Od pierwszych serwów w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 4 w Wieluniu przez maraton przebiegnięty w bólu i bez przygotowania, aż po kwalifikację na Mistrzostwa Świata amatorów w triathlonie na dystansie 1/2 Ironmana. Historia Kuby Nowakowskiego to opowieść o determinacji, odwadze w podejmowaniu nowych wyzwań i powrocie do sportowych korzeni. Teraz, po latach spędzonych we Wrocławiu wraca do rodzinnego miasta by otworzyć szkółkę pływania i stworzyć sekcję triathlonową, która ma szansę zmienić oblicze lokalnego sportu.
Od parkietu w Wieluniu do pierwszych biegowych kilometrów
Kuba Nowakowski ma dziś 32 lata, a jego sportowa droga przypomina dobrze napisaną powieść – z licznymi zwrotami akcji i momentami, które z perspektywy czasu okazują się kluczowe.
– Moja przygoda ze sportem zaczęła się w Szkole Podstawowej numer 4 w Wieluniu. Uczęszczałem na zajęcia pozalekcyjne z siatkówki. Pierwszymi trenerami byli: pan Marek Zając i trener Zbyszek Gajda. To były dwie czy trzy dodatkowe godziny ruchu poza lekcjami wuefu. Równolegle chodziłem też na zajęcia pływania w Międzyszkolnym Ośrodku Sportu – wspomina.
Już wtedy trenował więc dwie dyscypliny: pływanie oraz siatkówkę. Kiedy nadszedł moment wyboru zwyciężyła siatkówka. Dołączył do Siatkarza Wieluń w kategorii młodzieżowej, grał w rozgrywkach wojewódzkich i centralnych. Na parkiecie spędzał większość wolnego czasu.
– Był to sport dużo bardziej atrakcyjny dla mnie do trenowania, więcej kolegów, więcej znajomych, dużo więcej się działo. Nie oszukujmy się pływanie dla młodego chłopaka jest dość monotonne, dość nudne, patrzymy się na tą ciemną kreskę na basenie, pływamy od ściany do ściany, to nawet do dzisiaj jest dosyć spory problem. W całej Polsce, na całym świecie jest po prostu mało atrakcyjne dla młodzieży i ja też padłem trochę tego ofiarą. Co do siatkówki to był świetny czas, również z trenerem Dariuszem Fitasem przeszliśmy przez 3,4 sezony fajnej współpracy, zaś później w Młodej PlusLidze moim trenerem był Leszek Pałyga – mówi Nowakowski w rozmowie z portalem kulisy.net.
Po maturze w 2012 roku przeprowadził się do Wrocławia. Kontynuował tam siatkarską przygodę w sekcji akademickiej, jednak poziom i intensywność były inne niż w Wieluniu, znacznie mniejsze trzeba dodać. Zaczął szukać nowych wyzwań. I wtedy pojawił się pomysł… maratonu.
– Nie lubiłem biegać. Ale zapisałem się na Maraton Warszawski. Kompletnie bez wiedzy, bez sprzętu, bez znajomych, którzy by to robili. Wszystko na żywioł. Dobiegłem, ale w dalszej fazie to był raczej marszobieg. Popełniłem wszystkie możliwe błędy. A jednak mnie to wciągnęło – zobaczyłem, że jest cały świat sportów wytrzymałościowych, którego wcześniej nie znałem. Okazało się, że totalnie nie jestem do niego przygotowany. Ludzie, nikomu nie ubliżając mający po 50-60 lat mnie wyprzedzają, ludzie biegnący w sandałach lub na boso biegną szybciej ode mnie. To był taki moment wow, który zmienił moje podejście do sportu – zaznacza.
Od basenu do pierwszego startu w triathlonie
Pracował jako ratownik na jedynym z wrocławskich basenów. To tam, otoczony pływakami i trenerami zaczął dostrzegać potencjał własnych umiejętności w wodzie.
– Wyjeżdżając do Wrocławia w 2012 roku już miałem uprawnienia do pracy jako ratownik, pracowałem też na wieluńskich pływalniach w charakterze ratownika. To też była moja pierwsza prawdziwa praca. Miałem ogromne szczęście, że wylądowałem na pływalni gdzie byli trenerzy, pływacy tacy przez duże T oraz P, kadrowicze reprezentacji Polski, reprezentanci kraju na Igrzyskach Olimpijskich – kontynnuuował.
Jednym z trenerów na wrocławskich pływalniach od którego bohater naszego tekstu sporo się nauczył był Sebastian Tyszkowski– wielokrotny mistrz Polski, absolwent renomowanych uczelni sportowych w Polsce, były członek kadry narodowej w pływaniu, ale również dyplomowany trener pływania oraz instruktor odnowy biologicznej i snowboardu.
– Pracując tam jako ratownik zrozumiałem co to jest pływanie. Jak można trenować tą dyscyplinę sportu, jak to może być ciekawe, jak to może być wymagające. To wszystko dzięki jednemu z trenerów, którego serdecznie tutaj pozdrawiam. Mowa o Sebastianie Tyszkowskim, który do tej pory jest czynnym zawodnikiem, ale już w kategoriach Masters. Nawet chyba dzisiaj jest w Singapurze, na Mistrzostwach Świata (rozmawialiśmy z Jakubem w środę, 13 sierpnia przyp.red). Mocno mu kibicuję – podkreśla.
Swoją przygodę zaczął jednak od trenowania dzieci jak większość instruktorów, jednak z czasem postawił na pracę z dorosłymi.
– Zauważyłem, że moje podejście jest mocno analityczne, mocno takie techniczne. Bardzo często szukałem usprawnień w technice wykorzystując innowacyjne metody, tak jak na przykład video analiza czy komunikacja podwodna, bo z tego też korzystałem. A wiadomo, że taką wiedzę łatwiej jest przekazać osobie dorosłej niż pięciolatkowi, stąd też postawiłem na pracę z dorosłymi i to zrobiłem w tamtym okresie –zaznacza.
Nasz rozmówca nie ukrywa, że kluczowym momentem w jego rozwoju była metoda Totally Immersion.
– To podejście uświadamia, że ćwiczenia stosowane u dzieci czy zawodowców zupełnie nie sprawdzają się u dorosłych amatorów – mówi na łamach portalu kulisy.net Nowakowski.
Jak podkreśla, osoby w wieku 30, 40 czy 50 lat, które „wstają z kanapy” i chcą nauczyć się pływać mają zupełnie inne potrzeby i cele.
– Nie marzą o igrzyskach olimpijskich, ale o tym by pływanie stało się dla nich bezpieczną i przyjemną formą aktywności. Często chodzi o poprawę mobilności, techniki czy koordynacji – tłumaczy.
Przechodząc pełen cykl szkoleń instruktorskich w metodzie Totally Immersion, Kuba zyskał dostęp do szerokiego grona dorosłych klientów, w tym triathlonistów-amatorów. Jak sam zauważa wśród dorosłych pływaków można wyróżnić trzy główne grupy: osoby skierowane na basen przez lekarzy ze względów zdrowotnych, ludzi szukających rekreacji i sprawności oraz triathlonistów – ambitnych, analitycznych, dążących do optymalizacji poprzez technikę, a nie tylko ciężki trening.
– To właśnie z triathlonistami uwielbiam pracować – dodaje.
Przełom nastąpił w 2018 roku, kiedy jeden z podopiecznych zaproponował Kubie wspólny start.
– To miała być przygoda, zobaczymy, co z tego będzie – wspomina. Wybór padł na ćwiartkę, czyli 1/4 dystansu pełnego Ironmana. Całość zajęła im niespełna trzy godziny. – To był przyjemny ból, ale prawdziwy game changer. Sprzęt mieliśmy absolutnie podstawowy, wszystko w duchu totalnej partyzantki, sam start otworzył jednak zupełnie nowy rozdział – opowiada.
Od tamtej pory triathlon stał się nie tylko jego pasją, ale i ważnym elementem pracy z podopiecznymi, dla których między innymi pływanie i sportowe wyzwania stały się sposobem na życie.
Czym jest triathlon?
Triathlon łączy pływanie, kolarstwo i bieganie. To sport wymagający, ale niezwykle rozwijający.
Najpopularniejsze dystanse:
Sprint – 750 m pływania, 20 km roweru, 5 km biegu
Olimpijski – 1,5 km pływania, 40 km roweru, 10 km biegu
1/2 Ironman (70.3) – 1,9 km pływania, 90 km roweru, 21,1 km biegu - ten w którym specjalizuje się Kuba Nowakowski
Pełny Ironman – 3,8 km pływania, 180 km roweru, 42,195 km biegu
– Kiedyś wystarczyło być mocnym kolarzem – mówi Kuba. – Pływanie było tylko „na zaliczenie”, byle się nie utopić, potem mocno pojechać i jakoś dobiec. Ale te czasy się skończyły. Triathlon, także w wydaniu amatorskim, poszedł bardzo do przodu. W Polsce rozwija się dynamicznie, a w Europie to już prawdziwy kosmos – charakteryzuje tą dyscyplinę sportu.
Nowakowski przyznaje, że równolegle z treningami idą inwestycje w sprzęt, szczególnie w rower. – To studnia bez dna – zaznacza. – Jako student musiałem latami zbierać na podstawowy sprzęt, ale dziś wiem, że warto było robić to powoli, krok po kroku.
Prawdziwym przełomem w jego treningach okazała się współpraca z trenerem.
– To był kolejny game changer, kamień milowy. Zniknęła cała logistyka planowania. Otwieram aplikację i po prostu realizuję trening. Wszystko synchronizuje się z zegarkiem, trenażerem, Garminem. Mogę skupić się wyłącznie na wysiłku – tłumaczy.
Tygodniowy cykl treningowy zależy od okresu przygotowań, ale najczęściej zamyka się w granicach 10–20 godzin.
– Jesienią i zimą więcej jest siłowni, w sezonie startowym dominują oczywiście rower i bieganie. Pływanie zajmuje mi najmniej czasu, a i tak potrafię wyjść z wody w czołówce – to zasługa doświadczenia zbieranego już od najmłodszych dziecięcych lat i treningów, które trwają od podstawówki – podkreśla.
Triathlon to sport kosztowny, ale – jak mówi – debiut można zrobić naprawdę tanio. – Wystarczą okularki do pływania, zwykły rower szosowy za 1000–2000 zł i buty. Natomiast jeśli ktoś chce inwestować, to nie ma limitu. Sprzęt i technologia pozwalają „kupić” sporo prędkości – od aerodynamicznych pozycji po elementy drukowane w 3D – wyjaśnia.
Największym wydatkiem są starty w federacji Ironman. – To najdroższa liga. Samo wpisowe na zawody poza granicami Polski to minimum 300 euro, a mistrzowskie imprezy potrafią kosztować dwa razy więcej. Do tego transport roweru i pobyt. To naprawdę drogie hobby – przyznaje.
Mimo to Kuba szczególnie ceni lokalne imprezy. – Czerpię z nich ogromną frajdę. Spotykam znajomych, moich podopiecznych, poznaję nowych ludzi. Te zawody nie ustępują atmosferą wielkim startom. I dla mnie to właśnie w nich tkwi prawdziwa radość z triathlonu – podsumowuje.
Kwalifikacje na mistrzostwa świata to osobny temat. W kategorii wiekowej 30–35 lat rywalizacja jest bardzo mocna, ale system przyznawania tzw. slotów pozwala awansować także wtedy, gdy ktoś z wyprzedzających zawodników rezygnuje z udziału. – Nie jest tak, że zakwalifikowałem się z szarego końca – zaznacza Nowakowski.
W 2024 roku w chorwackim Poreču zdobył kwalifikację na Mistrzostwa Świata amatorów w hiszpańskiej Marbelli, które odbędą się w listopadzie tego roku.
– Na kwalifikację pracowałem 6–7 lat. W mojej kategorii wiekowej 30–35 lat konkurencja jest ogromna. Po medal raczej na pewno tam nie pojadę, ale być już w samej czołówce triathlonistów amatorów na dystansie 1/2 to spore osiągnięcie dla mnie – podkreśla bohater naszego sportowego cyklu w tym tygodniu i dodaje – To szczęście, że akurat moja kwalifikacja obejmuje te zawody w Hiszpanii. Mogłem wylosować Nową Zelandię. Pewnie bym nie poleciał, ale tutaj w Europie zdecydowałem się wystartować. Kto wie, to może być jedyna okazja w życiu.
Powrót do Wielunia – szkoła pływania Swimmer Wieluń
Po trzynastu latach spędzonych we Wrocławiu wraca do rodzinnego miasta by rozwijać swoją pasję i doświadczenie na lokalnej pływalni. Jak podkreśla, głównym powodem powrotu jest możliwość otwarcia szkółki pływania Swimmer Wieluń, która od września rozpocznie zajęcia dla dzieci od 3. roku życia, młodzieży a także dorosłych.
– We Wrocławiu konkurencja była ogromna, brakowało przestrzeni do długoterminowych działań. W Wieluniu pojawiła się szansa, by stworzyć stabilną i rozwijającą się szkołę pływania. Najpierw nauka i popularyzacja, a później – kto wie – może powstanie sekcja pływacka i klub sportowy, który będzie mógł rywalizować z innymi – mówi Kuba.
Na wieluńskiej krytej pływalni trwają obecnie prace modernizacyjne, które mają zakończyć się wraz z początkiem roku szkolnego. Nowakowski zwraca uwagę, że obiekt – choć wymagający odświeżenia – wciąż daje solidne możliwości do prowadzenia zajęć, a dzięki współpracy z dyrektorem WOSiR, Dawidem Małolepszym, udało się przełamać wcześniejsze bariery organizacyjne.
– Dyrektor Małolepszy jest kluczowy w tej układance, widać, że jemu przede wszystkim 'się chce' odkąd zarządza Wieluńskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji. Wcześniej wielokrotnie odbijałem się od ściany, całowałem klamkę czy jakkolwiek sobie to nazwiemy. Słyszałem zdanie: nie bo nie. Teraz jest szansa w mieście na coś naprawdę fajnego. Szkółka pływania ruszy najpewniej 15 września, więc już teraz zapraszam wszystkich chętnych – podkreśla.
Triathlon w WKSie Wieluń
Równolegle z rozwojem szkółki pływackiej, Kuba zaangażował się także w stworzenie nowej sekcji w WKSie Wieluń, sekcji triathlonowej. Rozmowy z prezesem klubu, Mariuszem Grabczakiem przyniosły pierwsze ustalenia i już wkrótce mieszkańcy Wielunia będą mogli dołączyć do tej inicjatywy.
– Triathlon nie musi być sportem niedostępnym. Biegać można w parku, jeździć po drogach, a z pływalnią też damy sobie radę. Chcemy by sekcja zrzeszała zarówno osoby stawiające pierwsze kroki, jak i tych, którzy mają już starty na koncie, a do tej pory nie mieli okazji trenować w Wieluniu. Pierwsze wspólne zawody planujemy na wiosnę 2026 roku – zapowiada.
W planach jest także rozwój sekcji na tyle, aby w przyszłości móc zorganizować w Wieluniu lokalne zawody triathlonowe lub w formule duathlonu, co jest bardziej realne (bieg–rower–bieg), które przybliżyłyby mieszkańcom specyfikę tej wymagającej dyscypliny.
Powrót Kuby to szansa więc na nowy rozdział w sportowej historii Wielunia – rozdział, w którym woda, asfalt i bieżnia stają się areną sportowych, kto wie może nie tylko amatorskich marzeń.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze