Ona ma 78 lat, on 86. Poznali się sześć lat temu, a 17 kwietnia br. wzięli ślub. Mieczysława i Marek Bergerowie udowodniają, że na miłość nigdy nie jest za późno. Świeżo upieczeni małżonkowie podkreślają, że chcą razem pogodnie spędzić starość.
Mieczysława Berger (do 17 kwietnia nazywała się Mróz) została wdową w 1991 r. Żona Marka Bergera zmarła w 1998 r.
- Od tamtej pory oboje byliśmy samotni cały czas. Kiedyś jednak człowiek chce wrócić do normalnego, rodzinnego życia. Samotność nie jest czymś, co przyciąga i w czym można się lubować przez dłuższy okres – przyznaje świeżo upieczony mąż.
- Po prostu znudziła nam się samotność, zapragnęliśmy poznać kogoś i być z kimś – dodaje żona.
Emerytowana nauczycielka i wciąż zawodowo pracujący doradca podatkowy poznali się w 2014 r. przez…Internet. Szybko zaczęli się spotykać. Marek odwiedzał Mieczysławę w Pabianicach, a ona przyjeżdżała do Wielunia. Około trzech lat temu postanowili wspólnie zamieszkać w domu Marka.
- Od początku naszego związku chcieliśmy, żeby było nam dobrze ze sobą dziś, jutro, jak się da to pojutrze i cały tydzień, bo przecież jesteśmy już w nieco podeszłym wieku i nie mamy za długiej perspektywy. Chcemy więc w miarę pogodnie spędzić tą wspólną starość – podkreśla 86-latek.
- Nasz związek zaakceptowały nasze rodziny. Dzieci męża zaakceptowały moją osobę jako towarzyszkę swojego taty i moje dzieci też przyjęły Marka. Bardzo się cieszą, że jesteśmy razem – mówi Mieczysława.
Marek wielokrotnie wspominał o ślubie, ale Miecia czekała na oświadczyny. Pierścionek zaręczynowy przyjęła w końcu półtora roku temu. Wesele miało się odbyć jesienią ubiegłego roku, ale pandemia pokrzyżowała plany. Bergerowie chcieli, żeby w tej chwili towarzyszyły im wszystkie dzieci. Ze względu na panujące obostrzenia nie było to możliwe, ale na sobotnią (17 kwietnia) ceremonię ze Stanów Zjednoczonych przyleciała córka Mieczysławy i obecny był syn z Pabianic. W tym wyjątkowym dniu nie obyło się też bez niespodzianki.
- W urzędzie stanu cywilnego byliśmy obecni tylko my i świadkowie. Kiedy wchodziliśmy do urzędu, dziedziniec był pusty, stał tylko nasz samochód. Po wyjściu z budynku ujrzeliśmy tłum ludzi, rowerzyści przebrani w swoich kamizelkach, sekcja ,,Akwarelki’’, czyli nasi koledzy z Wieluńskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku – opowiada wielunianin.
- Byliśmy mile zaskoczeni tą wizytą i życzeniami, które od nich otrzymaliśmy. Ucieszyliśmy się bardzo na to powitanie – wyznaje małżonka.
- Dostałam nawet komentarz, że daliśmy przykład, że jednak warto w tym wieku wziąć ślub. Wszyscy byli bardzo pozytywni w stosunku do nas, serdeczni, mili i uważali, że bardzo dobrze robimy.
- Myślę, że w każdym wieku można ułożyć sobie szczęśliwe życie, ale znam to odczucie, które tkwi w społeczeństwie, że to nie wypada, że faux pas, wygłupiacie się itp. Czasami ludzie tak mówią, nie sądzę jednak, żeby tak myśleli, ale nie przyznają się do innego zdania – kontynuuje Marek.
- Nigdy nie jest za późno na miłość. Od początku byliśmy świetną parą, bo już w pierwszych miesiącach tak zażarcie się kłóciliśmy, jak stare, dobre małżeństwo. Nie baliśmy się spróbować, wątpliwości to co innego, docieranie się, co innego, ale chęć bycia razem przeważyła.
Mieczysława potrzebowała trochę więcej czasu, żeby zaaklimatyzować się w Wieluniu. Bardzo pomogły jej w tym spotkania z przyjaciółmi Marka i jednocześnie słuchaczami WUTW. Bergerowie uczestniczą też w zajęciach uniwersytetu - Mieczysława była już wcześniej słuchaczką uniwersytetu w Pabianicach. Świeżo upieczeni małżonkowie cenią sobie także wspólne podróże, m. in. wyjazdy do sanatorium. W okresie wiosennym i letnim poświęcają się pracy w ogrodzie, a zimą dużo czytają. Są nowoczesną parą i korzystają z modnych aplikacji mobilnych.
- Wspieramy się nawzajem w umiejętnościach elektronicznych, bo niektóre idą lepiej Mieci, a niektóre mnie. W razie jakichś problemów nasze dzieci też zawsze służą radą - mówi 86-latek.
- Ostatnio Miecia namówiła mnie, żebym przestał już pracować zawodowo i odpoczął. Wiele lat nam nie zostało, ale to co nam zostało może być dużo bogatsze lepsze, milsze, również zdrowsze, kiedy jesteśmy razem. Trzeba dużo chęci, żeby przyjmować i uczyć się drugiego człowieka, to jest trudne, ale jak się chce, to jest to bardzo łatwe.
- Lepiej wybrać związek, niż być w samotności w tym wieku. Samotność to nie jest nic dobrego, a starość można jeszcze przyjemnie z kimś spędzić. Dla nas najmilsze są wieczory, kiedy jesteśmy razem, jemy kolacje, rozmawiamy, bo w ciągu dnia mamy różne zajęcia - zdradza 78-latka.
- Kluczem do wszystkiego jest optymizm, bo jeśli człowiek powie, że już go nic nie spotka i czeka tylko na śmierć, to szczęścia nie widzi. My wracamy często do dobrych wspomnień i codziennie próbujemy je tworzyć - podsumowuje Marek Berger.
Katarzyna Cieślik
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze