Reklama

Bawi się w malowanie

Zaczęło się od czytania życiorysów XIX-wiecznych malarzy paryskich. Tadeusz Posmyk zamarzył też o takiej karierze. Malowanie nie stało się jego zawodem, ale obecnie poświęca mu coraz więcej wolnych chwil i zamierza się skupić wyłącznie na portretach. Podkreśla, że pędzle i farby to jego zabawki.

Urodził się w Stargardzie (dawniej Szczecińskim), ale od 30 lat mieszka w Działoszynie. Przyjechał tutaj za miłością, a właściwie wrócił też w rodzinne strony ojca. Założycielem wsi Posmykowizna był prapradziadek Tadeusza Posmyka. Okazuje się, że w jego rodzinie nie brakowało też wziętych plastyków. Sam przygodę z malarstwem zaczął w młodzieńczych latach.
- Miałem 17, 18 lat i lubiłem wtedy czytać życiorysy XIX-wiecznych malarzy z bohemy paryskiej i tak mi się to spodobało, że też chciałem spróbować malowania – wspomina.
- W tamtych latach widziałem siebie nawet jako jednego z tych szalonych artystów i też myślałem, że będę wielkim artystą, ale z czasem zrozumiałem, że tak się jednak nie stanie.
Do malowania najbardziej zainspirowali go Amadeo Modigliani, Maurycy Utrillo oraz Vincent van Gogh. Pierwsza praca Tadeusza przedstawiała martwą naturę – na bardzo ciemnym zielonym tle namalował jaskrawo czerwone dwa jabłka, leżące na stole. Obraz przetrwał do dzisiaj, ale nie został pokazany szerszej publiczności.
- Najwięcej malowałem w szkole średniej. Wtedy koledzy chodzili na zabawy, dyskoteki, a ja siadałem przed sztalugą i tworzyłem, do tego stopnia, że potrafiłem z pomysłem obudzić się w środku nocy i malować. Pędzle zawsze stały zanurzone w słoiczku z olejem i były w pogotowiu – opowiada Posmyk.
- Wtedy bardziej tworzyłem pejzaże, trochę architektury, portrety znajomych, kolegów, ale z czasem zacząłem myśleć, że powinno mieć to jakieś jeden, główny cel. Dopiero po tylu latach zaczynam do tego dojrzewać i teraz chcę się zająć tylko portretami znajomych, rodziny, kolegów.
Od dwóch lat więcej wolnych chwil poświęca malowaniu. Wcześniej jego czas wypełniała głównie praca, rodzina i największa pasja, jaką jest żeglarstwo. Obecnie częściej zagląda do mini pracowni, którą zrobił sobie w domu.
- Kiedy mam wolną chwilę, to uciekam tam i siedzę do późnego wieczora. Maluję głównie olejne obrazy, ale bardzo zafascynowałem się akwarelą. Jest to bardzo trudna technika, ale chętnie się w to bawię i maluję nią głównie nasze okoliczne pejzaże – przyznaje.
- Realizowałem trochę takich swoich wariackich pomysłów i myślę, że jak kiedyś zorganizuje swoją wystawę, to wtedy zdecyduje się, żeby pokazać te obrazy. Teraz powoli zbliżam się do portretu i raczej przy nim zostanę. Portretuję człowieka, kiedy zafascynuje mnie jego twarz i uważam, że warto w portrecie oddać jego charakter. Niestety nie mam takiego komfortu, żeby ktoś mógł przyjść i posiedzieć, więc raczej ze zdjęcia robię swoją wersję czyjegoś wyglądu.
Rodzina i znajomi Tadeusza bardzo różnie reaguje na swoje portrety. Czasami się nawet nie poznają.
Posmyk ze swoich kilkuset dotychczas wykonanych prac najbardziej jest dumny z autoportretu z 1976 r. Drugi namalował w ubiegłym roku.
- Pokazują one, że przez tyle lat niewiele się nauczyłem, a nawet uważam, że wcześniej byłem lepszy technicznie, bardziej szczery w malowaniu i dużo lat zmarnowałem, próbując udawać kogoś innego, a jednak szczerość jest najważniejsza w tej robocie i będę wracał do tego, co było na początku lat 70. – zaznacza.
- Portret nawet nie musi być podobny fizycznie, ale ważne, żeby oddawał ducha namalowanego człowieka.
Od 8 lutego w Miejsko-Gminnym Domu Kultury jest otwarta wystawa z okazji 30-lecia istnienia placówki, na której można podziwiać m.in. przekrój prac Posmyka, od autoportretów, kilku portretów po pejzaże, góry i żeglarstwo. Wydarzenie było zaplanowane do 31 marca, ale od 20 marca instytucje kultury zostały ponownie zamknięte z powodu pandemii. Dla Tadeusza była to trzecia wystawa obrazów w Działoszynie. W Stargardzie udzielał się w klubach malarzy amatorów. Kilka lat pracował też w centrum kultury jako plastyk, gdzie również mógł uczestniczyć w indywidualnych, jak i zbiorowych wystawach. W sumie ma ich na koncie około 15. Większość swoich obrazów rozdał, bardzo dużo zostało zniszczonych, trochę sprzedał, jeśli komuś bardzo zależało, a sporo ma też jeszcze w domu.
- Na razie nie myślę o kolejnej wystawie. Z wiekiem coraz mniej czuję się wielkim artystą, a coraz bardziej chcę to robić dla siebie i ewentualnie dla innych, żeby komuś sprawić przyjemność – podkreśla Posmyk.
Dzieci odziedziczyły zdolności artystyczne po tacie. Jedna z córek Tadeusza zajmuje się fotografią, a syn, który mieszka w Częstochowie, też ma już na koncie kilka, bardziej nowoczesnych, obrazów w akrylu. Posmyk za swoją najważniejsze zainteresowanie uznaje jednak wspomniane już żeglarstwo. Sam zbudował dwa jachty, którymi później pływał. Nad morze wciąż go ciągnie i już planuje kolejne rejsy. Zimą wspólnie z żoną preferują narty.
- Każdy facet to jest duże dziecko i musi się czymś bawić, więc ja też jestem dzieciak, który bawi się w malowanie – kończy.
- Moje zabawki to pędzelki, ołówki, farbki, farby, pięknie pachnące oleje, terpentyny. Wchodzę do pracowni i mam tam swoje królestwo, bawialnię.

Katarzyna Cieślik
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Aleksandra - niezalogowany 2025-05-28 19:00:12

    Pas startowy artystycznie jest u Tadeusza otwarty, dlatego w każdym świelle, a szczególnie w kolorze uśmiechu wyrusza do stron sztuki w sposób naturalny, oryginalny i ciekawy. Brawo :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości