Reklama

Muzeum Ziemi Wieluńskiej rozpoczyna konserwację zabytków sakralnych

Czwartkowy ranek 17 lipca upłynął w Muzeum Ziemi Wieluńskiej pod hasłem badań archeologicznych i konserwatorskich prowadzonych w kościele ewangelickim oraz w przejściu do klasztoru pobernardyńskiego. Uczestnicy briefingu prasowego mogli posłuchać o postępach prac i ujrzeć je na własne oczy.

Muzeum Ziemi Wieluńskiej realizuje projekt „Badania konserwatorskie tynków oraz prace konserwatorskie przy polichromii w przejściu pomiędzy kościołem a klasztorem pobernardyńskim” w ramach programu „Łódzkie dla zabytków 2025”. 17 lipca zainteresowani zostali zaproszeni na spotkanie z gospodarzami obiektów i konserwatorkami realizującymi prace badawcze.

Dyrektor Muzeum Ziemi Wieluńskiej Jan Książek wprowadza uczestników briefingu w tajniki projektu. Na tle portalu – przejścia pomiędzy kościołem a klasztorem opowiada co kryją wnętrza zabytków.

Reklama

- To wejście ozdobione jest piękną malaturą. Na szczęście w pewnym stopniu zachowaną. Już niedługo będą realizowane badania archeologiczne. Wtedy, późną jesienią, ta malatura – polichromia przedstawiająca piękne wielobarwne kwiaty i ornamentykę roślinną będzie poddana konserwacji – mówi dyrektor MZW Jan Książek.

- To przejście jest dla nas magiczne. Wydeskowany w środku otwór,  z założonymi teraz symbolicznymi drzwiami, był zamurowany przez dziesiątki lat. Dwa lata temu pracownicy muzeum w mozole przekuli cegły i zamurowania. Wtedy ujrzeliśmy coś niezwykłego, co chwyciło nas za serce – wspomina.

Reklama

Prace nie byłyby realizowane, gdyby nie środki pozyskane z urzędu marszałkowskiego. Umowa została podpisana ponad miesiąc temu. Łączna kwota, jaką muzeum przeznacza na ten cel to ponad 50 tys. zł.

- Może nie jest to kwota przeogromna, ale na tyle duża, że można już rozpocząć wstępne prace i badania konserwatorskie – zaznacza dyrektor Jan Książek.

Gospodarz muzeum podkreśla, że nie byłoby tej przestrzeni, gdyby nie Koniecpolscy. Kościół pobernardyński ufundowała rodzina, na czele z Anną, a później jej synem hetmanem wielkim Stanisławem.

Reklama

- Dzięki rodzinie Koniecpolskich wspaniałe budowle znajdują się w centrum miasta, w sercu naszego starego królewskiego grodu. Mamy przyjemność obcować z zabytkami namacalnymi w postaci obiektów, a także z historią i duchem tej przestrzeni – podkreśla dyrektor Książek.

Odnosząc się do czasów współczesnych, dyrektor muzeum przypomina, że nie byłoby przestrzeni ukierunkowanej na kulturę wieluńską, gdyby nie zaangażowanie władz miasta i miejskich radnych.

- Wspólnie z gminą zrealizowaliśmy już wielkie wyzwanie pozyskując środki na ekspertyzy, wstępne prace i badania archeologiczne, a przed nami perspektywa dalszych działań – akcentuje.

Reklama

Uczestnicy briefingu przechodzą do kościoła, aby obejrzeć pierwsze - symboliczne jeszcze - odkrywki. Przed renesansową świątynią Jan Książek przypomina, że kościół był bardzo mocno zdegradowany we wrześniu 1939 roku. To, co teraz próbują odszukać badacze, to są tylko mizerne ślady jego świetności.

Za kilka tygodni rozpoczną się w kościele prace firmy archeologicznej Golańskich z Łodzi. Najpierw zostanie wybrany gruz, nawieziony w kolejnych miesiącach wojennych, po bombardowaniu Wielunia.

- Inżynierowie szacują, że w środku jest około 400 ton gruzu z okolicznych uliczek. Ponadto sam kościół uległ zawaleniu w wyniku wielkiego pożaru miasta na początku września ’39 roku. Więźba dachowa spadła do środka wraz ze ścianą fasadową od strony zachodniej. Przestrzeń kościoła jest zagruzowana – relacjonuje Jan Książek.

Reklama

Świątynia nie tylko została wypalona i zniszczona w wyniku działań wojennych. Niemcy przeznaczyli jej budynek na kino. Skuli stiuki zdobiące wnętrze i okalające cały budynek, łącznie ze sklepieniem, kolebą i ścianami.

- Jest absolutnie pewne, że fragmenty tych stiuków znajdziemy w zapadlisku, które znajduje się pod drewnianą podłogą kościoła – akcentuje dyrektor wieluńskiego muzeum.

O pierwszych pracach, przypuszczeniach i perspektywach opowiadają konserwatorki zabytków, oprowadzając zgromadzonych po wnętrzu kościoła.

Reklama

- Badania, które rozpoczęłyśmy, mają na celu potwierdzenie występowania dekoracji malarskiej z okresu bernardynek. Stosujemy metodę odkrywki schodkowej, tj. stopniowo i delikatnie usuwamy każde kolejne nawarstwienie, aż do podłoża. W tym przypadku do cegły - mówi konserwator zabytków Karolina Pyrkosz.

Odkrywki zostały już wykonane na ścianach i na sklepieniu w głównej części kościoła oraz na chórze.

- Dotychczas nie znalazłyśmy najstarszego opracowania dekoracji malarskiej. Poza zniszczeniami, kościół w momencie przejęcia go przez ewangelików był mocno zawilgocony, co sugeruje, że od tego momentu nastąpiło wiele remontów. Z opisów wiemy też, że już w czasach bernardynek na ścianach pojawiała się czarna pleśń – aż do wysokości sklepień – opowiada Karolina Pyrkosz.

Reklama

Uwagę gości przyciągają otwory w ścianie i wielka dziura w podłodze.

- W tym miejscu poszłyśmy trochę bardziej w stronę badań architektonicznych i kułyśmy w miejscach, gdzie kiedyś były okna - konserwatorka Katarzyna Róg wyjaśnia zwiedzającym genezę dziur w ścianie.

- Tak naprawdę, czekamy głównie na te ściany, które są do tej pory zakryte i znajdują się trzy metry poniżej obecnej posadzki – podsumowuje Karolina Pyrkosz.

Co odkryją tam konserwatorki i badacze przekonamy się niebawem.

Miejsce zdarzenia mapa Wieluń
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości