Starostwo wieluńskie rozpoczęło proces zmierzający do likwidacji bursy zlokalizowanej przy ul. Traugutta w Wieluniu. Placówka funkcjonuje od ponad 20 lat. Optymalizacja kosztów utrzymania bursy i zmiany demograficzne skłoniły jednak władze powiatu do podjęcia zdecydowanych kroków. Dla rodziców wychowanków bursy, szczególnie tych spoza powiatu, takie rozwiązanie jest nie do przyjęcia. - W internacie będą tylko 42 miejsca, a chętnych na pewno będzie o wiele więcej. Przyjmą tych z Wielunia. A co z resztą? – pyta Marta Maciołek, matka z Raciszyna.
Ostatniego dnia stycznia rada powiatu wieluńskiego przegłosowała uchwałę o zamiarze likwidacji Międzyszkolnej Bursy w Wieluniu. Taka decyzja wzbudziła wśród wychowanków bursy i ich rodziców wiele negatywnych emocji, pytań i obaw. Wicestarosta wieluński Krzysztof Dziuba próbuje rozwiać wątpliwości i przekonać zainteresowanych do zamiarów władz powiatu.
Po spotkaniu z mieszkańcami i pracownikami bursy, 14 lutego, nadszedł czas na konsultacje z rodzicami. Spotkanie rozpoczęła, przedstawiając gości i cel zebrania, dyrektor Międzyszkolnej Bursy w Wieluniu Barbara Cichecka. Jako przedstawiciele władz powiatu wieluńskiego wystąpili: wicestarosta Krzysztof Dziuba i naczelnik wydziału edukacji starostwa Bożena Krej. Na pytania poirytowanych rodziców odpowiadał wyłącznie wicestarosta Dziuba. Naczelnik Krej nie zabrała głosu.
Dyskusja rozgorzała jeszcze przed przybyciem przedstawicieli starostwa. Rodzice nie kryli wzburzenia i emocji.
Małżeństwo z Woli Wiązowej w gminie Rusiec, w powiecie bełchatowskim, z sentymentem wspominało czasy, gdy sami byli mieszkańcami wieluńskiej bursy. Z żalem przyjęli wiadomość o jej likwidacji.
- Oboje z mężem mieszkaliśmy tutaj 20 lat temu. Tak się poznaliśmy. I moi bracia tutaj mieszkali. Fajnie było w tej bursie. Ze względu na sentyment i dobre wspomnienia przysłaliśmy nasze dziecko właśnie tutaj – mówi Bogusława Błaszczyk.
- W internacie nie ma stołówki. Prawdopodobnie będą przychodzić na obiady tutaj (do budynku na Traugutta – przyp. red.). Tak już kiedyś było – nie wierzy w zapewnienia władz Marcin Błaszczyk.
- U nas nie ma połączenia autobusowego do Wielunia. Teoretycznie każde dziecko będzie miało zapewnione miejsce w internacie, ale kto to wie – wyraża wątpliwości mama z Woli Wiązowej.
- Mam też młodsze dziecko. Miałam nadzieję, że w Wieluniu będzie się uczyć i mieszkać w bursie. A jeśli zostanie zamknięta, to moje dziecko już tu do szkoły nie przyjdzie, tylko do Bełchatowa. Internat jest mniejszy i na pewno nie wszyscy chętni zostaną przyjęci – dodaje.
Zasadniczym i najkrótszym, a zarazem najbardziej wymownym pytaniem rodziców do władz powiatu jest: dlaczego? Takie pytanie zadaje m.in. mama ucznia z Kępna Elżbieta Sobczak.
- Syn podjął naukę w Wieluniu m.in. dlatego, że była tutaj bursa. Teraz będzie miał do szkoły dalej i będzie się spóźniał. Nie wiadomo też, jakie będą koszty – zastanawia się Sobczak.
Rodzice komentowali również przebieg i formę spotkania wicestarosty wieluńskiego Krzysztofa Dziuby z młodzieżą.
- Nasze dzieci zostały potraktowane jak przedszkolaki, które nie rozumieją, że zostały postawione pod murem i będą wyrzucone na bruk. Tego właśnie się boją – akcentuje Marta Maciołek z gminy Działoszyn.
Zdaniem rodziców, na spotkaniu z młodzieżą Krzysztof Dziuba miał stwierdzić, że to on jest wicestarostą i on rozdaje karty. Dzieci i rodzice uznali to za przejaw arogancji i lekceważenia.
Kwestia hamowania rozwoju i zamykania drzwi do dobrej edukacji dzieciom z mniejszych miejscowości przez powiat wieluński szczególnie poruszyła Martę Maciołek z powiatu pajęczańskiego.
- Dwa tygodnie temu o godzinie 16 dzieci zostały postawione przed faktem dokonanym. Wtedy dowiedziały się, że być może dla kogoś braknie miejsca w internacie – mówi Marta Maciołek.
- Mam drugie dziecko, które planowałam posłać do wieluńskiej szkoły. Teraz okazuje się, że moje dziecko będzie mieszkało na ulicy, albo jako dziecko ze wsi zostanie po prostu wykluczone z dalszego rozwoju. Tym sposobem mówi się nam, że Wieluń jest dla dzieci z miasta, a dzieci ze wsi nie mają tu czego szukać – nie kryje wzburzenia Maciołek.
- Nie mamy jak dojeżdżać. Bursa jest ostoją dla dalszej nauki, perspektyw i rozwijania skrzydeł przez nasze dzieci – dodaje.
Zdaniem rodziców, decyzja starostwa o braku rekrutacji do internatu, w nowym roku szkolnym, jest automatycznym skazaniem wielu uczniów na wybór pierwszej lepszej szkoły. A jakość i wysoki poziom nauczania w wieluńskich szkołach zgodnie podkreślają wszyscy zainteresowani. W opinii rodziców, kontynuowanie nauki w tych placówkach jest dla wielu dzieci spełnieniem marzeń, a likwidacja bursy odbierze im taką możliwość.
Stąd pojawiły się pytania skierowane bezpośrednio do Krzysztofa Dziuby. Rodzice dopytywali czy może wytłumaczyć dzieciom dlaczego starostwo chce przekształcić bursę w internat, skoro bursa jest międzyszkolna a internat szkolny, do którego w pierwszej kolejności przyjmowane są dzieci z danej placówki.
- To jest zwykłe mydlenie oczu do września, żeby uspokoić atmosferę. Takie są procedury i rozporządzenia ministerstwa edukacji, że pierwszeństwo mają uczniowie z danej placówki. W internacie będą tylko 42 miejsca a chętnych do tak dobrej szkoły, jaką jest ZS nr 1 na pewno będzie o wiele więcej. Przyjmą tych z Wielunia. A co z resztą? – docieka Marta Maciołek.
Wychowanków bursy czeka przeprowadzka do internatu przy Zespole Szkół nr 1. Władze powiatu zapewniają, że nikt z dotychczas zatrudnionych nie straci pracy, a młodzież dobrze wyjdzie na tej zmianie.
Wicestarosta wieluński Krzysztof Dziuba wyjaśnia istotę sprawy.
- Tak naprawdę nie jest to likwidacja tylko zmiana formy prowadzenia tej instytucji dla młodzieży. Potrzeba ta wynika przede wszystkim z demografii. Chętnych do korzystania z bursy jest coraz mniej. Jeszcze 20 lat temu internaty w Wieluniu miały ponad tysiąc miejsc. Później zostały zredukowane do 120 w dwóch budynkach, a od dwóch-trzech lat korzystamy tylko z jednego – większego budynku. Nadszedł czas, że młodzież zmieści się w mniejszym obiekcie – podkreśla wicestarosta Krzysztof Dziuba.
Bursa stanie się internatem zlokalizowanym przy ul. Wojska Polskiego w Wieluniu, w kompleksie Zespołu Szkół nr 1, którym zarządzać będzie dyrektor szkoły – Elżbieta Urbańska-Golec.
- Różnica między bursą a internatem polega właściwie jedynie na sposobie zarządzania. Bursa ma oddzielnego dyrektora, księgowego itd., a internatem zarządza dyrektor zespołu szkół. Młodzież zmienia po prostu miejsce, moim zdaniem na lepsze. Lepsze pod względem jakości pokoi, sanitariatów i całego budynku – ocenia wicestarosta Dziuba i podkreśla, że pokoje zostaną odświeżone i wyremontowane, bo Zespół Szkół nr 1 słynie przecież z warsztatów budowlanych.
Krzysztof Dziuba przedstawia motywy finansowe decyzji starostwa.
- Wiem, że są obawy. 13 lutego spotkałem się ze wszystkimi mieszkańcami bursy. Przekazali mi swoje argumenty, ale musimy też bronić finansów powiatu. Utrzymywanie dwóch placówek jest nieopłacalne. Corocznie powiat dokłada ponad 1 mln. zł. Te środki można wykorzystać zdecydowanie lepiej. Szacuję, że dzięki zmianie powiat zaoszczędzi najmniej 300 tys. zł rocznie – kalkuluje Krzysztof Dziuba.
- Nie chcę oczywiście przeliczać młodzieży na pieniądze, w takim przypadku finanse nigdy nie są najważniejsze, ale trzeba je wydawać optymalnie. Skoro młodzież zmieści się w jednym budynku, to nie ma sensu utrzymywać na siłę dwóch - przekonuje.
- Rozumiem, że każda zmiana może rodzić obawy, ale postaramy się stworzyć takie warunki, żeby młodzieży było jak najlepiej. Dlatego wszystkich proszę, żeby się wzajemnie nie nakręcali – apeluje Krzysztof Dziuba.
Krzysztof Dziuba zapewnia także, że starostwo wieluńskie nie zamierza nikogo zwalniać.
- Jesteśmy po spotkaniu z pracownikami bursy. Każdy z nich, jeśli będzie chciał, znajdzie zatrudnienie w internacie. Kto chce pracować – będzie pracował. Pani dyrektor zadeklarowała przejście na emeryturę – informuje wicestarosta wieluński.
W odpowiedzi na zarzut, że dzieci zostaną pozbawione ciepłych obiadów, a pracownicy administracyjni zwolnieni, wicestarosta informuje, że również obsługa kuchni i stołówki pozostanie na etatach, tyle że jako pracownicy Zespołu Szkół Specjalnych.
- Planujemy także wyremontować kuchnię w budynku na Traugutta. Dopóki funkcjonuje przy bursie, to nie możemy wnioskować o jej remont. Jeżeli będzie przy szkole, to możemy taki wniosek złożyć. Zatrudnieni w niej ludzie nadal będą gotować. Z tym, że i dla szkoły specjalnej i dla mieszkańców internatu. Dzieci nie będą musiały dochodzić na Traugutta, żeby zjeść obiad. Po prostu posiłki będą dowożone na Wojska Polskiego – zapewnia Dziuba.
Krzysztof Dziuba podkreśla, że młodzi będą mieli dach nad głową, trzy posiłki dziennie i tych samych wychowawców, a opłaty pozostaną na zbliżonym poziomie.
- Oczywiście nie możemy zagwarantować, że opłaty będą identyczne, ponieważ mogą nieznacznie wzrosnąć, choćby z powodu inflacji. Nie przewiduję żadnych drastycznych skoków – akcentuje przedstawiciel zarządu powiatu.
- Młodzież na pewno na tym nie straci. Zespół szkół ma swoich pedagogów i psychologów, którzy będą również na co dzień dostępni dla wychowanków internatu – dodaje.
- Podczas spotkania młodzi mówili o wspaniałej atmosferze, jaka panowała w bursie. I słusznie, ale to nie jest kwestia budynku. Tę atmosferę tworzy młodzież i wychowawcy, a wszyscy razem przejdą do innego lokalu –zauważa Krzysztof Dziuba.
Niepokój młodzieży i rodziców budzi fakt, że pierwszeństwo w przyjęciu do internatu przy ZS nr 1 będą mieli uczniowie tej szkoły.
- Wszyscy, którzy teraz mieszkają w bursie i będą chcieli kontynuować mieszkanie w internacie znajdą w nim miejsce – zapewnia wicestarosta.
W internacie są 42 miejsca, a w bursie mieszka w tej chwili ponad 50 uczniów. Część z nich kończy szkołę, ale przecież pojawi się kolejny rocznik.
- Tak. Będzie trochę mniej miejsc. Dla niektórych może ich zabraknąć – przyznaje Krzysztof Dziuba.
- Po raz pierwszy odpowiedział pan konkretnie. Skoro nie ma miejsca, to nasze dzieci idą pod most. I co my mamy wtedy zrobić – oburza się podczas spotkania z rodzicami Marta Maciołek z Raciszyna, mama jednej z wychowanek bursy.
- Nikt nie idzie pod most. Dla wszystkich obecnych mieszkańców bursy są miejsca zapewnione w internacie. A jeśli zabraknie ich dla nowych uczniów, to będą musieli sobie państwo poradzić w inny sposób – odpowiada wiceszef powiatu.
- W każdej placówce zawsze będzie jakiś limit miejsc. Niezależnie, czy to będzie miejsc 10 czy 100, w którymś momencie ta granica zostanie osiągnięta. Nie jest możliwe, żeby ją na siłę rozciągać. A tego, czy we wrześniu będą wolne miejsca w internacie czy nie, dziś jeszcze nie wiemy – dodaje.
Rodzice nie kryją oburzenia, że o planach i działaniach związanych z likwidacją bursy dowiedzieli się z mediów lokalnych i społecznościowych. Są poirytowani brakiem informacji, ostrzeżenia, wyjaśnienia, rozmowy czy jakiegokolwiek znaku ze strony władz powiatu co do planów związanych z bursą.
- Uchwała rady powiatu nie jest uchwałą o likwidacji. Jest to uchwała zamiarowa, co oznacza, że teraz jest ten moment na informowanie. W tej chwili każdy z rodziców i dzieciaków został poinformowany. Informację otrzymał również kurator oświaty, który ma wydać opinię w tej sprawie. Dopiero wówczas może zostać podjęta uchwała rady powiatu o likwidacji bursy – wyjaśnia wicestarosta wieluński.
- Jednak niezależnie od tego, czy taka uchwała będzie czy nie, to młodzież i tak przeniesie się na Wojska Polskiego. Uczniowie będą nadal mieszkać w bursie, a nie w internacie, ale i tak w budynku internatu – zaznacza Krzysztof Dziuba.
- Tak naprawdę bursa funkcjonuje teraz w dwóch budynkach, ale jej siedzibą główną jest ten na Wojska Polskiego. Nawet na pieczątce placówki figuruje taki adres – dodaje.
O planach na wykorzystanie opuszczonego przez młodzież budynku bursy przy ulicy Traugutta wicestarosta wypowiada się dość ostrożnie.
- Część pomieszczeń zostanie przeznaczona dla Zespołu Szkół Specjalnych. To poprawi komfort edukacji dzieci z różnymi niepełnosprawnościami i specyficznymi potrzebami. Na drugą część budynku mamy też pewien pomysł, ale nie chcemy na razie o nim mówić – tajemniczo sygnalizuje Krzysztof Dziuba.
Sporo emocji wśród zainteresowanych wzbudzają także dalsze losy dyrektorki bursy Barbary Cicheckiej.
- Pani dyrektor matkuje naszym dzieciom. Mimo, że pracuje do godz. 15, to nawet po godzinach zawsze ma dla nich czas, wysłucha, wyjaśni i pomoże – podkreśla Maciołek.
Barbara Cichecka próbowała uspokoić te emocje, podkreślając, że nikt nie zastąpi dziecku matki. Apelowała również do rodziców o danie szansy dyrektorce ZS nr 1 i nie zakładanie z góry, że wychowanków obecnej bursy będzie traktowała po macoszemu.
Na zakończenie Krzysztof Dziuba zaapelował do rodziców, żeby pomogli dzieciom odnaleźć się w nowej sytuacji.
- Proszę, aby państwo nie nakręcali złych emocji wśród młodych. Trzeba ich wesprzeć, a nie nastawiać negatywnie już na starcie. W nowym budynku stworzymy im równie dobre, a nawet lepsze, warunki – zapewnia wiceszef powiatu wieluńskiego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No miałbym wiele pytań. Tak ekonomicznych jak i merytorycznych. Zadam pytania prosto w oczy panu staroście.
ciekawe, ciekawe, ale ciekawsze dlaczego nigdzie nie przeczytamy że starostwo sobie nowy samochód służbowy kupiło?
"A jeśli zabraknie ich dla nowych uczniów, to będą musieli sobie państwo poradzić w inny sposób" Szczyt bezczelności
No miałbym wiele pytań. Tak ekonomicznych jak i merytorycznych. Zadam pytania prosto w oczy panu staroście.
ciekawe, ciekawe, ale ciekawsze dlaczego nigdzie nie przeczytamy że starostwo sobie nowy samochód służbowy kupiło?
"A jeśli zabraknie ich dla nowych uczniów, to będą musieli sobie państwo poradzić w inny sposób" Szczyt bezczelności