Usłyszał, że proboszcz ma sejf wypełniony po brzegi. Obserwował, zaczaił się i wślizgnął do garażu na plebani. Podobno myślał, że będzie jak w filmie. Ksiądz się wystraszy i odda mu pieniądze. Nie było jak na ekranie. Duchowny został brutalnie zamordowany, a oskarżony o zbrodnię były policjant teraz płacze i mówi, że nie może z tym żyć.
Łzy, spuszczona głowa i słowa przeprosin. Tak wyglądał początek procesu mężczyzny oskarżonego o brutalne zabójstwo ks. Grzegorza Dymka w Kłobucku. Przed Sądem Okręgowym w Częstochowie padły deklaracje skruchy, ale prokuratura nie ma wątpliwości: to była zaplanowana zbrodnia, za którą grozi dożywocie.
W poniedziałek, 15 grudnia, rozpoczął się proces 52-letniego Tomasza J., byłego policjanta oskarżonego o brutalne zabójstwo proboszcza parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej w Kłobucku.
Jak podaje Polska Agencja Prasowa, podczas pierwszej rozprawy przed Sądem Okręgowym w Częstochowie Tomasz J. płakał i przepraszał. Twierdził, że nie planował zabójstwa i że jego celem miał być jedynie rabunek. Mówił też, że myślał, że będzie jak w filmie: ksiądz się wystraszy i odda mu pieniądze dobrowolnie.
Po odczytaniu przez prokuratora zarzutów Tomasz J. próbował przekonywać sędziów, że w życiu by nikogo nie skrzywdził, nawet zwierzęcia, a co dopiero drugiego człowieka.
- Bardzo przepraszam, wiem, że te słowa nic nie znaczą. Jest mi bardzo przykro, bardzo. Cały czas myślę o samobójstwie, bo nie mogę z tym żyć. W sercu mam pustkę i żal.
Mężczyzna tłumaczył, że zaplanował kradzież, bo miesiąc wcześniej usłyszał, jak dwie panie w sklepie mówiły, że duchowny ma dużo pieniędzy i sejf. Wyjaśnił, że motywem jego działania były problemy finansowe i widmo rozwodu.
Oskarżony przyznał się do napadu, ale zaprzecza, że chciał zabić. Prokuratura wskazuje jednak, że sposób działania był skrajnie brutalny: skrępowanie ofiary, pozbawienie jej możliwości oddychania i pozostawienie bez pomocy.
Oskarżony próbował wyjaśniać, że sam nie wiedział co robi i że owijając głowę zaatakowanego księdza taśmą streczową był przekonany, że krępuje mu ręce.
Zdaniem śledczych nie był to nieszczęśliwy zbieg okoliczności, lecz bezpośrednie działanie zagrażające życiu, którego skutkiem była śmierć ks. Grzegorza Dymka.
W trakcie rozprawy przywołano opinię biegłych.
- Po przeprowadzonej obserwacji Tomasza J. biegli lekarze wydali opinię sądowo-psychiatryczną, z której wynika, że mężczyzna był w chwili popełnienia tego czynu poczytalny i może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej. W opinii biegli stwierdzili także, że w czasie obserwacji podejrzany próbował symulować objawy zaburzeń psychicznych – informuje rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Częstochowie prokurator Tomasz Ozimek.
Tragiczna śmierć księdza Grzegorza Dymka, 58-letniego proboszcza parafii NMP Fatimskiej w Kłobucku wstrząsnęła całą Polską. Do zabójstwa doszło 13 lutego 2025 roku na plebanii.
Z aktu oskarżenia wynika, że tego dnia, o godzinie 19, dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Kłobucku odebrał zgłoszenie, że z garażu plebanii przy ulicy Kochanowskiego słychać wołanie o pomoc i odgłosy walki. Przybyli na miejsce policjanci zauważyli mężczyznę w kominiarce, który przeskoczył przez płot i wsiadł do samochodu. Wtedy jeden z policjantów wyjął kluczyk ze stacyjki pojazdu i z pomocą innych mężczyzn obezwładnił sprawcę. W trakcie oględzin miejsca zatrzymania osoby ujawniono czarną kominiarkę, opaski zaciskowe (tzw. trytytki), sekator i przedmiot przypominający broń palną.
Po wejściu do garażu policjanci zauważyli leżącego na podłodze mężczyznę ze skrępowanymi trytytkami rękami oraz owiniętymi taśmą streczową ustami i nosem. Wezwany na miejsce lekarz stwierdził zgon pokrzywdzonego.
Na podstawie zarządzonej przez prokuratora sekcji zwłok stwierdzono, że przyczyną zgonu pokrzywdzonego było gwałtowne uduszenie w mechanizmie zamknięcia otworów oddechowych.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze