pan burmistrz do nas wyszedł, a mój Piotrek zapytał grzecznie „panie burmistrzu, co w naszej sprawie?”. A on wtedy ryknął na nas tak, że podskoczyliśmy – opowiada Maja Małycha.

- Jak ryknął na mnie „ludzie, co wy chcecie ode mnie?”, to ja mówię „spokojnie, dlaczego się pan denerwuje?”. A ja wtedy, może niepotrzebnie niegrzecznie powiedziałam „będziemy czekać do usr…j śmierci”. Może to było niepotrzebne, ale też mi już nerwy puściły – przyznaje kobieta.

Reklama

Od tego momentu już czasu dla Małychów nie miał. Choć wcześniej zawsze wychodził, podawał rękę, zapraszał do gabinetu.

- Już nas zaczął lekceważyć i rozmawiał z nami tylko na korytarzach – akcentuje Piotr Małycha.

Małżeństwo postanowiło jeszcze poczekać. Pod koniec maja dowiedzieli się, że decyzja o eksmisji się uprawomocniła. Eksmisja miała nastąpić w ciągu kilku dni. Piotr Małycha zadzwonił do naczelnika Bartosza Skupnia i zapytał co wiadomo w sprawie.

- Na to pan naczelnik powiedział, że wszystko jest już jasne, ale że nie będziemy zadowoleni – opowiada Maja.

Reklama

Byli rozgoryczeni. Naczelnik przekazał im, że sąsiedzi spłacili całość zadłużenia i eksmisji nie będzie.

- Mnie trafił szlag jasny – nie przebiera w słowach Maja Małycha.

Gdy pojawiła się u burmistrza, ten miał jej przekazać, że to nie od niego zależało, że to sąd zdecydował, a naczelnik szykuje im inne mieszkanie na Krakowskim Przedmieściu.

- Powiedziałam, że nie pójdziemy tam mieszkać, a poza tym nam coś obiecał – wspomina.

- Poszłam do naczelnika, zapytać co możemy z tym zrobić. A on powiedział mi, że to była decyzja pana burmistrza, a nie sądu – opowiada.

Reklama

Dostali informację, że ich sąsiadka wybłagała zmianę decyzji u burmistrza, m.in. stosując szantaż.

- Ja też mogę powiedzieć, że pójdę się powiesić. Tak nie można robić – mówi Piotr Małycha.

Ale Małychowie stwierdzili, że nie odpuszczą, bo przecież mieli przyrzeczone przez burmistrza, że dostaną to mieszkanie, bo tylko dlatego zgodzili się zrezygnować z poprzedniego.

- A na Krakowskie my nie pójdziemy, bo nie jesteśmy bezpańskimi psami, którym co chwilę się zmienia budę – denerwuje się Maja Małycha.

Reklama

 

”Niejeden skrzywdzony odchodzi i płacze w domu”

Mają dosyć tułaczki, wiecznego przeprowadzania się. Dlatego napisali skargę na burmistrza. W trakcie obrad ostatniej sesji Rady Miejskiej w Wieluniu została ona rozpatrzona.

- Ze stanowiska komisji wynika, że państwo zostali potraktowani w sposób niewłaściwy – mówił w trakcie obrad Piotr Radowski, przewodniczący Rady Miejskiej w Wieluniu.

- Tak się nie powinno robić i ta sytuacja nie powinna mieć absolutnie miejsca.

Radna Anna Dziuba-Marzec pozwoliła sobie zauważyć, że to kolejna sytuacja, w której mieszkańcy, gdy pierwszy raz przychodzą do ratusza, to burmistrz ma dla nich rozwiązanie. A problemy zaczynają się od kolejnej wizyty. Nie ukrywała zaskoczenia, że Małychowie mieli odwagę napisać, bo nie każdy ją ma.

- Niejeden skrzywdzony odchodzi i płacze w domu – podkreślała.

Radna zaznaczyła też, że samo uznanie skargi za zasadną to za mało i nic w sytuacji państwa Małychów nie zmieni.

- Chodzenie w worze pokutnym i posypywanie głowy popiołem nic nie zmieni – argumentowała, domagając się od burmistrza konkretnego rozwiązania sprawy.

- Czy chciałby pan znaleźć się na miejscu tych państwa? Czy chciałby być pan tak potraktowany? – dopytywała Pawła Okrasę.

- Państwo, którzy mieli zadłużenie, spłacili je i teraz mieszkają bezumownie. A państwo, którzy mieli to mieszkanie dostać, mieszkają wspólnie, zostali tam dokwaterowani – mówił w trakcie sesji radny Robert Kaja i dodał, że burmistrz nabroił.

Radny Tomasz Akulicz nazwał sprawy po imieniu i powiedział wprost…

- Zostali państwo wyrolowani, oszukani. Nie pierwszy zresztą raz mieszkańcy Wielunia są tak traktowani przez pana burmistrza – zauważył.

- Ja mam nadzieję, że ta sprawa spowoduje, że może pan burmistrz w końcu, pod koniec kadencji się zastanowi i przestanie po prostu ludzi oszukiwać, kłamać i obiecywać bez pokrycia – mówił radny Akulicz.

- W momencie, w którym już kwestia eksmisji była ustalona, do urzędu przyszła rodzina tych najemców. A to jest pani, która mieszka w tym lokalu od urodzenia, czyli ok. 60 lat – wyjaśniał Paweł Okrasa.

Szef ratusza przekazał radnym, że kobieta przyszła do niego ze łzami w oczach.

- Powiedziała, że jeśli zostanie eksmitowana do innego lokalu, to się tylko może zabić, bo nic więcej nie może zrobić i że jest rodzina, która chce spłacić całość tego długu, żeby jej jeszcze na koniec życia z tego lokalu nie eksmitować. I ja podjąłem taką decyzję, że skoro będzie ten dług spłacony, to zatrzymamy tę eksmisję – opowiadał burmistrz.

- To też nie może być tak, że jesteśmy w stanie jedną krzywdą zmazać krzywdę kogoś innego – podkreślał włodarz i dodał, że zaproponował skarżącym inny lokal, bez wspólnego korytarza, na który się nie zgodzili.

Burmistrz nie wybronił się przed radą i mieszkańcami. Przeprosił wprawdzie Małychów za to, że ostatnie spotkanie odbywała się na korytarzu i nie miał dla nich zbyt dużo czasu, ale to nic nie zmieniło. Radni uznali skargę za zasadną. Za uznaniem skargi za zasadną głosowało 16 radnych, 2 wstrzymało się od głosu.

 

Do sąsiadów nie mają nic. Żal tylko do burmistrza

Małychowie zaznaczają, że nie mają nic do sąsiadów, chwalą nawet, że sąsiadka jest sympatyczna. Mają żal jedynie do burmistrza, który jak mówią – bezczelnie ich oszukał.

- Po co obiecywał? Pytam się, po co? - zastanawia się Małychowa.

Piotr Małycha nie ukrywa zdenerwowania i zapowiada, że jeśli sprawa nie zostanie załatwiona tak, jak trzeba, to burmistrz tego pożałuje.

- Spakuję się i pójdę do ratusza. Będę tam mieszkał u niego w gabinecie. A on niech sobie przyjdzie tu do nas i będzie miał tu swoje biuro – irytuje się mężczyzna.

- Jeżeli burmistrz obiecał, to niech dotrzyma obietnicy. Gdybyśmy wiedzieli, że nas wykiwa, to nie zgodzilibyśmy się na opuszczenie mieszkania na Narutowicza – zaznacza Małycha.

Czy ufasz burmistrzowi Wielunia Pawłowi Okrasie?

Oddano 128 głosów.

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości