12 lipca w Kuszynie (gmina Kiełczygłów) świętowano setne urodziny Stanisławy Hadryś - kobiety, która całe swoje życie poświęciła rodzinie, ciężkiej pracy i godnemu przetrwaniu najtrudniejszych czasów. Jej historia to opowieść o sile, pokorze i ciepłym uśmiechu mimo wielu przeciwności losu.
Setne urodziny to wyjątkowe wydarzenie w życiu każdego człowieka. 12 lipca taki jubileusz obchodziła Stanisława Hadryś z Kuszyny (gmina Kiełczygłów).
Stanisława pochodzi z Radoszewic, a obecnie mieszka w Kuszynie. Kiedy miała 14 lat, jej beztroskie życie dziecka wywróciło się do góry nogami. Wtedy właśnie w wieku 38 lat zmarła jej mama, pozostawiając szóstkę dzieci pod opieką ojca. Stanisława jako jedna z najstarszych w rodzeństwie musiała zająć się obowiązkami domowymi i wychowaniem dzieci. Z czasem, kiedy siostry opuściły rodzinny dom, Stanisława została na gospodarstwie sama z ojcem.
- Najgorszym czasem dla mnie był moment, zanim wszyscy podorastaliśmy. Dzieciństwo miałam bardzo ciężkie. Kosztowało mnie to sporo pracy. W dodatku właśnie w tym czasie zmarł mój brat, mając 7 lat. Zachorował na dyfteryt, chorobę gardła. Ojciec musiał pracować w lesie, a po powrocie do domu nadal czekała na niego ciężka praca. Musiał nam we wszystkim pomagać - opowiada jubilatka.
Stanisława Hadryś doświadczyła trudów wojny - nie tylko głodu i biedy, ale też odwagi w chwilach zagrożenia.
- W czasie wojny ukrywał się pan, który nazywał się Małolepszy. Jedną noc przenocował u nas. Ktoś na nas naskarżył, doniósł do urzędu. Przyjechali, obszukali wszystkie kąty, ale nie znaleźli go już. Bo przenocował się i poszedł dalej. Ja z tego powodu musiałam pieszo iść z Radoszewic do Wielunia meldować się, musiałam opowiedzieć kiedy był, gdzie poszedł. Buty na ramię i jazda. Jak jechał ktoś kiedyś wozem to podrzucił kawałek, a tak trzeba było zawsze iść pieszo - tłumaczy.
Wspominając czasy wojny, mówi zaskakująco spokojnie. Choć przez trzy lata przebywała z ojcem na robotach przymusowych w Niemczech, nie nosi w sobie urazy: - Wywieziono nas z ojcem do Niemiec. Tam byliśmy przez trzy lata. Pracowało się w polu. Ale nie mogę narzekać na przebywanie tam. Właściciel gospodarstwa w którym pracowaliśmy nie był dla nas najgorszy. To co nam rozkazał, to się robiło. Jako Niemiec, nie robił nam żadnej krzywdy.
W 1945 roku przeprowadziła się do Kuszyny. Wyszła za mąż za dwa lata starszego Bronisława, gdzie wspólnie prowadzili gospodarstwo. Hodowali krowy, świnie i uprawiali pola.
Stanisława Hadryś pamięta czasy, gdy codzienność wyglądała zupełnie inaczej niż dziś. Z nostalgią opowiada o tym, jak wyglądało gospodarowanie w czasach jej młodości: - Dopiero kiedy przeprowadziłam się do Kuszyny mogłam robić sama masło, wycisnąć ser czy piec chleby. Wcześniej nie było z czego. Jadło się kartofle z barszczem. Chleb jak się upiekło, to jadło się go cały tydzień. Kiedy ziemniaki zostały z obiadu, dodawało się mąkę i piekło się placki na piecu, nie na patelni. Ciasto piekło się tylko na wielkie święta, a nie tak jak teraz, że ciasto z lodówki nie wychodzi. Barszcz robiło się samemu, był na porządku dziennym. Kisiło się buraki. Ach jaki pyszny wychodził ten barszcz! To co się wyhodowało, to się jadło. Jak się kupiło ćwiartkę słoniny, to musiała starczyć ona na cały tydzień. Teraz się pokroi to idzie na jeden raz.
Z perspektywy stuletniego życia mieszkanka Kuszyny wyraźnie dostrzega, jak wiele zmieniło się na lepsze - zwłaszcza w codziennych obowiązkach domowych.
- Kiedyś nie było telefonów. Jeśli była potrzeba, chodziło się do sołtysa. Tylko on miał telefon na całej okolicy. Nie było nic lepszego niż w obecnych czasach. Teraz pranie włoży się do pralki i się wypierze. Wcześniej wszystko trzeba było prać ręcznie. Do dzisiaj pamiętam jak nie mogłam sobie poradzić z wykręceniem koszuli taty - wzdycha.
Stanisława doczekała się dwóch córek Mirosławy i Haliny, sześciu wnuków i już jedenastu prawnuków oraz jednego praprawnuka.
Podczas wakacji Stanisławie towarzyszy jej prawnuczek Jasiu. Chętnie spędza czas z prababcią.
- Kiedy jest Jasiu to i herbatki mu zrobię, albo chlebka naszykuje. Dbam o niego jak tylko mogę - mówi z uśmiechem.
Mimo sędziwego wieku, nie rezygnuje z codziennych aktywności. Nadal lubi pomagać w domu i cieszy się każdą chwilą spędzoną z rodziną: - Lubię kiedy przyjeżdża do mnie rodzina i pogadamy sobie. Lubię również spacerować po podwórku z balkonikiem. Mój wnuk zajmuje się handlem chrzanu to idę tam sobie popatrzeć, próbuję nawet w czymś pomóc, ale wygania mnie zawsze. Martwi się, że sobie coś zrobię. Czasami ugotuję rodzinie obiad. Dzisiaj muszę się przyznać, że zrobiłam zupę pomidorową z ryżem. Pomagam jeszcze jak mogę. Kiedy córka przyniesie suche pranie to składam je w kostkę, wyciągam też pranie z pralki - opowiada.
Stanisława zdradziła swój sprawdzony sposób na to, jak zachować zdrowie i pogodę ducha przez tak wiele lat: - Dużo kartofli z masłem jeść i tygodniowy chleb, najlepiej suchy! Tak właśnie pobiłam rekord w rodzinie - mówi ze śmiechem.
Z okazji 100 urodzin, z wizytą do Jubilatki przybyli: wójt gminy Kiełczygłów Mariusz Mielczarek, sekretarz gminy Marek Kula, wiceprzewodnicząca Rady Gminy i sołtys sołectwa Kiełczygłówek Agata Niemczyńska oraz inspektor ds. dowodów osobistych i rejestracji stanu cywilnego Katarzyna Beśka.
Wójt, w imieniu samorządu oraz całej społeczności lokalnej, wręczył Stanisławie bukiet róż oraz odczytał list gratulacyjny z życzeniami zdrowia, pogody ducha i spokoju na dalsze lata życia. Delegacja przekazała również okolicznościowy kosz prezentowy, będący symbolicznym wyrazem szacunku dla wieloletniego życia Jubilatki.
- Życzę pani Stanisławie co najmniej dwustu lat życia. Przede wszystkim w dobrym zdrowiu, bo to dziś najważniejsze. Niech dalej cieszy się samodzielnością, spełnia swoje marzenia i otacza się troską ze strony rodziny oraz najbliższych. Życzę, aby każdy dzień był dla niej źródłem radości, spokoju i poczucia bezpieczeństwa - mówi wójt gminy Kiełczygłów Mariusz Mielczarek.
- Ze swojej strony, jako instytucja, deklarujemy pełne wsparcie i gotowość do pomocy w każdej potrzebie - dodaje.
Uroczystość urodzinowa i obecność przedstawicieli gminy były dla Jubilatki wyjątkowym przeżyciem: - Bardzo się cieszę, że ktoś jeszcze pamięta o takich starych osobach jak ja. Nigdy nie pomyślałabym, że doczekam się takich lat. Ale jest dobrze! - podsumowuje Stanisława.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze