Kiszenie kapusty to jedno z głównych jesiennych wydarzeń w dawnych polskich domach. Dzisiaj niestety, powoli odchodzi w zapomnienie. Jak ono wtedy wyglądało, zaprezentowały dzieciom i młodzieży gospodynie z Klubu Seniora ze Słupska.
W czwartek, 23 listopada, w tutejszej świetlicy wiejskiej spotkały się kobiety, aby wspólnie kisić kapustę. Dołączył do nich również jeden mężczyzna. Jednak celem spotkania nie było robienie zapasów na zimę, a pokazanie tego tradycyjnego zajęcia najmłodszemu pokoleniu.
- Bo teraz większość dzieci, to kiszoną kapustę zna tylko z tego, co rodzice przynoszą we wiaderku lub w woreczku ze sklepu – uśmiecha się Anna Kostrzewa, instruktorka świetlicy wiejskiej w Słupsku. - Więc chciałyśmy im pokazać, jak taką kapustę się robi i opowiedzieć, jak to kiedyś wyglądało. Do zorganizowania spotkania i przy okazji urządzenia takich miniwarsztatów namówiły mnie panie z Klubu Seniora. A ja bardzo chętnie na to przystałam.
Gospodynie szybko podzieliły się czynnościami i rozpoczęły pracę. Aktywnie włączyli się również w nią dzieci i młodzież. Jedni szatkowali kapustę, drudzy obierali i tarli marchewkę, trzeci nakładali do garnków i słoików, a jeszcze inni solili i ubijali. Przy okazji popłynęły rozmaite porady i wskazówki.
- Kapustę trzeba ubijać, żeby nie dochodziło powietrze, bo inaczej będzie się psuła – wyjaśnia Elżbieta Ciura. - Robimy to tłuczkiem, a w słoiku najlepiej rękami. A potem ustawiamy w ciepłym miejscu, żeby dobrze ukisła. Taka posolona, dobrze przyprawiona, z marchewką jest pyszna.
Gospodynie radzą, aby do kiszenia używać soli kamiennej. Wtedy mamy gwarancję, że nasza kapusta będzie smaczna i trwała.
- Z takiej swojskiej kapusty to nawet bigos, czy kapuśniak są lepsze – dodaje Sabina Kmiecik. - Ale nie każdy gatunek jest dobry do kiszenia. Najlepiej nadaje się do tego Kamienna Głowa.
Dzieci i młodzież chętnie słuchali rad doświadczonych gospodyń. A chyba najlepiej do ich wskazówek dostosował się kilkuletni Franio, który tak ubijał kapustę tłuczkiem w garnku, że o mało dna nie wybił.
- A ja pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynką i moja mama kisiła kapustę, to ja ją udeptywałam w beczce – wspomina pani Sabina. - Nogi trzeba było dobrze umyć mydłem, a potem porządnie wypłukać. Mieliśmy drewnianą beczkę z obręczą. Pamiętam, że stała ona w ganku. A na wierzchu to kładziono do kiszenia całe główki, które potem były na gołąbki. Teraz już się tak nie robi. Kapustę ubija się tłuczkiem.
Kobiety ostrzegały również, aby nie kisić kapusty tydzień przed i tydzień po Wszystkich Świętych.
- Bo mówią, że będzie gorzka – uśmiecha się Sabina Kmiecik. - Przestrzegały tego moja babcia i mama. I ja też przestrzegam. Również wtedy nie zaprawiam żadnych słoików.
Dawniej pracę przy kiszeniu kapusty umilano sobie często śpiewem. Pamiętały o tym też gospodynie ze Słupska. I na zakończenie spotkania w sali rozległ się ich wspólny, radosny śpiew.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze