Od ponad trzech tygodni sołtysem Stawku, w gminie Czarnożyły, jest Przemysław Stępień. Objął tę funkcję po zmarłym Piotrze Pietrzaku, który w styczniu tego roku przegrał nierówną walkę z ciężką chorobą.
Wybory nowego sołtysa odbyły się 11 sierpnia. Wzięło w nich udział 48 mieszkańców sołectwa. Z sali zaproponowano trzy kandydatury – Tomasza Pacholika, Katarzyny Pietrzak i Przemysława Stępnia.
- Nie byłem zbytnio zaskoczony zgłoszeniem mojej osoby, bo już wcześniej niektórzy mówili, żebym został sołtysem – uśmiecha się Przemysław Stępień. - Więc na zebraniu zgodziłem się kandydować.
Wybory pokazały, że Przemek cieszy się we wsi sporym autorytetem. Zagłosowało na niego najwięcej, bo aż 23 obecnych na zebraniu. W tej sytuacji na fotelu sołtysa Stawku zasiadł właśnie on. Tomasz Pacholik otrzymał 18 głosów, a Katarzyna Pietrzak 7.
Nowy sołtys niemal natychmiast przystąpił do pracy. Już kilka dni później zorganizował we wsi wielkie sprzątanie.
- Przyszło na nie chyba z czternastu mężczyzn, a każdy ze swoim sprzętem – opowiada. - Wykosiliśmy trawy wokół stawu i domu ludowego. Niektóre krzewy podcinaliśmy, bo się bardzo rozrosły, inne wymagały usunięcia. Posprzątaliśmy gałęzie. Takie ogólne prace porządkowe. Zajęło nam to około pięciu – sześciu godzin. Teraz wioska wygląda ładnie. I bardzo dziękuję tym, którzy się do tego przyczynili, bo naprawdę zrobili kawał roboty.
Stawek to niezbyt duże sołectwo. Mieszka tu 165 osób. Większość z nich to ludzie starsi, mocno w tę wioskę wrośnięci. Młodych jest stosunkowo niewiele, bo po szkole już wyjeżdżają w świat. Dlatego też mało jest nowych urodzeń. Ale są nowe osoby, które kupiły tu domostwa.
- W sumie to spokojna wieś – mówi Przemek. - Ludzie są w miarę zżyci. Nie ma jakichś większych konfliktów.
Nowy sołtys chce rozkręcić życie w Stawku. Wsłuchując się w głosy mieszkańców, myśli o powrocie do pewnych zaniechanych tradycji albo też reaktywowaniu działalności koła wędkarskiego i koła gospodyń wiejskich. Najszybciej poszło z wędkarzami. Kilka dni temu zawiązali oni na nowo koło, wybrali prezesa, którym został Tomasz Pacholik i nakreślili plany działania na najbliższe miesiące.
- Mamy tu dwa stawy – mówi dalej Przemek. - Teraz będzie ktoś, kto się nimi będzie interesował. Bo wiadomo, że jak coś się dzieje, to i o ten porządek łatwiej.
Coraz głośniej mówi się też o reaktywowaniu koła gospodyń wiejskich. Kiedyś taka organizacja już tu istniała, ale z różnych powodów zawiesiła działalność.
- A takie koło jest bardzo przydatne – podkreśla sołtys. - Na imprezach gminnych może mieć swoje stoisko i w ten sposób pokazywać naszą wieś. Widać wtedy, że coś się w niej dzieje i jest już inaczej odbierana.
Tradycją w Stawku, którą nowy włodarz chciałby przywrócić, były niegdyś bardzo popularne tu bale koszyczkowe.
- Każdy, kto na takie przychodził, przynosił ze sobą jedzenie w koszyczku i stąd nazwa – wyjaśnia. - Panie umawiały się, co która przygotuje. Składka była tylko na opłacenie prądu, wody, ewentualnie jakiego grajka. Ludzie spotykali się, rozmawiali, wspólnie bawili. Zapraszali na nie swoje rodziny, które powyjeżdżały stąd gdzieś w Polskę. Z opowiadań rodziców i starszych ludzi wiem, że te koszyczkowe spotkania były bardzo fajne. Pamiętam, jak rodzice wybierali się na taki bal. Bo ja w nich nie uczestniczyłem, byłem za młody. Miałem chyba z dziesięć lat. Teraz chcielibyśmy do tej tradycji wrócić. Być może zrobimy w tym roku takiego koszyczkowego Sylwestra. Bez kateringu, z jedzeniem we własnym zakresie.
A miejsce do takich wspólnych przedsięwzięć w Stawku jest. To dom ludowy, który mieszkańcy zbudowali kilkadziesiąt lat temu. Kiedyś był ostoją życia społecznego na wsi. Dziś niestety, jest już mało wykorzystywany. Ale i tu być może coś się zmieni.
- W ostatnich latach działo się tu niewiele – mówi Przemek. - Czasami młodzież w okresie jesienno – zimowym pograła w ping - ponga, gdy na przykład przygotowywała się do turnieju tenisa stołowego w naszej gminie. Nieraz ktoś zorganizował jakąś imprezę rodzinną. Chcielibyśmy, żeby tu też działo się więcej.
Dlatego Stawek sięgnął po grant marszałkowski z programu „Sołectwo na plus”. Uzyskane stamtąd 15 tys. zł przeznaczył na zmianę wyposażenia kuchni w domu ludowym. Od niedawna jest w niej nowa szafa chłodnicza, lodówka i 5-palnikowa kuchenka gazowa z dużym piekarnikiem.
- Myślę, że teraz wzrośnie zainteresowanie organizowaniem tu rodzinnych wydarzeń, bo te stare urządzenia trochę do tego zniechęcały – przyznaje Przemek. - Wcześniej, gdy ktoś robił taką imprezę, to najczęściej przywoził swoje sprzęty.
Dodać tu należy, że wieś jest w zdecydowanej większości skanalizowana. Prowadzą przez nią nowe, dobrze oświetlone drogi. Znajduje się w niej plac zabaw i siłownia napowietrzna, a więc stwarza mieszkańcom dobre warunki do życia.
- A ja chciałbym, żeby oprócz tego, ludzie bardziej się jednoczyli, żeby wyszli do siebie, rozmawiali, tak jak to było kiedyś – kończy sołtys Stępień. - Pamiętam z dzieciństwa, że jak jechało się przez wieś, to ciągle mówiło się „dzień dobry”, bo ludzie siedzieli na ławkach, chodzili po podwórkach i stale się kogoś widziało. Teraz nie widać nikogo. Jest pusto. Każdy siedzi w swoim domu i to jest trochę smutne. Chciałbym to zmienić. Ale jak to zrobić, tego jeszcze nie wiem. Jestem otwarty na każdą propozycję naszych mieszkańców.
Przemkowi w kierowaniu sołectwem pomagać będzie rada sołecka w składzie: Katarzyna Pietrzak, Tomasz Pacholik i Tomasz Maciejewski.
Nowy sołtys jest rolnikiem. Ma 33 lata. Jest żonaty z Moniką. Małżonkowie wychowują dwie córki: 10-letnią Emilię i 11-letnią Lenę. Jego dodatkowe zainteresowania to motoryzacja i muzyka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze