Reklama

Załęcze Gra Folkowo, czyli śpiew, muzyka, ogień i słowiańska dusza

Ależ to była impreza! Nóżka sama chodziła w rytmie folku, wokół unosiły się smakowite wonie, ognisko, i nie tylko, płonęło, a wianki tradycyjnie popłynęły w siną dal. Wszystko za sprawą wyjątkowej imprezy w gminie Pątnów: „Załęcze Gra Folkowo”. Publiczność rozgrzewali lokalni artyści ludowi i zespoły folkowe, a niezwykły spektakl zaprezentowały ogniste dziewczyny z teatru Mantikora. Swojskiego jadła też nikomu nie zabrakło.

Załęczanie otwierają koncert i zbierają owacje na stojąco

Jest sobotni wieczór, 4 lipca. Łąka za błękitnym mostem w Załęczu Wielkim (gm. Pątnów, pow. wieluński) wypełniona jest stoiskami gastronomicznymi, namiotami i stołami biesiadnymi. A w centrum całego zamieszania plenerowa scena, na deskach której kolejno pojawiają się nie lada artyści.

Koncert, prowadzący od lokalnej tradycji po współczesne brzmienie folku, rozpoczynają gospodarze, czyli zespół śpiewaczo-ludowy Załęczanie. Dają czadu, publiczność szaleje i nagradza ich owacjami na stojąco. Nie ma mowy o zejściu ze sceny bez bisu. Sam występ i reakcja widzów wzrusza śpiewające Załęczanki do łez.

Reklama

Grażyna Garnczarek z zespołu Załęczanie jest szczególnie wzruszona, bo śpiew towarzyszy jej każdego dnia, niemal od urodzenia. Jest emerytowaną nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej.

- Jestem przeszczęśliwa, że mogłam zaśpiewać z zespołem tak cudowne piosenki i wzruszające pieśni ludowe. Kocham śpiew, a to kontynuacja mojej pasji – mówi reporterce portalu kulisy.net Grażyna Garnczarek.

Okazuje się, że koleżanki Aleksandra i Grażyna śpiewały razem już 40 lat temu. Wspomnienia powracają.

- Przyjeżdżałyśmy do szkoły w Załęczu Wielkim. Tutaj ćwiczyłyśmy pod wymagającym spojrzeniem mistrza Jana Panka. Każda źle zaśpiewana nutka była nam tym spojrzeniem od razu wskazana. Dzisiaj śpiewałyśmy bandoskę „Zachodźże słoneczko”. Dla nas to niezapomniana piosenka. Towarzyszy nam już ponad 40 lat. Jest w naszych sercach, głowach i duszach – opowiada z sentymentem Aleksandra Klimas.

Reklama

- Jako mała dziewczynka, a później młoda dziewczyna, słyszałam jak bandoskę „Zachodźże słoneczko” śpiewała moja mamusia. To były cudowne chwile dzieciństwa. Dzisiaj powróciło to niezwykłe wspomnienie, jakby to było wczoraj – dodaje wzruszona Grażyna Garnczarek.

Załęcze w ogniu i folk w nowoczesnym brzmieniu: Mantikora, Guzowianki, Percival i Żywiołak

Niemniejszy aplauz publiczności wzbudzają kolejni artyści. Brawurowe Guzowianki porywają do wspólnego śpiewu i spontanicznych tańców najmłodszych i najstarszych.

- Było super! Świetna energia, wspaniała publiczność. Mamy nadzieję, że jeszcze się zobaczymy – mówi roześmiana Wioleta Fijałkowska, założycielka i kierowniczka zespołu Guzowianki.

Reklama

Na występ folkowej formacji Percival, nawiązującej do wiedźminowych klimatów, przyjechali fani z całej Polski. Idole ich nie zawodzą i taneczna zabawa trwa w najlepsze przy dźwiękach słowiańskich melodii i piosenek.

Po zmierzchu przychodzi czas na niecodzienny spektakl. Teatr Tańca i Ruchu z Ogniem Mantikora z Opola łączy taniec, ruch sceniczny, kuglarstwo i widowiskowe efekty ogniowe. Publiczność jest pod wrażeniem.

Gwiazdą wieczoru jest neofolkowa grupa Żywiołak, dająca popis nie tylko wokalno-instrumentalny, ale też oryginalny akcent teatralny.

Reklama

Orszak z pochodniami i puszczanie wianków

Pradawny słowiański klimat wydarzenia podkreśla Grupa Rekonstrukcji Historycznej (GRH) i Ludność Cywilna Okolic Wielunia. Stroje i scenografia, rodem z polskiej wsi sprzed wieków, nie pozostawiają wątpliwości, że to spotkanie ludowe. Są chusty, zapaski, słomiane kapelusze i zgrzebne koszule, a niejeden idzie boso. Całe towarzystwo zasiada przy tradycyjnych wiejskich stołach, gdzie królują nie tylko staropolskie potrawy, ale i naczynia z dawnej epoki.

Członkowie grupy formują orszak, odpalają od ogniska pochodnie i ruszają nad Wartę, żeby tam dokonać dzieła i puścić wianki z biegiem rzeki. Za nimi żwawo ruszają imprezowicze i również oddają Warcie wianki, które wcześniej własnoręcznie poczynili.

Reklama

Bogato zaopatrzone stanowiska lokalnych Kół Gospodyń Wiejskich są oblegane niemal cały czas. Kolejki po swojskie regionalne przysmaki są niebotyczne, a panie uwijają się jak w ukropie, żeby nikt nie wyszedł głodny.

Załęcze przyciąga jak magnes

Agata i Zbigniew Kotlarzowie na co dzień mieszkają w Katowicach, ale jak sami mówią, są przybranymi „załęczakami” od ładnych 20 lat. Kupili leśniczówkę w Bukowcach i od tej pory często goszczą w gminie Pątnów.

- Mamy tu mnóstwo znajomych i przyjaciół. Załęcze Wielkie to nasza przyszywana rodzina – mówi z uśmiechem Agata Kotlarz.

Reklama

- Kochamy Załęcze i tutejszych ludzi. Dzisiejsza impreza jest wspaniała. Nigdzie nie potrafią się tak bawić jak w Załęczu – dodaje z przekonaniem jej mąż i zapewnia, że nie opuszczą kolejnej imprezy.

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/07/2026 19:05
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości