Działoszyńska Dziesiątka to już tradycja i niezła zabawa dla wszystkich pasjonatów aktywności ruchowej i rekreacji na świeżym powietrzu. Jak co roku, w niedzielę 10 maja, okolice Parku Strażaka w Działoszynie zaroiły się od biegaczy, nordic walkerów, strażaków w pełnym umundurowaniu bojowym, dzieciaków i młodzieży. Wszyscy gotowi, aby wystartować w wybranych konkurencjach, mierzyć się z własnymi słabościami i pokonywać swoje rekordy. Nie tylko zawodnicy dali z siebie wszystko. Rodziny, przyjaciele i liczni kibice sprawili, że i doping był na najwyższym poziomie.
Urząd Miasta i Gminy Działoszyn wraz z partnerami i przy wsparciu finansowym Urzędu Marszałkowskiego w Łodzi, zorganizował wielką imprezę sportową pod hasłem: Działoszyńska Dziesiątka już po raz piętnasty. I tym razem wydarzenie przyciągnęło tłumy ludzi.
- Bardzo się cieszę, że już po raz piętnasty organizujemy Działoszyńską Dziesiątkę – mówi burmistrz Miasta i Gminy Działoszyn Rafał Drab.
- Jest duże zainteresowanie nie tylko dorosłych, ale też dzieci i młodzieży. To najbardziej cieszy, że możemy najmłodszych oderwać od komórek i laptopów. Jako burmistrz, bardzo się cieszę, że mieszkańcy znaleźli czas, przyszli całymi rodzinami, biegają, aktywnie spędzają czas i są zadowoleni – podkreśla szef działoszyńskiego ratusza.
Honorowym gościem imprezy był mistrz olimpijski w chodzie na 50 km Dawid Tomala. W przerwach między konkurencjami mistrz służył zawodnikom profesjonalnymi radami, dzielił się doświadczeniami i opowiadał ciekawostki z życia zawodowego sportowca.
Zawody rozpoczęły się kolorową rozgrzewką dla najmłodszych. Do biegu ruszyły przedszkolaki i uczniowie szkół podstawowych. Emocje sięgały zenitu. Dzieciaki tak się rwały do biegu, że i falstartów nie zabrakło. Jednak każdy dobiegł do mety i dostał zasłużony medal.
Roksana Antończyk z Wielunia wygrała bieg na 1500 metrów w kategorii klas 7 – 8. Po biegu opowiada reporterce kulisy.net, że konkurencja była mocna i tym bardziej jest zadowolona, że dała radę.
- Było trochę ciężko, bo pod górkę, ale lepsza taka trasa niż miałaby być łatwa i nudna – mówi ambitnie Roksana Antończyk, mistrzyni wśród nastolatek.
Młoda biegaczka, niezrzeszona w żadnym klubie sportowym i trenująca samodzielnie, nie poprzestaje na jednym starcie. Pobiegnie też w biegu głównym na 10 kilometrów. Pasja dziewczyny budzi uznanie, tym bardziej, że biega dopiero od dwóch lat. A plany na sportową przyszłość ma jasne i konkretne.
- Chcę ciągle się rozwijać w sporcie, iść dalej, być coraz lepszą.
Urszula Antończyk, mama Roksany, jest dumna ze zwycięstwa córki w kategorii młodzieżowej. Wie jednak, że głównym celem Roksany jest bieg główny.
- Najważniejszy dla córki jest bieg na 10 km open. Przyjechała tu właśnie po to, a że zobaczyła swoją kategorię wiekową, to też pobiegła – opowiada Urszula Antończyk z Wielunia.
- Jestem dumna z córki. Ma dopiero 14 lat. Nie chciała trenować w żadnym klubie, tylko sama sobie robi treningi, co drugi dzień. Indywidualistka. Ambitna i pracowita – z dumnym wzruszeniem mówi mama o Roksanie.
W tłumie widzów kręciła się żwawa maskotka, a wicemarszałek województwa łódzkiego Agnieszka Ryś chwyciła w pewnym momencie za… broń. Spokojnie. To tylko pistolet startowy, którym marszałek dała sygnał do rozpoczęcia najbardziej widowiskowej konkurencji, tj. biegu strażaka w nomexach na dystansie 998 metrów.
Do walki stanął m.in. Kacper Janik z OSP Szynkielów, utytułowany zawodnik, niedawno okradziony ze sprzętu startowego. Bezczelny złodziej buchnął mu nomex i najbliższe starty Kacpra stanęły pod znakiem zapytania. Strażak jednak nie z tych, co by się poddawali. Wystartował w pożyczonym sprzęcie i wywalczył drugie miejsce w biegu strażaka, poprawiając ostatni wynik z Dąbrowy o 10 sekund.
- Pierwszego miejsca nie ma, ale jest się z czego cieszyć. Nigdy się nie poddaję. Zawsze do przodu, bez zatrzymywania się – energicznie oznajmia druh Kacper Janik i już zapowiada udział w kolejnym wyzwaniu podczas wrześniowego Fire Combat Challenge (FCC) w Licheniu.
Ewa Włodarczyk i Michał Bator z OSP Szczyty nie tylko sami startowali, Michał w biegu głównym na 10 km, a Ewa w biegu strażaka, ale i opiekowali się najmłodszymi druhami z Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. A reprezentacja nie byle jaka, bo obsadzili wszystkie konkurencje, od przedszkolaka do ósmoklasisty.
- Jeśli chcemy dawać przykład dzieciakom, to nie ma opcji, żebyśmy sami nie startowali – z uśmiechem mówi druhna Ewa Włodarczyk.
Sztandarowa konkurencja to bieg główny na dystansie 10 km i pięciokilometrowy marsz nordic walking. Zawodników było tak wielu, że wszyscy nie zmieścili się jednocześnie na linii startowej. Nordic walkerzy musieli wyruszyć w trasę parę minut po starcie biegaczy. Pobiegli i pomaszerowali nie tylko doświadczeni sportowcy, ale i amatorzy, miłośnicy ruchu. Ani wiek, ani profesja nie miały żadnego znaczenia. Do boju ruszyła m.in. Aneta Brzezińska - Leszczyk, dyrektor Zespołu Szkół im. Marii Skłodowskiej – Curie w Działoszynie. Rodzinna atmosfera sprawiła, że dzieciaki żywiołowo dołączały do finiszujących rodziców czy krewnych, żeby razem z nimi przekroczyć linię mety.
Motywacja zawodników jest różnorodna. Jeden z biegaczy pokonał trasę pchając przed sobą wózek ze swoją córeczką. Dla innego, bieganie to forma rehabilitacji, dla innych forma stopniowego rozwoju.
60-letnia Zofia Łyko z Nowej Wsi w gminie Popów biega od dwóch lat, a na zawodach zwykle startuje na dystansie 5 km. Jak mówi, zaczęła pomalutku i stopniowo zwiększa dystanse. Teraz debiutuje w starcie na 10 kilometrów.
- Podjęłam wyzwanie na 10 kilometrów, bo apetyt rośnie z piątki na dziesiątkę – śmieje się Zofia Łyko.
- Nie wiem jak będzie, ale trzeba próbować wszystkiego i nie bać się wyzwań. Jak nie dobiegnę to dojdę, ale na pewno dam radę – zaraża optymizmem wszystkich wokół.
Niekwestionowanym zwycięzcą biegu głównego został Michał Bator z Krzeczowa. Utytułowany zawodnik Wieluń Biega oraz czynny strażak OSP Szczyty. W ubiegłym roku zamienił na chwilę strój biegacza na nomex i debiutował w biegu strażaka, zdobywając srebro. W tym roku postawił jednak na szorty i koszulkę.
- Chyba jednak wolę ten strój sportowy, lżejszy trochę – mówi z przymrużeniem oka Michał Bator i dodaje, że bieg strażaka to bardzo fajne doświadczenie, ale niezwykle męczące i wyczerpujące cały organizm.
Przed startem biegu głównego Michał Bator podkreśla, że razem z druhną Ewą są tu dzisiaj przede wszystkim po to, żeby wspierać swoich młodzików.
- Dopiero wczoraj zdecydowałem, że dzisiaj pobiegnę na 10 km. Nie mam wielkich oczekiwań. Planuję się trochę zmęczyć i oczywiście powalczyć, ale nie nastawiam się jakoś bardzo mocno na sukces – mówi bezkonkurencyjny, jak się później okazało, Michał Bator.
A później pamiątkowe zdjęcia, dekoracja i dalsza część imprezy w Działoszynie, już w formie pikniku na świeżym powietrzu. Za rok powtórka z rozrywki i chętnych z pewnością nie zabraknie. Są i tacy, którzy nie wyobrażają sobie, że mogłoby ich tu nie być.
Roman Modrzejewski nie opuścił ani jednego startu w Działoszyńskiej Dziesiątce. Konsekwentnie co roku, tym razem po raz 15., staje na starcie i pokonuje dystans biegu głównego. Jak mówi, najbardziej zapadł mu w pamięć pierwszy start.
- Wygrałem wtedy telewizor. On już poszedł na złom, a ja wciąż biegam – optymistycznie podsumowuje weteran Działoszyńskiej Dziesiątki Roman Modrzejewski.
Szczegółowe wyniki XV Działoszyńskiej Dziesiątki dostępne są na stronie Atelier Sportu https://pomiarczasuatelier.pl/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze