Artur Jasiński nie zna słowa "odpoczynek". W ciągu jednego weekendu zaliczył dwa wymagające starty – półmaraton w Pucku i bieg na 10 kilometrów w Dąbkach – i w obu triumfował w swojej kategorii wiekowej. Choć zmęczenie, upał i brak regeneracji dawały się we znaki, satysfakcja była ogromna. Czy to była spontaniczna przygoda czy może część większego planu? O tym opowiada sam Wieluński Biegacz.
Artur Jasiński z dubletem na Pomorzu. Dwa biegi, dwa zwycięstwa w jeden weekend
Miniony weekend był dla Artura Jasińskiego wyjątkowo intensywny – i bardzo udany. Wieluński Biegacz pokazał moc w nogach podczas dwóch biegowych imprez w północnej Polsce, zdobywając pierwsze miejsca w kategorii M50 zarówno w sobotnim półmaratonie w Pucku, jak i w niedzielnym biegu na 10 kilometrów w Dąbkach. Do tego – trzecie miejsce Open w Pucku i ósme w Dąbkach. Wyniki robią wrażenie, ale za tym sukcesem kryje się dużo więcej niż tylko liczby.
Sobotni półmaraton w upale
W sobotę, 26 lipca, Jasiński stanął na starcie półmaratonu w Pucku. Na mecie zameldował się jako trzeci zawodnik Open spośród 280 startujących, wygrywając jednocześnie kategorię M50 z czasem 1:17:19. Ale nie był to lekki bieg.
– Zawody nigdy nie są na luzie, jeśli chodzi o mnie. Ciężko się biega dzień po dniu, zwłaszcza jak pierwszym biegiem jest półmaraton w upale – start w sobotę o 10:00 na ciężkiej, mieszanej trasie – opowiadał Artur Jasiński w rozmowie z portalem kulisy.net.
Jak podkreśla, trasa była wymagająca:
– Dużo mocnych podbiegów, część prowadzi przez las, drogi polne. A po zawodach zamiast regeneracji i snu – był czas na opalanie i zwiedzanie, więc brakło odpoczynku – mówił.
Niedziela w Dąbkach – 10 kilometrów bez taryfy ulgowej
Mimo braku regeneracji i konieczności pokonania ponad 150 kilometrów z Pucka do Dąbek, Wieluński Biegacz znów stanął do rywalizacji. Tym razem był to bieg na dystansie 10 kilometrów, startujący w niedzielę, 28 lipca, o 12:00 – znów w ogromnym upale. Rezultat? Czas 35:50, ósme miejsce Open na 563 uczestników i kolejne zwycięstwo w M50.
– Brak dyscypliny żywieniowej powoduje, że waga jest bardzo niekorzystna. Takie dwa biegowe dni są bardzo ciężkie fizycznie do wytrzymania, ale też logistycznie do ogarnięcia. Dużo czasu spędza się w aucie – przyznał biegacz. Mimo to, emocje po ukończeniu obu zawodów zrekompensowały trud.
– W niedzielę po południu, po wszystkim, endorfiny są w kosmosie i zaczyna się regeneracja. Szkoda tylko, że wszystko co dobre, szybko się kończy – dodał z nutą refleksji.
Najważniejszy cel – spotkanie z trenerem
Jak się okazuje, sukces sportowy nie był jedynym celem wyjazdu na północ Polski.
– Najważniejsze w tym wszystkim było spotkanie się z moim trenerem, który mieszka w Pucku – Grzegorzem Kujawskim. To cel główny tego wyjazdu – zdradza.
Spotkanie z trenerem to także początek przygotowań do drugiej części sezonu. A ten – jak mówi sam zawodnik – będzie szczególny, choć nie pozbawiony cieni.
Walencja tak, Madera nie…
Wieluński Biegacz przygotowuje się już do maratonu w Walencji, który ma być jego głównym startem jesienią. Niestety, nie wszystko układa się po myśli zawodnika.
– Z powodów finansowych musiałem wycofać się z październikowych Mistrzostw Europy Masters na Maderze. Choć bardzo żałuję, to cóż poradzić – rozkłada ręce z bezradnością Jasiński.
Mimo że zgłoszenia do zawodów na Maderze trwają do 2 września, wszystko wskazuje na to, że jednego z czołowych biegaczy kategorii M50 w Polsce na nich zabraknie. No chyba, że znajdzie się ktoś, kto pomoże spełnić ten sportowy sen Wieluńskiemu Biegaczowi...
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze