Wioletta Ignasiak chciałaby usłyszeć, że nowotwór, z którym się mierzy stał się resekcyjny. Kobieta chce się cieszyć życiem, zostać z rodziną, synami i mężem. Dlatego zwróciła się o pomoc w zbiórce pieniędzy na drogie leczenie za granicą.
O chorobie 43-latki pisaliśmy już w ubiegłym roku. Kobieta dalej walczy z wrogiem we własnym ciele. Aby wyzdrowieć potrzebuje pieniędzy na kosztowną rehabilitację w Niemczech.
Wiola należy do ludzi bardzo aktywnych, o chorobie dowiedziała się wiosną ubiegłego roku i dla całej rodziny to był ogromny szok, gdyż kobieta prowadziła zdrowy, sportowy styl życia. Wszystko zaczęło się od podejrzanego kłucia w boku, jednak początkowo pacjentka zrzucała to na karb pracy w jednostajnej pozycji przy komputerze. Najpierw korzystała z pomocy fizjoterapeuty. W końcu, po sugestii jednego z członków rodziny, zrobiła USG jamy brzusznej, podczas którego lekarka zauważyła zmianę w trzustce. Po kolejnych badaniach postawiono druzgocącą diagnozę – złośliwy nowotwór.
Pacjentka został poddana chemioterapii, liczyła, że po leczeniu guz się zmniejszy i będzie możliwość jego usunięcia. Ostatecznie nowotwór przestał rosnąć, ale też nie zmalał. W Polsce Wioli zaproponowano radiochemioterapię i leczenie paliatywne.
- Postanowiłam walczyć, żeby żyć - relacjonuje 43-latka.
- Wariant drugi zakładał podjęcie leczenia poza granicami Polski, odłożenie radiochemioterapii w czasie i zmianę chemii na taką, która w ramach NFZ podawana jest tylko osobom z przerzutami. Ja nie kwalifikowałam się, więc musiałam finansować leczenie z własnych środków. Chemię zaczęto podawać mi w Niemczech. Już po kilku dawkach tomograf wykazał zmniejszenie guza. Leczenie działa i przynosi zadowalające efekty – podkreśla.
Reklama
Pacjentka jest poddawana immunoterapii. Szczepionki są potrzebna, aby pobudzić tkanki organizmu do walki z rakiem.
Obecnie Wioletta przebywa w Niemczech, będzie tam przechodzić kolejne badania. 8 września ma przyjąć kolejną dawkę kosztownej szczepionki.
Ostatnie tygodnie były dla niej trudne. Z powodu stanu zapalnego wokół portu, przez który podawane są wlewy chemii, urządzenie musiało zostać usunięte. Pacjentka osłabła, była konieczność przetoczenia jej krwi. Gdy jednak poczuła się odrobinę lepiej i wyszła ze szpitala spełniła swoje marzenie i poszła na pielgrzymkę.
- Bardzo mi na tym zależało, liczyłam się z tym, że może się nie udać – opowiada 43-latka.
- Cześć rodziny mi odradzała, ale ostatecznie poszłam. Jeden z odcinków przejechałam Mam problemy ze snem, budzę się co godzinę, przez jakiś czas najwygodniejszą pozycję do snu miałam przy stole. A po pielgrzymce przespałam do 7:00 rano.
Do problemów ze zdrowiem Wioli wiosną doszła jeszcze borelioza. W maju pacjentkę ugryzł kleszcz i zaraził ją groźnymi bakteriami.
- Nie zamierzam się poddać – zapowiada kobieta, która przed zachorowaniem na nowotwór pokonywała po 120 km na rowerze.
Reklama- Moje ciało jest wyniszczone leczeniem, wszystko mnie boli tak, że nocami nie mogę spać. Czasami sen trwa może pół godziny. Bywa ciężko, chwilami bardzo, bo nowotwór to nieprzewidywalna choroba. Nie pozwolę mu wygrać, ale potrzebuję wsparcia – nie ukrywa Wiola.
Koszty leczenia są bowiem ogromne. Same wydatki na dojazdy i noclegi pochłaniają krocie.
- Każda złotówka ma dla mnie ogromna wartość! Jest dla mnie szansą i czuję, że razem damy radę zwalczyć raka – prosi o finansowe wsparcie 43-latka.
Pomóc 43-latce można poprzez wpłatę środków tutaj: https://www.siepomaga.pl/wioletta-ignasiak lub poprzez udział w licytacjach: https://www.facebook.com/groups/138398290874290/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze