W poniedziałek, 28 lutego. burmistrz Wielunia Paweł Okrasa zaprosił przedsiębiorców, którzy zatrudniają sąsiadów zza wschodniej granicy, do Kinoteatru Syrena. Rozmawiali o pomocy dla Ukraińców oraz organizacji ich życie tutaj. Na razie urzędnicy nie mają jeszcze gotowych rozwiązań, które mogliby zaproponować pracodawcom, a odpowiednie procedury są dopiero wdrażane. Pomysłów jednak nie brakuje.
W naszym regionie w wielu firmach zarówno zajmujących się hodowlą roślin czy w zakładach produkcyjnych pracują Ukraińcy. Część mieszka tutaj na stałe, zakładają rodziny, posyłają dzieci do szkół. Niektórzy przyjeżdżają tylko sezonowo, pracując na byt bliskich, którzy zostali w kraju. Część osób wojna zastała w Polce, z kolei niektórzy pojechali akurat w odwiedziny do ojczyzny. Wszyscy oni stoją teraz przez ogromnymi dylematami.
Jak podaje wiceburmistrz Joanna Skotnicka-Fiuk, która z ramienia gminy zajmuje się koordynowaniem pomocy dla uchodźców, odbiera mnóstwo telefonów od Ukraińców, którzy chcą do Wielunia sprowadzić swoje rodziny. Urzędniczka prowadzi bazę lokali, gdzie mogą znaleźć lokum przybysze zza wschodniej granicy. Często jest proszona o pomoc w organizacji mieszkania na kilka dni, zanim rodzinie uda się wynająć mieszkanie na własną rękę.
Zapytań do urzędu miejskiego napływa mnóstwo. Paweł Okrasa, burmistrz, informuje, że zaplanowano uruchomienie specjalnej infolinii.
Podczas spotkania przedsiębiorcy zostali przez urzędników poproszeni o wypełnienie ankiet, dzięki którym gmina łatwiej może zorientować się, że w potrzebach uciekinierów oraz osób, które zechcą im pomóc. Chodzi o informacje, kto przyjedzie, ile osób, w jakim wieku będą dzieci. Samorządowcy chcą być w posiadaniu informacji, czy właściciele firm są w stanie stworzyć miejsca pracy czy współfinansować utrzymanie sprowadzonych osób. Pytali o pomoc w zakupie żywności, bądź przekazaniu materiałów budowalnych.
- Chcemy wiedzieć, czy państwo są w stanie zapewnić pracę tym osobom, które przyjadą – zwracał się do pracodawców burmistrz.
- Też nie chcielibyśmy, aby te osoby korzystały głównie z pomocy gminy, ale żeby podać tym ludziom wędkę. Po to, żeby się mogli w normalny sposób zaadaptować i implementować na warunki naszego miasta.
Okrasa nie ukrywał, że choć gmina będzie pomagała wszystkim, to najchętniej widziałby u siebie rodziny pracowników zatrudnionych w tutejszych firmach, gotowe osiąść na dłużej i wtapiać się w lokalną społeczność.
Przedsiębiorcy podawali, że sytuacja jest bardzo płynna.
- Pracownicy, którzy mają nie wyjeżdżać, z dnia na dzień wyjeżdżają – mówił jeden z nich.
- Przygotujmy się na to, że tych ludzi będzie jak najwięcej, ciężko będzie nam powiedzieć ilu tych ludzi będzie, jakie to będą dzieci, to się zmienia w ciągu dni, w ciągu godziny.
Urzędnicy prosili o przekazanie przyjezdnym informacji o przygotowanych miejscach w szkołach oraz planowanym wsparciu w nauce języka. Na pracę z małymi Ukraińcami jest gotowa Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna, która jest wyposażona w translator, mający ułatwić porozumienie.
Właściciele firm mają wiele wątpliwości. Zastanawiali się, czy jeśli wezmą na siebie utrzymanie rodzin, to mogą liczyć na wsparcie systemowa, skoro nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak długo kryzys może potrwać. Tego jednak do końca nikt nie wie. Na razie wojewoda podał informacje, że świadczenia zdrowotne dla Ukraińców mają być realizowane w ramach NFZ-u.
Większość pracodawców jest w stanie przyjąć rodziny swoich pracowników, ale chcieliby znać więcej szczegółów. Arkadiusz Skoneczko podaje, że każda firma jest w innej sytuacji. Te które zanotują duży odpływ ludzi mogą mieć przejściowe problemy. Sam podaje, że jest w stanie zapewnić miejsce dla rodzin swoich pracowników, ale nawet ci, którzy chcieliby z tego skorzystać, nie mają teraz możliwości przedrzeć się przez pozamykane obwody. Mężczyzna podkreśla, że jego pracownicy muszą sami podejmować decyzję, co chcą dalej robić.
- Jeśli pracownicy rezygnują z pracy, bo wyjeżdżają, chcą bronić kraju, to nikt ich nie zatrzyma, to jest ich decyzja i obowiązek – mówi.
- Jestem po rozmowie z jedną osobą, powiedział, że chce wrócić. Pytałem jaki ma plan, sugerowałem, że może w Polsce się chce gdzieś zaangażować, bo przyjadą rodziny i trzeba się tymi osobami zająć, pomóc chociażby ze strony językowej. Bo pytanie, czy osoba która nie miał do czynienia wcześniej z bronią, będzie w stanie pomóc, kiedy tam jest ciężki sprzęt, ale to jest decyzja tych osób. Kontaktują się ze swoimi rodzinami, które zostały i podejmują decyzje – uważa Skoneczko.
Inny z jego pracowników przebywa wraz z żoną i dziećmi na Ukrainie, posiada dokumenty, które pozwoliłyby mu przekroczyć granice, ale został z rodziną, ponieważ żona nie chciała opuszczać ojczyzny.
- To są indywidulane decyzje. Rozmawiałem ze wszystkimi pracownikami, są z rodzinami w kontakcie, dla tych którzy chcą przyjechać mogę zapewnić mieszkanie, ale teraz dojechać do granicy jest problem - zaznacza.
- Ukraińcy boją się dywersantów, więc pozamykali obwody.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze