Reklama

Malwina Olejnik z Katarzynopola - chwyciła wyciągniętą dłoń

W przypadku Malwiny Olejnik przysłowiowych wyciągniętych dłoni było kilka. Kobieta, choć przyznaje, że z oporami, pod wpływem „dobrych duchów”, dała się namówić na rewolucję w swoim życiu. Mieszkanka Katarzynopola, uczestniczka Środowiskowego Domu Samopomocy w Strobinie, jest przykładem na to, że szeroko pojęty system działa, pomagają odmienić los podopiecznych.

35-letnia Malwina od narodzin nie miała w życiu lekko. Nie dość, że w domu się nie przelewało, to jeszcze nie potrafiła znaleźć wspólnego języka z rówieśnikami. Szczególnie w gimnazjum młodzież dawała jej odczuć, że jest inna i odstaje od grupy. To wszystko spowodowało, że coraz bardziej zamykała się w sobie. Bardzo głęboko przeżyła przedwczesne odejście mamy, a potem śmierć ojca. Depresja, w którą popadła, zamknęła ją w czterech ścianach, separując od innych ludzi.

Nadszedł jednak czas, aby i dla Malwiny zaświeciło słońce. Z wycofanej, zamkniętej w sobie młodej kobiety zaczęła się zmieniać w uśmiechniętą, asertywną, gadułę. Nie doszło by do tego, gdyby losem młodej kobiety nie zainteresowali się inni ludzie oraz instytucje. Pozytywne efekty na jej życie wywarło uczestnictwo w zajęciach Środowiskowego Domu Samopomocy w Strobinie. Kilka osób musiało się nabiedzić, aby przekonać ją, że warto tam pojechać. Potem kilka osób musiało ją skutecznie zniechęcić do rezygnacji z udziału w zajęciach. Teraz nie żałuje, że kilka lat temu tu trafiła.

Reklama

- Nie chciałam na początku o tym słyszeć, wstydziłam się i nie potrafiłam otworzyć – opowiada Malwina.

- Zastanawiałam się czy jeździć czy nie, ale teraz wiem, że tak. Dużo rzeczy mogę się tu nauczyć, ale też zawsze mam kogo się doradzić. Nauczyłam się rozmawiać z ludźmi. Kiedy pierwszy raz przyjechałam, nie mogłam się odnaleźć, chciałam nawet zrezygnować, ale pani Martynka mnie namówiła. Na początku było mi się ciężko otworzyć, ale teraz cieszę się, że jestem pomiędzy ludźmi, a nie w domu sama cały czas siedzę.

Reklama

Dla 35-latki każda umiejętność, którą teraz zdobywa, jak chociażby obsługa zmywarki, jest bardzo cenna. Czasami pomaga też w kuchni, uczestniczy w różnego rodzaju warsztatach. To tutaj nauczyła się robić stroiki i wianki. Chętnie wytworami swoich rąk obdarowuje ludzi jej przyjaznych. Niedawno prezent dostała wójt Siemkowic, Zofia Kotynia oraz inni urzędnicy gminni, którzy wspierają Malwinę dobrym słowem i radami, a czasami nawet pracą swoich mięśni.   

Jeszcze kilka lat temu, podczas pierwszej wizyty  w ŚDS-ie Malwina była wycofana, bała się rozmawiać z innymi ludźmi. Ciężko było jej załatwić podstawowe potrzeby, jak chociażby dokonanie sprawunków. To już jednak przeszłość, bo dzisiaj trudno na pierwszy rzut oka dostrzec w kobiecie tamtą zahukaną kobietę.

Reklama

- Obserwuję panią Malwinę od dwóch lat, rozmawiam z pracownikami, i mogę potwierdzić, że widzimy, jakie robi postępy – podkreśla Tomasz Kącki, kierownik ŚDS-u w Strobinie.

- Jako przykład mogę tutaj podać śmiałość. Nabyła asertywności, już potrafi powiedzieć „nie”.

Sytuacja w domu rodzinnym miała wpływ na postrzeganie Malwiny w środowisku, obecnie się to ma zmieniać. Kobieta pomagała nawet sąsiadce, kiedy jej córka wyjechała, paliła w piecu, podawała lekarstwa.

- Problemy materialne rzutowały na brak kontaktu z innymi, Malwina ograniczyła interpersonalne relacje do osób z najbliższego otoczenia, bo też zawiodła się wcześniej na ludziach  - opowiada Kącki.

Reklama

- Jej wycofanie było bardzo zaawansowane.

Wszystko udało się jednak odwrócić.

- Na sytuację pani Malwiny w pewnym momencie zareagował Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Siemkowicach, efektem współpracy urzędników i środowiska jest to, że po długich i ciężkich namowach, trafiła do Strobina – opowiada Kącki.

- Tutaj też miała okazję poznać udogodnienia, którymi nie dysponowała w rodzinnym domu. Nasi uczestnicy pochodzą z różnych środowisk, nie zawsze mają dostęp do zdawałoby się standardowego wyposażenia, jak chociażby łazienka, a tutaj mają możliwość skorzystania. Jest pralka, można ubrania wyprać, jeśli ktoś oczywiście chce. Jeśli nie potrafi, to możemy mu w tym pomóc – dodaje.

Reklama

Sama Malwina, ale też jej otoczenie, zaczęła się zmieniać. Nauczyła się lepiej funkcjonować w różnych społecznych sytuacjach. Dzięki zaangażowaniu urzędników i pracowników ŚDS-u udało się wystarać dla niej  o rentę rodzinną. Krokiem milowym był moment, w którym założyła własne konto. Cały czas uczy się racjonalnie gospodarować pieniędzmi i oszczędzać. Udało jej się uzbierać środki na remont, który w jej domu oznaczał prawdziwą rewolucję.

Gmina podłączyła u niej wodę, dzięki wsparciu innych  udało się zaaranżować łazienkę i wymienić dach. Malwina zaczęła większą wagę przywiązywać do otoczenia. Odkąd kierownik namówił ją do zakupu kosiarki i pokazał w jaki sposób ją obsługiwać, kosi nie tylko u siebie, ale zdarza się, ze i u sąsiada. Poza tym sprzedaje jaja, które znoszą jej kury. Hoduje też kaczki.

Reklama

- Malwina ma nawet za sobą skuteczną akcję marketingową w Internecie – śmieje się Kącki.

- Bo nikt nie chciał wziąć jajek, to trzeba było ogłosić – tłumaczy zadowolona z siebie.

W planach jest dalsze modernizowanie domu, założenie pompy ciepła i docieplenie ścian.

- Pani Malwina to przykład instytucjonalizmu w sensie pozytywnym, jest najlepszym przykładem tego, po co są ŚDS-y - opowiada Kącki.

- Chodzi  o uzyskanie jak największej samodzielności przez uczestników. Można dużo zdziałać, o ile ma się wokół siebie osoby życzliwe. Tutaj gmina zadziałała, dołączyli się inni, ciocia Malwiny zdobyła materiały od sponsorów na potrzebne remonty, a część prac ludzie wykonywali w tzw. czynie społecznym. Dzisiaj, dzięki tym wszystkim działaniom, Malwina jest w ciągu pozytywnych zmian. Myślę, że w przyszłości chciałaby pracować i móc zarabiać pieniądze, umiejętność wykonywania prostych czynności będzie w jej zasięgu – wierzy w nią kierownik, chociaż Malwina zdaje się nie być tak pewna tego scenariusze.

Reklama

Wokół siebie ma jednak ludzi, którzy powtarzają jej, że da radę. 

- Wzrost zaradności to efekt tego ogromu pracy jaką Malwina wykonała sama nad sobą, ale też dowód na to, iż ludzie dobrej woli istnieją, że samorząd lokalny nie pozostaje obojętny i potrafi pomóc – komentuje Tomasz Kącki.

A jak na swoją sytuację spogląda Malwina?

- Jestem szczęśliwa, kiedy jeżdżę do Strobina i jestem wśród ludzi. Wierzę, że są koło mnie osoby, które są życzliwe i jestem wdzięczna za każdą pomoc – podkreśla.

Malwina ma też jedno wielkie marzenie – poznać uczciwego mężczyznę i się zakochać.

Reklama

 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości