- Człowiek o wielkim sercu, ogromnej pasji i niezwykłej życzliwości. Wędkarstwo było dla niego czymś więcej niż hobby. Przez wiele lat aktywnie działał w Trębaczewie. Organizował zawody, pomagał przy różnych wydarzeniach, wspierał kolegów i zawsze można było na niego liczyć. Swoją pracą, zaangażowaniem i pasją przyczynił się do rozwoju wędkarstwa sportowego w Trębaczewie. Przede wszystkim jednak był dobrym człowiekiem, ojcem, dziadkiem i kolegą, którego trudno zapomnieć – wspominają śp. Józefa Jagielskiego przyjaciele z Sekcji Wędkarskiej Trębaczew Koła PZW Działoszyn.
W sobotę, 3 października, wędkarze uczcili pamięć zmarłego przyjaciela. Nad Jeziorem Wydrzynowskim w Trębaczewie miały miejsce towarzyskie zawody spławikowe, czyli III Memoriał Józefa Jagielskiego.
Wędkarskie spotkanie rozpoczęło się o 12:30. Minutą ciszy koledzy uczcili pamięć zmarłego i zawody wystartowały. Pogoda była piękna tego dnia. Promienie słońca skłaniały wędkarzy do refleksji, że śp. Józef czuwa nad nimi, tak jak za życia.
Łowienie trwało cztery godziny. Ryby jednak nie były chętne do współpracy. Brały słabo i bardzo ostrożnie, a żerowały ospale jak muchy w smole. Zawodnicy tłumaczyli to kapryśne zachowanie chłodnymi nocami i spadkiem temperatury wody. Mimo to, humory dopisywały wędkarzom, a nielicznym szczęśliwcom udało się nakłonić ryby do współpracy. Zdarzyła się niezła sztuka, a dla kontrastu wyjątkowy mikrusek.
Medale pamiątkowe otrzymali wszyscy startujący. Sześciu najlepszych wróciło do domów z pucharami i wartościowymi nagrodami.
Ostatecznie, w pierwszej szóstce znaleźli się:
1. Marek Derek – 3,87 kg
2. Michał Trzeciakiewicz – 2,93 kg
3. Adam Kopera – 2,53 kg
4. Ignacy Łakomy – 1,57 kg
5. Artur Jabłoński – 1,27 kg
6. Jakub Grajek – 0,95 kg
Puchar za wyciągnięcie największej ryby powędrował do Michała Trzeciakiewicza. Srebrny medalista wyciągnął leszcza o wadze 1,06 kilograma i długości 35 centymetrów.
Po zawodach nadszedł czas na prawdziwą ucztę przygotowaną przez rodzinę i bliskich Józefa Jagielskiego. Stół uginał się od pyszności. Na początek grochówka prawdziwie wojskowa, tak gęsta, że łyżka stała. A potem wędkarze dalej zajadali, aż im się uszy trzęsły, domowe gołąbki i smakowitą świeżonkę. Przy okazji rozmawiali, opowiadali i wspominali zmarłego kolegę.
- Wielki szacunek i podziękowania należą się Tomaszowi Jagielskiemu, synowi Józefa, za super organizację zawodów. Jak zwykle na najwyższym poziomie – podsumowuje Jakub Grajek z Sekcji Wędkarskiej Trębaczew.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze