W ostatnim czasie opinię publiczną w Wieluniu mocno zbulwersował fakt, że do jednego z mieszkańców zamiast karetki pogotowia w pierwszej kolejności zadysponowano strażaków. 55-letni mężczyzna był nieprzytomny, bez funkcji życiowych. Pomimo resuscytacji krążeniowo-oddechowej, lekarz, który dotarł w końcu na miejsce, stwierdził jego zgon. Sporo osób przekazuje sobie z ust do ust informacje, że karetka jechała aż z Radomska, nie szczędząc cierpkich słów w stosunku do medyków. Tymczasem cała sytuacja nie jest tak prosta, jak by się mogło z pozoru wydawać.
6 stycznia, w świąteczną środę, do dyspozytora pogotowia wpłynęła informacja o 55-letnim mężczyźnie, który jest nieprzytomny i nie ma oznak życiowych. Osoba znajdowała się w jednym z bloków na wieluńskim osiedlu Stare Sady. Na obszarze powiatu wieluńskiego stacjonują trzy karetki. Dwie pod szpitalem (w tym jedna specjalistyczna, która oprócz ratowników medycznych w załodze posiada lekarza) oraz jedna w Osjakowie. Wszystkie trzy były jednak w tym czasie zajęte. Dlatego do pacjenta pojechali strażacy, którzy na miejsce dotarli w przeciągu kilka minut. Dyspozytor Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego wysłał jednocześnie do 55-latka dwie załogi z Radomskiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Nie oznacza to jednak, jak sądzi sporo krytykujących działania służb, że „erki” jechały z samego Radomska. Do akcji bowiem wysłano karetki stacjonujące w Działoszynie (typu „P”) i Pajęcznie („S” z lekarzem).
Medycy zostali jednak przez nieznających szczegółów oblani wiadrem pomyj. Pod krótką informacją o zdarzeniu na profilu w mediach społecznościowych „Kulis…” zaroiło się od niepochlebnych komentarzy.
„Na pogotowiu powinni zrobić przekierowanie rozmów do zakładu pogrzebowego. Po co sobie nerwy szarpać.”
„Ja się zastanawiam za co mają płacone lekarze, po co nam szpital , przychodnie ,zamknąć to wszystko w cholerę”
„Pewnie zaspali, bo po co jechać, jak święto jest”
„Przeszkolić łapiduchów z karawanu z zakresu pierwszej pomocy. Jak pacjent rokuje dobrze – reanimacja. A jak źle – do wora” – wylewali swoje żale czytelnicy.
Tymczasem jak wskazuje dyrektor medyczny wieluńskiego szpitala, Wojciech Ordon, szanse na przeprowadzenie skutecznej resuscytacji i przywrócenie funkcji życiowych u pacjenta wynoszą około 5 proc. i nie ma znaczenia czy reanimację wykona załoga karetki czy strażacy. Ci ostatni są do tego zresztą świetnie przygotowani. Regularnie biorą udział w odpowiednich kursach. Dysponują również takim sprzętem jak defibrylator. Ponadto jeżdżą do wypadków, gdzie niejednokrotnie udzielają pomocy przedmedycznej. Również prowadzenie reanimacji oddechowej to nie jest dla nich novum.
W przeszłości zdarzały się sytuacje problemowe z obsadą wszystkich wieluńskich karetek. Dotyczyły one braku lekarza specjalisty. Wtedy zamiast dwóch podstawowych zespołów i jednego specjalistycznego, na terenie powiatu dyżurowały trzy zespoły podstawowe. Tym razem jednak, wszystkie obsady były pełne.
- Tak się złożyło, że wszystkie nasze karetki wyjechały i były zajęte, zarówno te stacjonujące w Wieluniu, jak i ta z Osjakowa. Jedna z nich wyjechała do pacjenta z zawałem – informuje dr Ordon.
- Strażacy dysponują zarówno odpowiednim sprzętem, jak i umiejętnościami, aby przeprowadzić resuscytację. Niestety, ale szanse na powodzenie i uratowanie pacjentowi życia, w przypadku nagłego zatrzymania krążenia, niezależnie czy reanimację przeprowadza zespół medyków czy ktoś inny, nie są duże. W tym wypadku, z tego co wiem, reanimacja była już prowadzona przez osoby postronne, a strażacy ją przejęli. Czasami zdarza się jednak tak, że pacjent umiera i nic nie możemy na to poradzić – podkreśla lekarz.
Nic niezwykłego w tym, że w sytuacji braku karetek wysyła się jednostki straży, nie widzi oficer prasowy Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej, kpt. Grzegorz Kasprzyczak. W nomenklaturze strażackiej mowa o „izolowanym zdarzeniu medycznym”.
- Wspomagamy siły Państwowego Ratownictwa Medycznego w takich sytuacjach, kiedy karetki nie ma, bo jest zadysponowana do innego zdarzenia. Takie sytuacje mają miejsce – mówi.
Tym razem jednak wysiłki ratowników nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.
- Trzy zastępy zostały zadysponowane do izolowanego zdarzenia medycznego na oś. Stare Sady. Dostaliśmy informację o 55-letnim mężczyźnie z brakiem czynności życiowych. Nasze działania polegały na prowadzeniu resuscytacji do czasu przybycia pogotowia. Niestety lekarz przybyły na miejsce zdarzenia stwierdził jego zgon – relacjonuje przebieg zdarzeń strażak.
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze