Przez osiem lat trwała jej walka z depresją. Od trzech sezonów, to znaczy od 2023 roku Małgorzata Ceglarek z Działoszyna wsiada na rower. Dziś to nie tylko hobby — to rutyna treningowa, kilometry, rajdy i plany na ultramaraton ponad tysiąca kilometrów. Jej historia to opowieść o determinacji, systematyce i sile wsparcia bliskich. Cytując ją w rozmowie z portalem kulisy.net: „Z głową i z sercem można przejechać wszystko.”
Dla Małgorzaty Ceglarek z Działoszyna rower stał się symbolem granicy, którą postanowiła przekroczyć.
– Kupiłam sobie rower, Crossa. No i na tym rowerku tak sobie jeździłam. W zeszłym roku wymyśliłam, że kupię sobie lepszy rower Bianchi. No i to tak poszło – mówi.
To nie była tylko decyzja zakupowa, to był moment kiedy bierna codzienność zaczęła ustępować miejsca wyzwaniu.
–Tak sobie powiedziałam, że skoro pokonałam najpierw 125 kilometrów, później dystans 250, to dlaczego nie 500? — wspomina swoje starty w kolejnych edycjach Szosy Lubuskiej pokazując, że cele stawiała krok po kroku. A zaczynała w roku 2023 od przejechania właśnie 125 kilometrów jeśli idzie o to sportowe, rowerowe wydarzenie.
Jej wybór ma tu charakter puenty: sport jako remedium na stan, który przez laty odebrał jej chęć do życia.
– 20 lat temu miałam depresję, i ta depresja trwała 8 lat. Niewychodzenie z domu, niekorzystanie z niczego totalnie — mówi otwarcie w rozmowie z portalem kulisy.net. W pewnym momencie postawiła sprawę jasno.
– Albo coś z tym zrobię, albo po prostu ja się chyba wykończę z tym. Pomoc specjalisty i wsparcie bliskich, zwłaszcza brata były kluczowe. Za co bardzo, bardzo mogę dziękować swojemu bratu. Był przy mnie cały czas, wyszłam z tego, stanęłam na nogach – dodaje.
Jej przygoda zaczęła się skromnie, od marzeń i lokalnych prób.
– Takie pierwsze moje motto życiowe i taka poprzeczka to było: bardzo bym chciała dojechać do Częstochowy rowerem. No i dojechałam do Częstochowy rowerem i też z niej wróciłam – dodaje.
Później przyszły zawody: Supermaraton Jastrzębi Łaskich (na dystansie 70 kilometrów), a także lokalne imprezy biegowe: Zimowa Zawierucha w Bobrownikach i Wieluński Bieg Noworoczny. Jednak to rower zdecydowanie skradł jej serce.
– Wypatrzyłam Jastrzębie Łaskie, że jest taki rajd rowerowy na dystansie między innymi 70 kilometrów, więc zdecydowałam wziąć w nim udział. Było trudno za tym pierwszym razem w 2023 roku, ale go pokonałam, przejechałam. Już w następnym roku było drugie miejsce – mówi z dumą.
Małgorzata Ceglarek podkreśla, że nie jest zawodniczką z wieloletnim doświadczeniem, to jej dopiero trzeci rok za kierownicą (czy raczej siodełkiem) roweru, mimo to wdrożyła rutynę treningową: trenażer, bieżnia, wyjazdy na trasy Działoszyn–Wieluń i powroty, a nawet niedzielne wypady do córki, która mieszka pod Opolem na kawę i obiad.
–Systematyczność to klucz. Przy złej pogodzie trenażer, na rowerze zazwyczaj między innymi trasa Działoszyn–Wieluń i z powrotem. Tak teraz właśnie tego crossa mam wpiętego w trenażer... – pokazuje na fotografii.
Mając na uwadze pracę bohaterki tego artykułu łączenie jej z treningami zdecydowanie wymaga elastyczności.
– Weekendowo nawet 17 godzin pracujemy, codziennie po 10 godzin, a mimo tego znajduje czas na treningi. Jej plan dnia często wygląda tak, że po pracy siada na trenażer.
– Wracam z pracy, godzina na trenażerze, potem 40 minut bieżni robiąc około 6–7 kilometrów. Endorfiny buzują, czuję, że zrobiłam to, co miałam zrobić. To pomaga i fizycznie, i psychicznie. Już nie umiałabym się bez tego obejść, czułabym, że to dzień stracony – podkreśla w rozmowie z portalem kulisy.net.
Również przemiana sylwetki to widoczny efekt. Zaczynając z wagą 74 kilogramów, dobiła do 57 kg.
– Na tę chwilę ważę 57 kilogramów, z czego jestem bardzo dumna, naprawdę jestem bardzo dumna.
Samodzielne opracowanie codziennych nawyków żywieniowych były częścią tej przemiany.
– Ja słaniałam się na nogach, bardzo źle się czułam, przyszedł płacz, zmęczenie i opracowałam sobie sama taką dietę, że 5 posiłków dziennie. Wchodziłam na bieżnię i 5 kilometrów. Chcieć to znaczy móc, naprawdę nie trzeba korzystać z porad, aby samemu zadbać o zdrowie. Ja chudłam powoli, ale rozsądnie, jeden kilogram w miesiącu – i dodaje: Co prawda teraz jeżdżąc wyczynowo na rowerze korzystam z porad dietetyka, jak uzupełniać płyny, jak odżywiać organizm w trakcie jazdy. To bardzo ważne. Zresztą mój dietetyk Damian Pazikowski również przejechał Szosę Lubuską na dystansie 500 kilometrów, ukończył ją w 14 godzin – zaznacza nasz rozmówczyni.
Od 2023 roku Małgorzata trzykrotnie wzięła udział w Szosie Lubuskiej — 2023, 2024 i 2025, przy czym w 2025 pokonała dystans 500 kilometrów, jak już wspominaliśmy.
Limit czasu na przejechanie tego dystansu to 30 godzin, logistyczne przygotowania (przepaki, nawigacja, serwis roweru), nocna jazda i wsparcie innych uczestników. Na trasie mierzyła się z trudnościami.
– Myślałam, że przejadę to szybciej (ukończyła w 21 godzin), ale podjazdy mnie wycieńczyły. Pracuję nad nimi, bo były naprawdę duże – zaznacza.
W najtrudniejszych momentach mobilizowały ją wiadomości bliskich.
– Dostałam od syna jeszcze SMS-a na trasie: "Mamusiu dasz radę". To naprawdę pomaga, to niesie w trudniejszych momentach – dodaje Małgorzata, która jest przygotowana na różne sytuacje związane z pokonywaniem tak dużego dystansu.
– Oczywiście w sakwach mam pompkę, dętki czy spinki do łańcucha. Na tyle na ile mogę zabezpieczam się przed różnego rodzaju sytuacjami na drodze. Wiadomo, wszystkiego też nie jestem w stanie zrobić sama – akcentuje.
W startach zlokalizowanych bliżej domu też odnosiła sukcesy, wracając do Supermaratonu Jastrzębi Łaskich. Wielokrotnie poprawiała czasy (z 2:40 w 2023 do 2:26 w 2025) i dwukrotnie stawała na drugim stopniu podium.
– Pierwszy start to była spontaniczna decyzja. Ktoś powiedział: Jadą na 70 kilometrów. Pomyślałam: to jadę. I poszło— wspomina, pokazując swoje zapiski w zeszycie odnośnie każdego ze startów.
Rower przyniósł jej nie tylko kondycję, lecz także społeczną wspólnotę.
– Podczas dotychczasowych startów poznałam wiele osób, to wspaniali ludzie. Cały czas się wspieramy, rozmawiamy ze sobą: A to jedziesz tutaj, to ja jadę tutaj – podkreśla.
W trakcie długich tras to często inni uczestnicy dają siłę i motywację.
–Jechał ze mną lekarz, mieliśmy do przejechania 250 kilometrów, ale mówi: nie mam dziś siły, nie mój dzień. Trochę jechaliśmy razem, bo to ważne, gdy jeden drugiego ciągnie. Później ja ruszyłam do przodu, a on został – dodaje.
Wdzięczność wobec przełożonych i koleżanek z pracy także ma wymiar osobisty.
– Koleżanki i szefowe wspierały mnie bardzo w tym co robię i za to bardzo dziękuję. Powiedziałam im odnośnie ostatniego startu, który trwał w Dni Działoszyna: dziewczyny, przejadę te 500 kilometrów i wrócę jeszcze na Dni Działoszyna. I tak było. Wjeżdżałam do miasta, a Maryla Rodowicz właśnie śpiewała na scenie, jakby dla mnie — opowiada z uśmiechem, podkreślając, że jej życie zawodowe i sport współgrają właśnie dzięki wsparciu najbliższego otoczenia.
Najważniejszym wątkiem w tej historii jest jednak przemiana wewnętrzna. Małgorzata nie ukrywa: jej rowerowa przygoda zaczęła się po długim i bolesnym okresie choroby, którą jest depresja.
Dziś sport pełni w jej życiu funkcję nie tylko fizycznej aktywności, ale też terapii, struktury i sensu.
– Od momentu gdy weszłam w sport moje życie się zmieniło. Czuję się lepiej psychicznie i fizycznie. Trzeba twardo stąpać po ziemi, ale też znać swoją wartość. Bardzo mocno to polecam każdemu kto być może jest teraz w takiej sytuacji jak ja jeszcze kilkanaście lat temu — stwierdza.
Jej historia ma wymiar uniwersalny, pokazuje, że wsparcie, planowanie i konsekwencja mogą zmienić życie.
Najbardziej poruszające momenty dla niej to te, kiedy ludzie mocno wspierają ją w działaniu i dodają jej otuchy. Widok transparentu na mecie podczas ostatniej edycji Szosy Lubuskiej bardzo ją wzruszył.
— "Gratulacje. Nie liczy się dystans, lecz serca bicie. Gosia pokazała, jak smakuje życie.” — wywołał u mnie łzy. To już mnie po prostu rozwaliło. To było coś pięknego – nie kryje wzruszenia nasza rozmówczyni i dodaje jak ważnym wsparciem są jej bliscy – Kiedy przejechałam dystans 500 kilometrów i pojechałam do córki, wchodząc do nich do kuchni zięć padł przede mną na kolana, podał mi rękę i mówi: Szacun. Zresztą Łukasz jest bardzo dużym wsparciem w moich startach, jego pomoc jest ogromna – zaznacza.
Małgorzata z roweru chce zrobić narzędzie pomocy. Marzy o zorganizowaniu w Działoszynie charytatywnego rajdu dla Maksymiliana Mazurka, chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. To gest, który łączy jej osobistą przemianę z chęcią niesienia pomocy innym.
– Rodzice zbierają 16 milionów złotych, to astronomiczna kwota. Chciałam zorganizować event żeby choć trochę pomóc, ale gdziekolwiek się nie zwracałam – słyszałam tylko ‘nie’. To bardzo dziwne. Przecież można by przejechać kilka kilometrów i zrobić coś dobrego. W Działoszynie są ludzie, którzy chcieliby się zaangażować — mówi z żalem. Dodaje, że próby kontaktu z lokalnymi władzami napotkały trudności.
– Nawet ciężko się dostać do burmistrza Rafała Draba. Od pół roku próbuję, i nic. Chciałabym wesprzeć to dziecko i jego rodziców. Oni naprawdę przeżywają trudny czas – podkreśla Ceglarek.
Małgorzata od 14 lat pracuje w działoszyńskim barze „Perła” i łączy obowiązki zawodowe z rowerową pasją.
–Bardzo dobrze mi się tutaj pracuje. Takie fajne też było powitanie jak wróciłam z tej Szosy Lubuskiej od koleżanek i szefostwa. Mocno to doceniam i jestem wdzięczna, że mam takich ludzi wokół siebie – akcentuje.
Jej życie pokazuje, że pasja nie musi być kosztem pracy czy rodziny, może być jej częścią, która nadaje rytm dniom. Sportowy plan na najbliższy czas to przygotowania do Bałtyk–Bieszczady Tour 2026 w sierpniu przyszłego roku, ponad 1008 kilometrów z północy Polski na samo południe.
– W przyszłym roku 2026 postawiłam sobie taką wysoką poprzeczkę, bo chciałabym bardzo przejechać Bałtyk-Bieszczady. 1008 kilometrów. Czy podołam temu? Nie wiem.
Jednak to pytanie nie jest dramatyczne, a raczej motywujące
– Ja po prostu wiem, że człowiek robi to dla siebie, dla swojego zdrowia. Mam nadzieję, że jedna córka wystartuje z mną, a druga odbierze mnie na mecie — to plan rodzinny, który nadaje tej przygodzie jeszcze głębszy sens.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze