Reklama

Rolnicy zakończyli żniwa

Konkurs na najsilniejszego rolnika, dmuchańce dla dzieci, pyszności przygotowane przez gospodynie oraz występy artystów – tak wyglądał festyn dożynkowy w Makowiskach. Impreza odbyła się 4 sierpnia na stadionie. Przed częścią rozrywkową rolnicy modlili się na mszy, odprawionej w miejscowym kościele.

Ten, kto liczył na prawdziwy sernik, żółciutki, przygotowany ze świeżego sera, z prawdziwych wiejskich jaj, nie zawiódł się, na niemal każdym stoisku gospodynie oferowały własnej roboty wypieki. Nie tylko z sera, ale i jabłeczniki, galaretkowce, do wyboru do koloru. Można było również popróbować pierogów, barszczyku, bigosu czy chleba ze smalcem. Z pyszności korzystali licznie odwiedzający stadion mieszkańcy gminy i okolicy.
W tym roku dożynki gminno-parafialne odwiedzili politycy, poseł Paweł Rychlik i wiceminister spraw zagranicznych, Marcin Przydacz. Była obecna również przewodnicząca sejmiku województwa łódzkiego, Iwona Koperska, a także przedstawiciele władz samorządowych na czele z burmistrzem Pajęczna  Piotrem Mielczarkiem oraz przewodniczącym rady miejskiej, Leszkiem Janeczkiem. Ten ostatni przygotował dla mieszkańców kilka konkursów.
- Będzie rywalizacja o puchar przewodniczącego rady miejskiej na najsilniejszego rolnika gminy Pajęczno - relacjonował Janeczek, pokazując 8-kilogramowy ciężarek. 
- Wpadłem na taki pomysł, aby zapewnić trochę rozrywki tu obecnym. Przewidziałem również rywalizację w rzucie lotkami, dart, mogą tutaj wziąć udział również dzieci.  A trzeci konkurs to rzut bulami, gra zespołowa, drużyny dwuosobowe. Wiem, że rolnicy są może zmęczeni, ale zależało mi, żeby było i coś dla ducha i coś dla ciała. 
Jak podkreśla przewodniczący, pomimo tego, że zmienia się struktura społeczna, coraz mniej osób rolnictwem się para, a gospodarstwa są coraz większe, to obchody dożynek jako element tradycji warto podtrzymywać.  
- Cieszę się, że pogoda dopisała, mamy sporo kół gospodyń  i na frekwencję odwiedzających też nie możemy narzekać  - podsumował Leszek Janeczek.
Obrzędowość była widoczna m.in. w elementach stroju gospodyń, które starały się pamiętać o ludowych akcentach. Poszczególne sołectwa przygotowały też dożynkowe wieńce. Tu jednak czasem tradycja zostaje przełamana i gospodynie kupują takie dzieła.  Nie wszystkie mają czas, aby spotykać się wieczorami i pleść słomiane wiechcie.
Obrzędy nie mogłyby się odbyć bez dożynkowych starostów. Tej roli podjęli się Martyna Posmyk z Makowisk i Tomasz Mesjasz z Podmurowańca. 
-Nasza rola sprowadza się do niesienia chlebka i dzielenia bochenkiem, to jest głównie funkcja reprezentacyjna  – zaznaczał Mesjasz. Starosta prowadzi gospodarstwo, zajmujące się produkcją roślinną.
Z kolei starościna wraz z mężem uprawiają zarówno zboża, jak i hodują zwierzęta.
- Głównie mąż zajmuje się gospodarstwem – mówi Martyna Posmyk.
- Produkcja roślinna odbywa się u nas w cyklu zamkniętym, nie sprzedajemy zbóż, ale wykorzystujemy na paszę dla swoich zwierząt.
Starostowie dożynek zaznaczają, że podobne imprezy mają współcześnie charakter integracyjny.  Przyznają, że z samej roli  nie byłoby łatwo się utrzymać.
- Takim głównym mankamentem jest nieprzewidywalność – podaje Posmyk.
- Trzeba liczyć się z brakiem stabilizacji i płynności finansowej. Dlatego i u starosty w rodzinie jest tak, że dodatkowo się pracuje na etacie. W moim przypadku to mąż zajmuje się gospodarstwem, a ja mam stałą pracę. Dzięki temu mamy poczucie stabilizacji.
- W tym roku taki dużym problemem dla rolników, oprócz uzależnienia od pogody, bo to występuje zawsze są też ceny nawozów – dodał Mesjasz. 
 

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości