Reklama

Strażacy z Toplina świętowali 60-lecie jednostki

Ochotnicza Straż Pożarna w Toplinie ma już 60 lat. Obchody tego jubileuszu odbyły się w czwartek 15 sierpnia, przy okazji uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i Święta Wojska Polskiego.

 

Uroczysta msza, odznaczenia i festyn dla mieszkańców

 

Ten wyjątkowy dla druhów dzień rozpoczął się Mszą Świętą w kościele parafialnym w Skomlinie, którą sprawował proboszcz Wojciech Kozioł. W Eucharystii uczestniczyły też władze gminy, zarząd gminny OSP oraz poczty sztandarowe jednostek ze Skomlina, z Wróblewa i Wichernika.

Reklama

- Sześćdziesiąt lat istnienia straży to już trochę jest – mówił ksiądz. - Życzę wam, żebyście zawsze byli otoczeni szczególną opieką Matki Najświętszej i Świętego Floriana, do każdej akcji jechali szczęśliwie i tak samo wracali. No i żeby była u was kontynuacja, aby młodzież się garnęła i przez kolejne lata wasza straż działała.

Po Mszy Świętej dalsze uroczystości odbywały się już na placu przy remizie w Toplinie. Najpierw druh Karol Kozica z tutejszej jednostki przedstawił jej historię, a potem strażaków uhonorowano odznakami „Za wysługę lat” stosownie do ich stażu w OSP. Otrzymali je: Zdzisław Ceglarek, Zdzisław Fronia, Edward Ceglarek, Karol Kozica, Stanisław Żółtaszek, Leszek Gandziarski, Mirosław Małolepszy, Rafał Kostrzewa, Krzysztof Szczepański, Piotr Słowik, Andrzej Wesoły, Rafał Małolepszy i Damian Gugla.

Reklama

Następnie głos zabrali zaproszeni goście.

- Sześćdziesiąt lat temu, kiedy zawiązywano jednostkę w Toplinie, wasi starsi koledzy, z których niektórzy jeszcze są tu z nami, a inni odeszli już na wieczny spoczynek, starali się zrobić jak najwięcej – mówił do jubilatów wójt Grzegorz Maras. - Przy samej organizacji straży mieli dużo pracy, a oni podjęli jeszcze trud budowy remizy, przed którą stoimy. Później z mozołem zabiegali o sprzęt, żeby ratować ludzkie życie i mienie. Dzisiaj, po sześćdziesięciu latach, jakże zmienił się obraz straży. Teraz łatwiej jest załatwić sprzęt pożarniczy, niż pozyskać do niej nowego członka. Życzę tej jednostce, aby jak najwięcej młodych druhów wstępowało do niej i kultywowało działania poprzedników. Bardzo cieszę się, że ta jednostka, pomimo pewnych trudności, nadal działa i jest w pełni klasyfikowana w strukturach Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej.

Reklama

Uroczystość zakończyła się wpisami do księgi pamiątkowej toplińskiej OSP oraz wspólnym obiadem dla jubilatów i zaproszonych gości. A potem rozpoczął się festyn dla mieszkańców Toplina. Druhowie szczególnie zadbali o najmłodszych. Dla nich były zabawy z animatorem, dmuchaniec, malowanie buziek, wata cukrowa. Co prawda nie było jubileuszowego tortu, ale zastąpiły go lody, które strażacy rozdawali dzieciom.

Festyn był też okazją do przeprowadzenia zbiórki pieniędzy na rzecz chorego Frania Strózika z Czastar.

Reklama

 

Od skromnych początków do współczesnych zmagań

 

Ochotnicza Straż Pożarna w Toplinie powstała z inicjatywy mieszkańców. Zebranie założycielskie odbyło się 6 lutego 1964 r. Wybrano na nim pierwszy zarząd jednostki. Naczelnikiem został Zygmunt Szynczewski, prezesem Bronisław Jasiak, skarbnikiem Zygmunt Dolik, a sekretarzem Czesław Ceglarek.

- Na początku było nas w straży z pięćdziesiąt – sześćdziesiąt chłopów – wspominają tamten czas druhowie Zdzisław Ceglarek i Zdzisław Fronia, którzy w toplińskiej straży są od jej początku. - Z każdego domu był jeden albo dwóch. Mieliśmy wtedy na wyposażeniu tylko pompę ręczną i wóz konny. Wyznaczone konie ciągnęły wóz do pożaru. Tam żeśmy ściągali pompę, podłączali węże i tak w czterech – sześciu pompowaliśmy. Pierwszy pożar był zaraz w kwietniu. Palił się w Toplinie dom kryty słomą. Spalił się tylko dach, resztę uratowaliśmy. Gasili nie tylko strażacy, ale też ludzie z Toplina. Zlecieli się, wiadrami nabierali wodę z kanału i lali. My też braliśmy wodę z tego kanału.

Reklama

Pierwsze lata były bardzo trudne. Był wielki zapał do działania, ale brakowało przede wszystkim sprzętu. W dużej mierze strażacy dostawali go za zajęcie czołowych miejsc w różnych zawodach pożarniczych.

- W ten sposób uzyskaliśmy motopompę czterysetkę – snują dalej swoje wspomnienia Zdzisław Ceglarek i Zdzisław Fronia. - Wygraliśmy wtedy zawody. Innymi razy, też w nagrodę, dostawaliśmy hełmy, węże. Z początku do pożarów jeździliśmy w swoich ubraniach. Tak jak ktoś przyszedł ubrany z domu, tak wsiadał na wóz i jechał. Pierwsze umundurowanie to były czapki, które otrzymaliśmy po iluś latach. Potem dali nam mundury polowe. I tak pomału jednostka się rozwijała. Mundury wyjściowe dostaliśmy dopiero przed dwutysięcznym rokiem.

Reklama

Wielkim przedsięwzięciem była budowa domu ludowo – strażackiego. Decyzję o jej rozpoczęciu podjął w 1978 r. ówczesny zarząd. Już wcześniej druhowie zasypali znajdujący się w tym miejscu staw, aby uzyskać teren pod ten dom.

- Zaangażowanie mieszkańców Toplina w budowę było bardzo duże – mówi Karol Kozica, skarbnik jednostki. - Każda rodzina przepracowała trzy dniówki nieodpłatnie. Fundament i cały parter wykonane zostały w całości w czynie społecznym. Jedynie piętro i dach budowane były odpłatnie, ale zapłacone mieli tylko fachowcy zatrudnieni przy tej robocie. Natomiast ich pomocnicy pracowali już społecznie. Bardzo dużą pomoc przy budowie okazał naszej jednostce ówczesny naczelnik gminy Skomlin pan Ryszard Szynczewski.

Reklama

Remizę oddano do użytku 29 czerwca 1981 r. Służy ona druhom i tutejszej społeczności do dziś. A w międzyczasie była kilkakrotnie modernizowana.

Jesienią 1982 r. zarząd podjął starania o ufundowanie sztandaru. W lipcu następnego roku uroczyście przekazano druhom poświęcony znak jednostki.

Na początku lat 90-tych w remizie stanął pierwszy samochód toplińskich strażaków. Była to nysa, którą kupili z własnych funduszy, a następnie przystosowali do działań bojowych. Służyła ochotnikom do 2002 r. Zastąpił ją żuk, który wcześniej był na wyposażeniu OSP w Skomlinie. Od 2012 r. strażacy mają do dyspozycji forda transita.

Reklama

- To był nowy samochód, prosto z salonu – mówi Zdzisław Ceglarek. - Przyprowadziłem go z Częstochowy. A potem byłem jego kierowcą.

Lata świetności jednostki trwały do przełomu XX i XXI wieku. Wtedy rozpoczęły się masowe wyjazdy do pracy do innych krajów.

- Coraz mniej młodych wstępowało do straży, bo wyjeżdżali za chlebem, jak to się popularnie mówi – wyjaśnia Karol Kozica. - A ci, którzy należeli, to też więcej przebywali za granicą, niż tutaj. No i tak to wyglądało. Ale ciągle jako jednostka istniejemy. Nie wyjeżdżamy do wypadków, bo nie mamy w tym zakresie przeszkolonych ludzi, ale bierzemy udział w akcjach ratowniczych po różnych wichurach, czy innych podobnych zdarzeniach. Do pożaru też możemy wyjechać. Zabezpieczamy różne imprezy, jak na przykład rajd rowerowy Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Skomlińskiej.

Reklama

Dziś jednostka liczy 14 członków czynnych, trzech honorowych i dwóch wspierających.

Zarząd tworzą: Karol Kostrzewa (prezes), Andrzej Wesoły (zastępca prezesa), Mirosław Małolepszy (naczelnik), Karol Kozica (skarbnik) i Stanisław Żółtaszek (sekretarz).

- Naszym największym problemem jest brak dopływu młodych druhów – mówi Andrzej Wesoły. - Rozmawialiśmy o tym nawet podczas uroczystości. Może spowodowane to jest mniejszym dziś zainteresowaniem mundurem. Liczymy, że nasze szeregi zasilą te dzieci, które tak licznie przyszły na uroczystość. Bardzo myśmy tego chcieli.

Reklama

 

 

 

 

 

 

Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/08/2024 12:22
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości