W przedostatni piątek lutego rodzina, przyjaciele, wierni, duchowni i świeccy towarzyszyli w ostatniej drodze proboszczowi kłobuckiej parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej. Ksiądz Grzegorz Dymek został zamordowany wieczorem 13 lutego na plebani kościoła, który jest jego dziełem. Uroczystość pogrzebowa zgromadziła tłumy ludzi pragnących pożegnać i oddać ostatni hołd swojemu duchowemu przewodnikowi.
21 lutego w Kłobucku miała miejsce wyjątkowo smutna i poruszająca uroczystość. Żegnano zamordowanego księdza proboszcza tutejszej parafii. Media transmitowały mszę pogrzebową na żywo, a liczebność konduktu żałobnego wymagała czasowego wyłączenia z ruchu niektórych ulic, w tym drogi krajowej 43.
Mszę celebrowali arcybiskup metropolita częstochowski Wacław Depo i biskup Andrzej Przybylski.
- Nadzieja jest zawsze większa od nas. Zawsze przerasta nas i nasze ludzkie plany. Kiedy czujemy się przegrani, wtedy dojrzewa w nas nadprzyrodzona cnota nadziei. Zwłaszcza w obliczu cierpienia, rozstania i śmierci – pocieszał żałobników arcybiskup Wacław Depo.
Biskup częstochowski Andrzej Przybylski przekazał zgromadzonym słowa listu, w których episkopat wyrażał ogromny smutek i ból z powodu tragicznej śmierci ks. Grzegorza Dymka.
- Brutalny napad i morderstwo powinny spotkać się z jednoznaczną reakcją potępienia oraz doczekać się ukarania sprawcy. Nie ma miejsca w cywilizowanym i chrześcijańskim społeczeństwie na akty przemocy i brutalności. Śmierć księdza Grzegorza nie może jednak budzić w nas, ludziach wierzących nienawiści – podkreślił arcybiskup Tadeusz Wojda, metropolita gdański, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski.
Wzruszające podziękowania i ciepłe słowa pożegnania do zmarłego skierowali przedstawiciele dekanatu księży, liturgicznej służby ołtarza, Koła Żywego Różańca, Stowarzyszenia Górników w Kłobucku, Komisji Solidarności Energetyki i Górnictwa Katowice, rady parafialnej i Szkoły Podstawowej nr 3 w Kłobucku.
W imieniu rady parafialnej głos zabrał Witold Dominik.
- Dzień, w którym poznałem księdza Grzegorza Dymka, był początkiem naszej przyjaźni – wspominał Witold Dominik.
Przyjaciel księdza Dymka przypomniał także słowa zawsze wypowiadane przez kapłana z uśmiechem, każdemu w trudnej sytuacji: Podołasz. Dasz radę. Nie martw się.
- Ksiądz kanonik Grzegorz Dymek, dla wielu ksiądz Grzesiu, a dla niektórych po prostu Grzesiu. Nie tylko kapłan, przewodnik duchowy, ale też przyjaciel. Odszedł nagle i niespodziewanie pozostawiając po sobie pustkę, której nie da się wypełnić – mówił Witold Dominik.
- Dla nas ta okrutna śmierć księdza Grzegorza jest dzisiaj niepojęta, niezrozumiała i bezsensowna. Chcę jednak wierzyć, że w tej śmierci odszukamy kiedyś jakiś sens. Chcę wierzyć, że ta straszna, niesprawiedliwa śmierć jest dla nas lekcją. Lekcją, którą dla nas i za nas odrobił ksiądz Grzegorz – dodał ze wzruszeniem.
- Grzesiu, nie mówię dzisiaj żegnaj. Dziękuję ci, że byłeś i mówię: do zobaczenia – pożegnał przyjaciela Witold Dominik.
Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 3 im. Jana Pawła II w Kłobucku Paweł Kotkowski również był poruszony wspomnieniami.
- Zawsze obecny. Zawsze gotowy do rozmowy. Z otwartym sercem dla każdego. Jego uśmiech, ciepłe spojrzenie, szacunek i troska nie były tylko gestem. Były prawdziwym świadectwem miłości. Pozostawił po sobie nie tylko wspomnienia, ale i ślady swojej dobroci. Te zwyczajne, najzwyklejsze. Jak piątki przybijane na przerwach, wyjścia na pizzę, lody, pielgrzymki do Wadowic i na Jasną Górę – opowiadał dyrektor Paweł Kotkowski.
Chrześniacy pożegnali wujka ciepłymi i wzruszającymi słowami.
- Od dzieciństwa, wszystkie najpiękniejsze wspomnienia związane są z tobą. Miałeś niezwykły dar. Roztaczałeś wokół siebie aurę dobroci. Sprawiałeś, że wszyscy po spotkaniu z tobą stawali się lepsi. Byłeś dla nas wzorem – podkreślała bratanica zmarłego Katarzyna Mazur.
-Gdy dzieci zachowywały się zbyt hałaśliwie, mówiłeś: O Matyldo! To jest właśnie życie – nie kryła wzruszenia Katarzyna.
- Dla wszystkich jest to bardzo trudne i jeszcze długo nie będziemy potrafili się z tym pogodzić. Zostawiłeś po sobie ogromną pustkę, ale wiemy, że od teraz będziesz czuwał nad nami. Będziemy starali się żyć tak, żebyś był z nas dumny. Wiemy i czujemy, że już działasz tam – w niebie – zapewniła wujka bratanica.
- Chcę zakończyć mottem, które kiedyś otrzymałam od wujka Grzesia: Chodźmy nogami po ziemi a sercem mieszkajmy w niebie. Ufam, że tam się wszyscy spotkamy – podsumowała Katarzyna Mazur, chrześnica zmarłego księdza.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze