Dwie rodziny nie mogą pogodzić się z planami władz gminy Pajęczno. Burmistrz proponuje im mieszkania zastępcze, bo ma dość dokładania do budynku, w którym mieszkają. Ale lokatorzy są przywiązani do swoich „czterech ścian” i ani myślą się wyprowadzać. Żadna ze stron konfliktu nie chce, aby doszło do ostatecznego rozwiązania, czyli eksmisji. Choć niestety i taki scenariusz jest możliwy.
Obecnie budynek po dawnej wodomistrzówce, zlokalizowany przy ul. Wieluńskiej 40 w Pajęcznie, zamieszkują trzy rodziny. Dwa mieszkania od kilku lat stoją puste. Burmistrz zaniechał ich wynajmu, bo od dawna miał plan, który teraz chce wprowadzić w życie. A rozwiązania są dwa – albo trzeba przeprowadzić gruntowny remont budynku, inwestując ponad milion złotych, albo sprzedać nieruchomość. Każdy z tych scenariuszy jest możliwy dopiero wówczas, gdy wszyscy lokatorzy opuszczą obiekt. Do tego dążą władze Pajęczna, co nie jest akceptowalne przez dwie rodziny.
- Ja tu mieszkam 53 lata. Byłam tu pierwszą lokatorką. I teraz mnie chcą przenosić - mówi rozżalona Anna Moryń, mieszkająca w dwupokojowym lokalu z dorosłym synem.
- Chcą mi teraz dać mieszkanie dużo mniejsze… - dopowiada.

Na zmianę nie zgadza się także Jolanta Brożyna, która mieszka tu z dwiema pełnoletnimi już córkami. W lokalu socjalnym, zaproponowanym przez gminę znalazła się po stracie domu, który został zlicytowany.
- Niestety wzięłam kredyt we frankach i nie daliśmy rady spłacać – wspomina.
I gdy w końcu po kilku latach pozbierała się psychicznie, to znów ktoś chce ją pozbawić domu…
- Warunki nie są doskonałe, ale już się urządziłyśmy, a teraz znów chcą nas przenosić.

W maju tego roku, władze miasta wypowiedziały Annie Moryń umowę najmu lokalu w budynku przy Wieluńskiej i zaproponowały inne mieszkanie, o zbliżonej powierzchni. W piśmie skierowanym wówczas do lokatorki dawnej wodomistrzówki, zastępca burmistrza Adam Stachera pisał tak:
„W przypadku odrzucenia propozycji najmu proponowanego lokalu, będzie Pani mogła otrzymać jedynie kawalerkę w jednym z bloków komunalnych o powierzchni ok. 30 m2, bowiem w wolnym zasobie Gminy Pajęczno nie ma mieszkań o większym metrażu”.
Na koniec pisma, Stachera dodał, że jeśli Moryń odrzuci wszystkie propozycje będzie musiała opuścić zajmowany lokal i szukać mieszkania spełniającego jej oczekiwania na własną rękę na wolnym rynku. Inaczej mówiąc, że może sobie przecież wynająć jakie chce, bez udziału gminy.
W odpowiedzi, przygotowanej z pomocą prawniczki, Anna Moryń powołując się na przepisy ustawy o ochronie praw lokatorów podniosła, że w sytuacji dużego remontu, może przenieść się do innego lokalu, ale nie dłużej niż na 12 miesięcy, a po tym okresie powinna mieć możliwość powrotu do naprawionego mieszkania. Podkreśla także, że czynsz za lokal zamienny nie może być większy od obecnego.
W tym samym piśmie Moryń złożyła wniosek o wykup mieszkania, które zajmuje od ponad 50 lat, bo od 1970 roku. A pierwszą umowę najmu zawarła jeszcze z Powiatowym Inspektoratem Wodnych Melioracji w Pajęcznie.
Moryń zwróciła się z podobnymi postulatami do Rady Miejskiej w Pajęcznie, uzupełniając wniosek o wykup refleksją, że skoro gmina weszła w posiadanie nieruchomości całkowicie nieodpłatnie, to uzasadnione społecznie byłoby sprzedać jej lokal z bonifikatą.
W imieniu Rady Miejskiej, na pismo odpowiedział sam przewodniczący Leszek Janeczek, informując że rada podtrzymała stanowisko burmistrza, co do konieczności przeniesienia jej do innego lokalu komunalnego. Dodatkowo Janeczek zaznaczył, że rada jest przeciwna sprzedaży mieszkania, które Anna Moryń wynajmuje.
Na ten moment rodzina Jolanty Brożyny zajmuje lokal przy Wieluńskiej 40 bezumownie. Jak do tego doszło? Dotychczas gmina każdorazowo zawierała z Jolantą Brożyną umowy na okrągły rok, a po upływie tego terminu podpisywana była umowa na kolejne 12 miesięcy. Podobnie miało być i w tym roku…
Kiedy w lutym Jolanta wraz z córkami złożyła wniosek o przedłużenie umowy najmu, nie spodziewała się, że otrzyma odpowiedź odmowną. Choć mogła to przewidzieć, bo we wrześniu 2022 r. burmistrz na spotkaniu z mieszkańcami budynku na Wieluńskiej, informował o zamiarze przeniesienia lokatorów, w związku z planowanym poważnym remontem.
W piśmie odmownym, datowanym na 10 marca 2023 r., Piotr Mielczarek, burmistrz Pajęczna, poinformował, że do przeprowadzenia gruntownego remontu budynku konieczne jest przeniesienie zamieszkujących tam najemców do innych lokali. Ponadto dodał, że obiekt jest nieocieplony, a tym samym narażony na duże straty ciepła, zaznaczając że gmina ponosi z tego tytułu duże koszty.
Szef pajęczańskiego ratusza, zaproponował Brożynie możliwość otrzymania zamiennie w najem lokalu komunalnego o pow. 30,5 m2, w bloku przy ul. Rekreacyjnej.
„W przypadki odmowy przyjęcia oferty najmu proponowanego zamiennie lokalu mieszkalnego, będzie Pani musiała wraz z córkami opuścić dotychczasowo najmowany lokal i poszukać samodzielnie innego na wolnym rynku” – zapowiedział w tym samym dokumencie burmistrz Mielczarek.
Jolanta Brożyna oferty nie przyjęła i 28 marca ponownie zawnioskowała o zawarcie z nią i jej córkami kolejnej umowy najmu. Burmistrz odpowiedział, że nie ma takiej możliwości i przypomniał, że umowa była zawarta na czas określony. Zaakcentował także, że Jolanta wraz z córkami zajmują obecnie lokal bezumownie.
„Przywołane przez Panią problemy zdrowotne z biodrami, kolanem czy kręgosłupem oraz wskazywanie, że jest Pani osobą niepełnosprawną jak również przywoływane problemy zdrowotne Pani córek, nie stanowią podstawy do tego, bym zmienił swoje stanowisko w przedmiotowej sprawie” – pisze burmistrz Piotr Mielczarek.
„Warto zaznaczyć, że w budynkach wielorodzinnych, w których znajdują się lokale komunalne, również mieszkają osoby schorowane, w tym także niepełnosprawne jak również takie, które się uczą. Nie narzekają one jednak na swój los, ciesząc się jednocześnie, że mają dach nad głową”.

W tej samej korespondencji burmistrz zaproponował Brożynie kolejne mieszkanie, tym razem w bloku przy ul. Kościuszki w Pajęcznie o powierzchni 31,1 m2. Zaznaczył jednocześnie, że w obu proponowanych lokalizacjach warunki bytowe są lepsze niż w mieszkaniach socjalnych, znajdujących się przy ul. Ściegiennej w Pajęcznie. Tam każde z mieszkań ma 17,9 m2 i spełnia wymogi prawne nałożone na gminę w ramach zapewnienia mieszkańcom w trudnej sytuacji dach nad głową.
Jolanta Brożyna nie akceptuje takiego stanu rzeczy i w dalszym ciągu, podobnie jak jej sąsiadka Anna Moryń, chce walczyć o pozostanie w zajmowanym lokalu przy ul. Wieluńskiej.
6 października sprawa nabrała tempa. Zastępca burmistrza Adam Stachera, pisemnie wezwał Jolantę Brożynę i jej córki do opróżnienia lokalu mieszkalnego, pod rygorem skierowania sprawy do sądu z pozwem o eksmisję…
Tydzień później, swoje stanowisko przedstawiły Jolanta Brożyna wraz z córkami. Podkreśliła, że gmina ma obowiązek zapewnić jej i jej córkom mieszkanie socjalne, a sąd w jej ocenie nie będzie mógł przeprowadzić skutecznej eksmisji, bo posiada ona orzeczenie o niepełnosprawności. Kobieta zaznacza także, że z uwagi na sytuację finansową nie jest w stanie wynająć mieszkania na wolnym rynku, a obecnie zajmowane mieszkanie spełnia wymagania dla osoby niepełnosprawnej ze schorzeniami kręgosłupa.
- Teraz mam mieszkanie 41 m2 na parterze. A proponują mi mniejsze mieszkania, na dodatek na trzecim piętrze – skarży się Jolanta Brożyna.
- Nie mogę się zgodzić na taką zmianę – dodaje.
Jolanta Brożyna zajmuje pokój i kuchnię, a w tym samym lokalu znajdują się jeszcze dwa puste pokoje, ale nie ma do nich dostępu, choć wnioskowała o to do gminy. Spodziewa się, że złośliwie nie udostępniono jej tych pokoi, choć stoją puste od lat.
Barbara Kochel ma 72 lata. Do lokalu w budynku przy Wieluńskiej, została przeniesiona z mieszkania przy likwidowanej szkole w Patrzykowie, gdzie mieszkała przez ponad 35 lat.
- Musiałam się zgodzić. Byłam w depresji po śmierci męża. I dali mnie tutaj - wspomina w rozmowie z reporterem „Kulis …”.
Na razie nie dostała żadnej propozycji, ale spodziewa się, że i ona będzie musiała się przenieść.
- Ja w zasadzie bardzo bym chciała się stąd wyprowadzić. Bardzo słabo chodzę – zauważa emerytka.
- A z tego co wiem, to mogłabym dostać jakieś mieszkanie bliżej centrum. Może byłoby mi łatwiej do lekarza pójść, czy po świeżą wędlinę do sklepu – przypuszcza Barbara Kochel.
Obie panie, które nie chcą opuścić lokali przy Wieluńskiej, zaznaczają że grzecznie płacą wszystkie rachunki, nie mając żadnych zaległości. Dbają także o mieszkania, obejście, a nawet klatkę schodową, którą same własnoręcznie pomalowały. To nie zmienia jednak podejścia władz gminy.
- Klatka schodowa była taka obskurna, że szkoda gadać. Pomalowałyśmy. Sprzątamy wejście do piwnicy. Oni nic nie robią – zauważa Anna Moryń.
- Nie wierzę, że gmina ten budynek rzeczywiście będzie remontować – mówi Jolanta Brożyna.
- Chcą się pozbyć nas i tyle – rzuca Moryń.
- Ja nie mam zdrowia, sąsiadka też. A to są cały czas niefajne emocje. Całe noce się nie śpi – zauważa Brożyna.
Obie panie twierdzą, że byłyby w stanie się przenieść, ale do lokali spełniających ich oczekiwania. Władze gminy zaś podkreślają, że przydział mieszkania komunalnego, a tym bardziej socjalnego, to nie jest koncert życzeń.
- Niech będzie co najmniej dwa pokoje. Jakieś znośne warunki – zaznacza Jolanta Brożyna.
- Ja mam wrażenie, że ta władza nas nienawidzi. Nie szanują nas jako ludzi – kręci głową zmartwiona kobieta i zaznacza, że chciałaby, żeby burmistrz przyjechał do nich i zobaczył jak mieszkają.
- Powiedziałam do burmistrza, że jak będzie miał dla mnie większe mieszkanie, to nie ma problemu. A do tego się nie wyprowadzę – opowiada Jolanta Brożyna.
Burmistrz się nie cofnie. Chociaż zaznacza, że nie chciałby, aby sprawa musiała zakończyć się eksmisją któregokolwiek z lokatorów. Jednocześnie przyznaje, że wcale nie jest pewne, iż gmina w ogóle podejmie się remontu budynku przy Wieluńskiej. Możliwe, że zaniecha inwestowania w obiekt i po prostu przeznaczy nieruchomość do sprzedaży.
- Remont tak dużego budynku to są setki tysięcy złotych, jeśli nie ponad milion – spodziewa się Piotr Mielczarek.
- Jeśli nie znajdziemy takich pieniędzy, to oczywiście nie ma mowy o remoncie – przyznaje.
Burmistrz twierdzi, że rozmawiał na ten temat z radnymi. Mają oni podzielać jego zdanie, że lepiej będzie jak wszyscy lokatorzy znajdą się w jednych zasobach komunalnych, tzw. blokach.
- Wolne lokale czekają na te panie – powtarza jak mantrę burmistrz Piotr Mielczarek.
- One są takie, jakie my mamy dla wszystkich innych. Trzeba mieć świadomość, że to nie są mieszkania od dewelopera, że się wchodzi, maluje i mieszka. To są stare mieszkania, ale takie jakie mają inni w tych blokach – zaznacza szef ratusza.
I rzeczywiście, mieszkania są skromne, choć nadające się do życia - reporter „Kulis …” na własne oczy sprawdził ich stan.
- Ja nie jestem gotów spełnić wszystkich oczekiwań tych pań, ale nie mam też takiego obowiązku – zaznacza, kończąc rozmowę, burmistrz Pajęczna.
Wygląda zatem na to, że władze gminy chcą przede wszystkim pozbyć się lokatorów z kosztownego w utrzymaniu budynku, a potem przeznaczyć nieruchomość do sprzedaży. Mniej prawdopodobne jest, że po opróżnieniu lokali, budynek przy Wieluńskiej zostanie przez gminę gruntownie wyremontowany. No, chyba że, jakimś cudem, w skromnym budżecie miasta, burmistrz znajdzie luźny milion…

Do sprawy jeszcze wrócimy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze