- Przywożą do Kraszkowic miliony ton odpadów. Panie wójcie, radni, sąsiedzi! Żądamy, żeby tego zaprzestać! – wystąpiła Elżbieta Czarnuch na sesji Rady Gminy w Wierzchlesie. A na obrady w piątek, 27 lutego, do sali posiedzeń w urzędzie przybyło blisko 30 mieszkańców. Wszyscy mieli jeden cel: powiedzieć głośno i kategorycznie „nie” zasypywaniu odpadami dziury po wydobyciu kopalin w Kraszkowicach.
Przed rozpoczęciem sesji zgromadzeni przed Urzędem Gminy w Wierzchlesie mieszkańcy opowiadają reporterce portalu kulisy.net w czym rzecz: Milion ton odpadów na 11 hektarach. Są dni, że na teren rekultywacji wjeżdża 100 ciężarówek. Ruch nie słabnie także po południu i późnym wieczorem. Ogromne kłęby pyłu, wszystko dokoła jest białe, albo fioletowe i pokryte grubą warstwą kurzu – irytują się.
- Kiedy przywożą „wannę” i ją wywracają, to ludzie dzwonią na straż, że się pali. Takie kłęby pyłu się unoszą. Aż człowieka zatyka – mówi Elżbieta Czarnuch z gminy Wierzchlas, posiadająca działki w Kraszkowicach.
- Jeśli to białe czy fioletowe, co osiada na lasach i dachach, przedostanie się do wód, to wszyscy jesteśmy ugotowani – dodaje.
- Zarzucają nam, że teraz nagle robimy wrzask. Ale ludzie po prostu wcześniej nie wiedzieli, że to zostało klepnięte. Wójt dostał postanowienie od marszałka i je ukrył. Nie poinformował nikogo. Dlatego dopiero teraz protestujemy, bo dopiero teraz się wydało – podkreśla Elżbieta Czarnuch.
- Ludzie to się dopiero obudzą, jak im się urodzi dziecko z trzecią ręką. Tylko, że wtedy to już będzie za późno – dodaje Maria Pojda.
Mieszkańcy czują się oszukani brakiem informacji. Podejrzewają nawet jej celowe zatajenie. Decyzja marszałka województwa łódzkiego o zezwoleniu dla firmy Zodiak na przetwarzanie odpadów na terenie wyrobiska Kraszkowice III została wydana w maju. Określa, jakie kody odpadów mogą być wprowadzane do wyrobiska. Jest ich 22.
Szydło wyszło z worka w listopadzie 2025 roku.
- Zaczęli intensywnie zwozić. I naród nagle: Co tu się dzieje? Co to jest?! – opowiada Elżbieta Czarnuch.
Prezes zarządu firmy Zodiak Marek Wolny przedstawił podczas sesji prezentację multimedialną z działalności firmy, aby rozwiać wątpliwości mieszkańców. Zapewniał, że chce uporządkować sporne kwestie, przede wszystkim na gruncie formalno-prawnym.
Prezes mówił, że rozumie obawy mieszkańców i dlatego wraz z ojcem, założycielem spółki Zodiak, stawili się na sesji Rady Gminy Wierzchlas.
- Jesteśmy firmą rodzinną i to my ponosimy bezpośrednio odpowiedzialność za działanie spółki. Osobą, której najbardziej zależy na tym, aby proces rekultywacji terenu wyrobiska Kraszkowice III przebiegał w sposób legalny, zgodny z prawem i z zasadami ochrony środowiska, jestem ja. To ja odpowiadam przed organami ochrony środowiska, a także przed organami ścigania – akcentował Marek Wolny, prezes spółki Zodiak.
Zgodnie z decyzją starosty wieluńskiego, po rekultywacji teren wyrobiska w Kraszkowicach ma mieć charakter rekreacyjno-wypoczynkowy z funkcjami terenów zieleni oraz gruntów zadrzewionych i zakrzewionych.
Firma Zodiak wystąpiła do marszałka województwa łódzkiego o pozwolenie na przetwarzanie odpadów. Zgodnie z decyzją firma jest uprawniona do przyjmowania odpadów celem wypełnienia wyrobiska powstałego po wydobyciu kopaliny.
- Są to odpady, które nie mają prawa oddziaływać w sposób negatywny na środowisko. To głównie odpady budowlane - z wykopów i rozbiórek oraz odpady z procesów termicznych – z energetyki i odlewnictwa. Ciężko więc, aby generowały negatywne skutki dla środowiska naturalnego – mówił Marek Wolny podczas prezentacji na sesji Rady Gminy Wierzchlas.
Prezes zapewniał, że firmie zależy na dobrych relacjach z mieszkańcami i ma na uwadze prowadzenie prac w jak najmniej uciążliwy dla nich sposób.
- Prace związane z rekultywacją terenu prowadzone są wyłącznie na pierwszej zmianie, czyli w porze dziennej – akcentował Marek Wolny.
- Nie przewidujemy działalności na drugiej zmianie, ani w nocy. Chociaż zasadniczo nie mamy ograniczeń w tym zakresie – dodał.
- Proszę pana, jest druga zmiana! Jeżdżą i o dziesiątej godzinie. Nawet w nocy wysypują! Droga się zarywa. Dopiero był nowy asfalt położony i już droga zniszczona, a pan mówi, że tylko jedną zmianę jeżdżą?! – zdenerwował się mieszkaniec Kraszkowic.
Prezes spółki Zodiak zapewniał też, że firma stara się ograniczać transporty. Przyznaje, że w styczniu nastąpiło nasilenie dowozów, ale w lutym już sytuacja się ustabilizowała.
- Nie spodziewamy się, aby w dalszym okresie dostawy miały tak intensywny charakter. Jesteśmy otwarci na rozmowy, na dialog, na wyjaśnianie ewentualnych wątpliwości co do naszej działalności.
Tadeusz Wolny, założyciel spółki Zodiak (prywatnie ojciec obecnego prezesa), podkreślił, że wszystkie odpady trafiające do wyrobiska w Kraszkowicach są kontrolowane i poddawane badaniom, zarówno przed, jak i po przyjęciu. Jeśli dana partia nie spełnia określonych norm, to jest wycofywana i zabierana z powrotem przez wytwarzającego.
Od jednego z mieszkańców padło pytanie, czy na etapie uzyskiwania zezwolenia przez spółkę ludzie byli informowani, co się dzieje.
Wójt gminy Wierzchlas Leszek Gierczyk wyjaśnił, że gmina nie była w tej sprawie stroną postępowania. Marszałek poprosił wójta jedynie o opinię. Była negatywna. Pozytywną opinię wydał natomiast Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska w Łodzi.
- Otrzymaliśmy decyzję od marszałka nie jako strona – zaznaczył włodarz gminy Wierzchlas.
- Nie mogliśmy się nawet od niej odwołać. Gospodarzem postępowania był marszałek województwa. Nie byliśmy stroną, więc nie przysługiwało nam prawo do zapoznania się z materiałem dowodowym, ani prawo do odwołania. Nie będąc gospodarzem postępowania nie mogliśmy rozpowszechniać tych danych – tłumaczył wójt Leszek Gierczyk.
Barbara Żołędziewska, radna gminy, a jednocześnie sołtys Kraszkowic, akcentowała, że najbardziej uciążliwy dla mieszkańców jest transport. Kierowcy jeżdżą zbyt szybko, wjeżdżają tam, gdzie nie powinni, na drogi nieprzystosowane do tak dużego tonażu.
Druga rzecz to pyły osiadające w całej okolicy i wdzierające się do pobliskich domów. Kierowcy się spieszą, zrzucają ładunek gwałtownie i tumany duszącego pyłu wzlatują w powietrze.
Radna Żołędziewska mówiła, że ludzie chcą po prostu wiedzieć, co tam się naprawdę dzieje. Czy faktycznie jest nad tym jakaś kontrola. I chcą, żeby kierowcy ciężarówek nie robili sobie samowolki.
Prezes spółki Zodiak Marek Wolny usprawiedliwiał się jak mógł. Stwierdził, że nie ma wpływu na cudzych pracowników. Zapewniał, że jako zarząd spółki prosili o poruszanie się wyznaczonymi drogami, apelowali też o wydłużenie czasu rozładunku cementowozów.
Podczas sesji mieszkańcy puścili w obieg zdjęcia z terenu poddawanego rekultywacji oraz słoik z substancją, mającą pochodzić z oblepionych pyłem dachów i zasypywanej dziury.
Na jednym ze zdjęć widoczny był zbiornik wody. Jak twierdzą mieszkańcy, tam jest źródełko i miejsce wodopoju dla zwierząt. Prezes spółki uznaje natomiast, że to zgromadzone wody opadowe.
- Zima czy lato, tam źródło wypływa. Tam ryby nawet były w tym jeziorku! – oburzył się jeden z mieszkańców.
Na zakończenie dyskusji głos zabrał ponownie wójt Leszek Gierczyk. Mówił, że wyrobisko trzeba zasypać substancjami dozwolonymi.
- Problem polega na tym, że próbuje się tę dziurę zasypać w trzy miesiące. Urząd marszałkowski podrzucił nam kukułcze jajo – skwitował włodarz gminy Wierzchlas i zadeklarował, że będzie pilnował, żeby sprawa była przejrzysta i nic nie zostało zamiecione pod dywan.
Próbki z zasypywanego wyrobiska zostały pobrane i przesłane do laboratorium. Wyniki spodziewane są lada dzień. Mają być dostępne do wiadomości powszechnej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze