Tysiące pierogów zrobionych w ciągu jednego popołudnia to efekt akcji „Lepimy pierogi wsparcia”, która miała miejsce w czwartek i piątek (19 i 20 września) w powiecie wieluńskim. Zaangażowały się w nią członkinie kół gospodyń wiejskich, stowarzyszeń i osoby niezrzeszone. Pierogi pojechały do powodzian i tych, którzy im tam pomagają.
Z pomysłem zorganizowania takiej akcji wyszła Spółdzielnia Dostawców Mleka w Wieluniu, która przeznaczyła na pierogi 170 kg swojego twarogu.
W czwartek, już od godzin rannych, przyjeżdżały tu przedstawicielki zgłaszających się grup, deklarowały ilość pierogów, które zamierzały przygotować, odbierały odpowiednią ilość sera i wracały do siebie. A po południu rozpoczęło się wielkie lepienie.
- Zostawiłam całą robotę w domu i przyjechałam tutaj – mówi Anna Sadowa z Łagiewnik, która z grupą kobiet z tej miejscowości robiła pierogi w tutejszej remizie. - To taka potrzeba serca. Oglądając powódź w telewizji, widać, że jest to straszne i trzeba tym ludziom pomóc. A mam siostry na Dolnym Śląsku, syna we Wrocławiu, więc wiem, że też mogą to przeżyć. Jedna osoba nie zrobi nic, wszyscy razem tak.
Łagiewnickie kobiety mają już wprawę w przygotowywaniu takiego „pomocowego" dania.
- Już trzeci raz wspólnie robimy pierogi – mówi dalej Anna Sadowa. - Dwa razy lepiłyśmy je dla Mateusza z Białej, by pomóc w zbiórce pieniędzy na jego leczenie. A dziś po raz kolejny. Ser dostałyśmy ze spółdzielni z Wielunia, a reszta to już we własnym zakresie. Każda przyniosła od siebie to, co miała. No i dużo chęci oraz dobrej woli.
- U nas w Łagiewnikach jest tak, że pada hasło i zaraz odzew – dodaje Wiesława Niciejewska. - Pomagamy sobie. Wystarczy telefon, a już schodzimy się, zjeżdżamy. Panie przychodzą bardzo chętnie. Dzisiaj robimy pierogi ruskie. To syty posiłek.
Podobnie było w Gromadzicach.
- To była decyzja bardzo spontaniczna – mówi z uśmiechem Edyta Nowak, skarbnik tutejszego Koła Gospodyń Wiejskich. - Rano przyszła informacja o akcji i szybko ustaliłyśmy, że robimy. Bo trzeba pomagać i łączyć się z innymi. Zadeklarowałyśmy pięćset pierogów, ale produktów mamy na więcej. Trochę wprawy w tych pierogach już mamy, bo robiłyśmy je dla małego Łukaszka.
- Ucieszyłam się, że te miejscowości włączyły się w akcję i postanowiłam, że też przyjdę i dam jakiś mały swój wkład na rzecz powodzian – dodaje Joanna Kałdońska, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Czarnożyłach, a zarazem radna powiatowa. - Bo jak wiadomo, w obliczu takiej tragedii człowiek stara się pomóc. My jesteśmy w sytuacji, że jest nam dobrze, sucho, ciepło i mamy co jeść. A ludzie w innej części Polski przeżywają dramat. Więc też lepiłam z paniami pierogi i kupiłam opakowania, aby miały je do czego zapakować. Bo wspólnie jest łatwiej robić, niż samemu w domu.
Z dużym odzewem akcja spotkała się w gminie Wierzchlas. Tutaj pierogi robiły kobiety w Kraszkowicach, Mierzycach i Wierzchlesie.
- W naszej gminie wszystko zadziało się dzięki pani Elżbiecie Jajczak – podkreśla Ilona Kucharczyk, prezes stowarzyszenia „Kraska” w Kraszkowicach. - Ona o tej akcji nas poinformowała. Wszystkim przywiozła z mleczarni ser, a potem to, co zrobiłyśmy, odwiozła w piątek rano do Wielunia. Do lepienia pierogów wciągnęła też panie z Bieńca, w gminie Pątnów. Ponieważ była to taka nagła akcja, u nas zebrało się niewiele osób, bo większość naszych członkiń miała już czas zaplanowany. Ale i tak zrobiłyśmy dla powodzian 345 pierogów – dwadzieścia trzy paczki po piętnaście sztuk. Więc myślę, że dwadzieścia trzy osoby nakarmiłyśmy. Jesteśmy zadowolone, że mogłyśmy chociaż w ten sposób pomóc.
„Lepienie pierogów wsparcia” odbywało się w większości gmin powiatu wieluńskiego. Ale akcja przekroczyła jego granice, bo przyłączyły się do niej też niektóre gminy z powiatów ościennych.
W piątek rano pierogi z wszystkich miejscowości trafiły do mleczarni w Wieluniu, a stamtąd pojechały do powodzian.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze