Reklama

Zagłosuje przeciw powiększeniu składowiska

Pomimo tego, że Marcin Krzak po raz pierwszy piastuje mandat radnego gminy Pajęczno, dał się poznać jako jeden z najbardziej aktywnych samorządowców tej kadencji. Jak podkreśla, w pracy na rzecz społeczeństwa chce wykorzystać swoje doświadczenia prywatnego przedsiębiorcy. O sytuacji finansowej gminy i problematycznym sąsiedztwie w postaci wysypiska Eko-regionu rozmawia z Magdaleną Lizurej.

Magdalena Lizurej: Dlaczego zdecydował się pan na start w wyborach samorządowych?
Marcin Krzak: - Uważałem, że mogę w samorządzie wykorzystać doświadczenia z pracy zawodowej. Dlatego najbardziej skupiam się na budżecie, bo to jest mi najbliższe. Prowadząc działalność gospodarczą, człowiek musi umiejętnie gospodarować swoimi pieniędzmi. Stąd sądziłem, że to moje doświadczenie pomoże mi w pracy samorządowca, że będę mógł coś podpowiedzieć, jeśli zauważę luki w funkcjonowaniu gminy.

Rzeczywistość zweryfikowała te zamiary?
- Różnica między jednostką budżetową, samorządową a funkcjonowaniem prywatnej firmy jest duża. Pewne rzeczy w działalności gospodarczej można i należy załatwić szybko, natomiast wszystkie procedury w urzędach się bardzo przeciągają. To mnie do tej pory dziwi. 
Była jeszcze rzecz, która pana zaskoczyła?
- Tak, uświadomienie sobie, że gmina nie ma żadnego wpływu na składowisko. A żyłem w zupełnie innym przeświadczeniu przez wiele lat.

Reklama

Jako przedsiębiorca spotkał się pan z opieszałym działaniem urzędu?
- Jako przedsiębiorca nie miałem takiej sytuacji. Miałem sugestie od mieszkańców, że dobrą praktyką byłoby, żeby gmina informowała, jak kończy się procedura ich wniosków, składanych do planu zagospodarowania przestrzennego . Działam w Komisji Rewizyjnej. Jeden z pierwszych wniosków Komisji Rewizyjnej dotyczył tego, żeby petent, który składał wniosek, bez względu na to czy jest on rozpatrzony negatywnie czy pozytywnie, dostał odpowiedź . Minimum raz w roku, zazwyczaj pod koniec , zbiera się komisja urbanistyczna i jeśli ktoś złoży wniosek w stosownym czasie, wie, że odpowiedź dostanie. Albo negatywną albo pozytywną. W skali roku to ponad 200 wniosków.

Burmistrz Piotr Mielczarek powiedział na jednej z sesji, że jest pan przeciwnikiem obligacji i zadłużania a zwolennikiem inwestycji. Według niego tych dwóch postaw nie da się połączyć. A pan jak uważa?
- Zarówno w projekcie budżetu, jak i w realizowanym już budżecie na 2021 rok zaplanowano wyemitowanie obligacji za prawie 2 mln zł. Uważam, że skoro gmina Pajęczno nie realizuje takich dużych projektów jak budowa szkoły czy budowa oczyszczalni albo obwodnicy, to mniejsze zadania nie są w stanie przekonać mnie, do zadłużania zadłużonej już gminy. Rok 2020 pokazał, że wyemitowane za ponad 1 mln zł obligacje nie zostały przeznaczone na inwestycje.

Reklama

Kilka zadań jednak gmina zrealizowała.
- To prawda, ale one były finansowane z Funduszu Dróg Samorządowych bądź z Rządowego Programu Inwestycji Lokalnych. Emitowanie obligacji na rok 2021 zadłuża gminę, nie wspiera inwestycji, pozwala tylko równoważyć wpływy z wydatkami. Gdybym ja zaczął więcej wydawać niż zarabiać, to ograniczyłbym wydatki, a nie szedł do banku po kolejny kredyt.

Burmistrz podkreśla, że bez obligacji prowadzenie zadań inwestycyjnych nie byłoby możliwe. Pan się z tym nie zgadza?
- Przejrzałem budżet. Wszelkie inwestycje, które były zrealizowane w 2020 roku nie były finansowane przez obligacje. Pani skarbnik bardzo dokładnie, w sposób przejrzysty i szczegółowy, przygotowuje budżet. Jest rozpisany. Objętościowo jest dwa razy obszerniejszy niż ten, do którego mieliśmy dostęp na początku kadencji. Widać dokładnie, jaka inwestycja była z jakich źródeł finansowana. W ubiegłym roku wykonane zadania nie były jakoś znaczące. 1,7 mln gmina dostała z Funduszu Inwestycji Lokalnych, z czego 1,4 mln zostało wprowadzone do budżetu w ubiegłym roku. Czyli pokryły inwestycje. Ja nie znalazłem rubryki takiej, że zostały pokryte z wpływów własnych czy obligacji.

Reklama

Nie przemawia do pana informacja, że w ubiegłym roku gmina zaoszczędziła około 400 tys. zł na schodzeniu z liczby etatów?
- Staram się studiować uważnie budżet i rok do roku nie znalazłem zmniejszenia wydatków na funkcjonowanie urzędu gminy, a dokładnie rubryki wynagrodzenia pracowników. Nie wyłapałem z budżetu oszczędności. Nie przedstawiono nam też na żadnej komisji wyliczeń. Nie było takiej informacji np. kto odszedł na emeryturę i jakie z tego powodu poczyniono oszczędności. Pytanie czy burmistrz musi takie informacje przedstawiać? Pewnie nie, ale skoro takiej informacji nie miałem, nie mogę jej potwierdzić.

Był pan zaskoczony nowym etatem w gminie, mam na myśli powołanie Adama Stachery na fotel wiceburmistrza?
- Tak. Pan Burmistrz wyjaśnił nam wielokrotnie, że nie ma obowiązku pytać rady kogo ma zatrudniać. Bo to jest jego kompetencja. Ale wydaje mi się, że ta informacja o powołaniu zastępcy była przeciągana do ostatniej chwili. Padła w ostatniej minucie grudniowej sesji. Szkoda, że nie padła w trakcie debaty nad budżetem, bo jako nowy wydatek pewnie spowodowałby dyskusję. Czy to jest dobry sposób przekazywania informacji radnym? Nie do końca. Tym bardziej że wiceburmistrz to osoba współpracująca z radnymi. Mamy na przykład na komisjach punkt, który nazywa się sprawozdanie burmistrza z działalności między sesjami. Zresztą sam zaproponowałem jego wprowadzenie, podpatrując je w innych samorządach. I w trakcie dyskusji w tym punkcie nie dostaliśmy takich informacji.

Reklama

Radni mają duży wpływ na decyzje, które zapadają w gminie?
- Uważam, że tkwi w nas bardzo duży potencjał, ale jeszcze do końca go nie wykorzystujemy. Brakuje nam inicjatywy, która wychodziłaby od radnych. Na tą chwilę w urzędzie jest tak, że 95 proc uchwał i wniosków pochodzi od burmistrza. I my radni albo jesteśmy za albo przeciw. Będę się starał przekonywać i aktywować więcej radnych. Tu liczę na pomoc pana przewodniczącego, Leszka Janeczka, abyśmy wspólnie jako rada byli jeszcze bardziej aktywni.

Jak pan ocenia sytuację finansową gminy?
- Dobrym rozwiązaniem jest to, że burmistrz przedkłada radnym propozycje inwestycji, w których jest duże finansowanie zewnętrzne. Jeżeli można zdobyć środki na poziomie 80 proc, wartości zadania, to nie ma się nad czym zastanawiać. Obojętnie czy chodzi o chodnik, drogę, czy inną inwestycję. Różnica między mną a panem burmistrzem polega na tym, że jeśli ja widzę, że wydatki ciągle rosną, to szukałbym oszczędności. Nie akceptuje tego, że jedynym rozwiązaniem jest zadłużanie. Rozpoczynaliśmy kadencję z długiem w wysokości ponad 10 mln i niemożliwe jest skończenie kadencji tak, żeby go nie było. Ale chciałbym, aby był zdecydowanie mniejszy. Chyba, że realizowalibyśmy bardzo duży projekt, który zostałby na lata. Nic takiego się nie zapowiada. Uważam, że trzeba skupić się na wydatkach punkt po punkcie. Dlaczego co roku każdy referat ma większe wydatki ? Dlaczego co roku jest tylko jeden pomysł czyli obligacje i zadłużanie ? A kredyt na kredyt to powinna być ostateczność.

Reklama

Radny Wojciech Beśka wraca do rezygnacji burmistrza z kilkumilionowej dotacji na remont i rozbudowę domu kultury. Pan też ma to włodarzowi za złe?
- Gdyby pan burmistrz przedstawił nam informacje i przykładowo na jednej szali dał rozbudowę domu kultury, a na drugiej np. budowę drogi na osiedlu Matusowiec to większość radnych byłaby pewnie za tym drugim rozwiązaniem. Ta propozycja remontu mogłaby nie zyskać akceptacji większości rady. Myślę, że radny ma pretensje o jedno, że pan burmistrz nie dał nam na komisje sprawy rozbudowy domu kultury do dyskusji. Że decyzja była tylko jego. Dobrym zwyczajem byłoby nam to jednak dać pod rozwagę.

Termomodernizacje budynków to kosztowna sprawa. W 2019 modernizacja budynku urzędu stała się jedną z najwyższych pozycji w budżecie, jeśli chodzi o inwestycje.
- To był w zasadzie jedyny duży wydatek. Niemal wszystkie środki przeznaczone na inwestycje poszły właśnie na ten cel. To wynikało z tego iż był gotowy projekt. Osobiście byłem przeciwny. Uważałem, że to dofinansowanie w całości jest stosunkowo małe. Zadanie nie jest jeszcze rozliczone, ale środki zewnętrzne pokrywają maksymalnie 30 proc. wydatków. Moim zdaniem trzeba było odłożyć termomodernizację, szukać wyższych dofinansowań rzędu 70 proc., a zabrać się za remonty dróg.

Reklama

Wspomniał pan, że wiceburmistrz jest jednym z urzędników, który dość ściśle musi współpracować z radnymi. Może już pan powiedzieć coś o działaniach podejmowanych przez Adama Stacherę?
- Trzeba dać czas panu wiceburmistrzowi. Chociaż te utarte 100 dni. Żeby się odnalazł. Liczę, że wypracował konkrety, które będzie chciał nam przedstawić. „Po owocach go poznacie,” że przytoczę znane powiedzenie. Wiem, że burmistrzowie pracują. Szczególnie nad gospodarką odpadami, bo to jest dla nas bardzo trudny temat. Pole do działania na pewno jest. Jeżeli menager znajdzie oszczędności zdecydowanie wyższe, niż jego uposażenie, wtedy dopiero można powiedzieć, że jego zatrudnienie było zasadne.

Z których inwestycji w gminie jest pan najbardziej zadowolony?
- Biorąc pod uwagę podstawowe potrzeby mieszkańców, czyli posiadanie pracy i mieszkania, żeby mieli możliwość spędzania wolnego czasu, to mogę powiedzieć, że budowa drogi na osiedlu Matusowiec. Ludzie tam mieszkali od wielu lat, a byli pozbawieni podstawowej infrastruktury miejskiej jak droga czy oświetlenie. Cieszę się, że to się zmienia. Wszelkie inwestycje, które powodują rozwój infrastruktury kanalizacyjnej, drogowej i wodnej powinny być priorytetowe.

Reklama

A czego pana zdaniem brakuje w Pajęcznie?
- Myślę, że szczególnie młodzi ludzie chcą miejsc, gdzie mogą spędzić wolny czas, placu, na którym mogą się spotkać, kawiarni, skateparku. W okolicy jest też sporo fanów motorów, motocrossów i quadów. Stąd pomysł, aby wybudować w Pajęcznie tor dla miłośników tego sportu. Uważam też, że idea pana burmistrza na zagospodarowanie jeziora Matusowiec jest dobrze przygotowana i pewnie uzyska akceptację rady.

Pana wnioski do budżetu w sprawie skateparku i pumptracku zostały odrzucone, nie poddaje się pan?
- Istnieje realna szansa, aby w przyszłym roku powstał skatepark. Zorganizowaliśmy spotkanie grupy radnych i wypracowujemy procedurę, która powinna do tego doprowadzić. Chcemy przygotować dokumentację i szukać źródeł finansowania. Moderatorem naszej grupy został radny Wojciech Beśka. Na pewno potrzebujemy takiego miejsca do wspólnego spędzania czasu dla młodzieży i rodzin z dziećmi.

Reklama

Niejednokrotnie zdarza się, że głosuje pan inaczej niż pozostali radni. Czuje się pan naczelnym opozycjonistą?
- To wynika z mojego podejścia do budżetu i dla mnie ostatecznością są kredyty i obligacje. Wszędzie gdzie to możliwe szukałbym oszczędności.

Wspomniał pan, że gmina nie ma kontroli nad Eko-regionem. W dodatku ogromna część mieszkańców nie ma o tym pojęcia. 
- Moim zamiarem było wyjaśnienie mieszkańcom, że składowisko w Dylowie, nie jest wysypiskiem gminnym. Należy do prywatnej firmy. Udziały gminy w Eko-regionie są symboliczne. To z urzędu przez kilkanaście lat wychodziły informacje, że to wysypisko jest gminne. Część osób dalej w to wierzy. Dziwię się, że nowy burmistrz nie uświadamiał mieszkańców jak sprawa wysypiska faktycznie wygląda. My tam nawet wejść nie możemy. Musimy zgadzać się na podwyżki za cenę śmieci, a nie mamy kontroli nad tym, co i ile tam wjeżdża.

Reklama

Ilość śmieci produkowanych przez mieszkańców w gminie Pajęczno jest wysoka. Stąd się biorą głównie podwyżki cen. Koszt za zagospodarowanie tony odpadów jest niższy, niż w gminach ościennych. Ale pan jest przeciwny, aby mieszkańcy ponosili koszty ciągłych podwyżek?
- We własnym zakresie powinniśmy jako gmina zagospodarowywać odpady bio, gruz. może złom. Zwracałem uwagę na sposoby zmniejszenia tonażu, ale moje podpowiedzi, jak również mieszkańców, nie były przez dwa lata brane pod uwagę. A kompostowniki były wprowadzane już w 2019 roku w niektórych gminach. Tymczasem u nas ten rok był zmarnowany. Trzeba też kontrolować, czy faktycznie tyle odpadów produkujemy. Jest dużo czynności, które gmina może podjąć, aby tych odpadów na składowisko trafiło mniej. Tymczasem rok 2019 i 2020 został „przespany” a jedynym proponowanym sposobem zbilansowania jest podwyżka. Dlatego jestem przeciw.

Był pan autorem listu otwartego, który był tak naprawdę dość mocną krytyką pewnych działań burmistrza. Co pana skłoniło do jego napisania?
- Było to swego rodzaju wzburzenie wywołane niekonsekwencją pana Burmistrza. To moje wzburzenie nasiliło się też po spotkaniu sołtysów. Sołtysi wystąpili z wnioskiem o podwyżkę 100-złotowego ryczałtu. I jest odpowiedź burmistrza „nie, bo nie, nie bo nie ma pieniędzy”. I podobny sposób traktowania „nie, bo nie”, „nie bo nie ma pieniędzy” na moje propozycje skateparku czy pumptracku. Takie bezdyskusyjne podejście do propozycji radnego. A tu naraz pokazuje się, że pieniądze na stanowisko wiceburmistrza są. Czyli na to są, a na to nie ma. Tę sprawę z wiceburmistrzem można było załatwić inaczej. Sądzę, że Piotr Mielczarek zdawał sobie sprawę, że może to być ognisko zapalne. Wiem, że wybór zastępcy to jego kompetencja, ale myślę, że teraz zrobiłby inaczej.

Reklama

Ta decyzja popchnęła mieszkańców do próby zorganizowania referendum. Czuł się pan dotknięty tym pomysłem?
- Nie. Ja to zaakceptowałem. Chciałem przez to pokazać moim koleżankom i kolegom radnym, że jest coś nie tak. Jeśli 1000 osób w krótkim czasie by się podpisało. Nawet jeśli byłoby to 400 czy 500 osób, to dalej są to mieszkańcy z naszej działalności niezadowoleni. Nam się wydaje, że jest ok, a ludzie widzą, że coś jest nie w porządku. Ci protestujący pokazali swoje postulaty. Było ich 15. Z wieloma bym polemizował i można by o nich rozmawiać. Bo nie wszystkie zarzuty były wyraźnie sprecyzowane. Ale dwa były jasne od samego początku. Brak decyzji w sprawie podwyższenia i powiększenia śmietniska. Dla mieszkańców brak decyzji to też jest decyzja. I w tak zapalnym temacie zarówno burmistrz jak i rada powinni być transparentni. Zdecydowani do podjęcia decyzji. My chcemy podjąć tą decyzję. 

A pana zdaniem fatycznie burmistrz wykazał się opieszałością, jeżeli chodzi o decyzje dotyczące podwyższenia i poszerzenia?
- Myślę, że mogliśmy to zamknąć jeszcze w ubiegłym roku. Mamy już kwartał tego roku, a dalej mieszkańcy nie wiedzą, jaka ta decyzja będzie. 

To referendum jednak nie wypaliło.
- Burmistrz postanowił przeczekać i pozwolił, żeby sprawa referendum toczyła się własnym życiem. Widać nabył doświadczenia i wiedzy, okazało się, że miał rację, bo referendum nie doszło do skutku.

A to ostrzeżenie od społeczeństwa coś w ogóle dało? Bo decyzji odnośnie składowiska dalej nie ma.
- Ja widzę zmianę w podejściu burmistrza i częstsze pytanie nas radnych o zdanie. Widmo referendum to czerwona kartka od mieszkańców gminy zarówno dla włodarza jak i dla radnych. Widać, że zmiany są wprowadzane. Widać też większą aktywność urzędu w mediach społecznościowych. 

Nie uważa pan, że krytykują jednak często ci, którzy sami nic nie osiągnęli? 
- W tych czasach posada burmistrza nie jest tak nobilitująca jak była kiedyś. W dodatku włodarz jest na świeczniku i zewsząd jest oceniany .Wydaje mi się, że burmistrz nie zlekceważył możliwości referendum. Ja nie kwestionuję tego, że on się stara. Myślę jednak, że zrozumiał, że pomimo tego, że on się stara, to jest sporo mieszkańców, którzy chcą ”szybciej i mocniej i więcej”.

Widzi pan siebie na fotelu burmistrza?
- Dostrzegam bardzo wiele minusów bycia osobą publiczną. Tutaj trzeba być bardzo silnym psychicznie, żeby sobie poradzić. Trzeba mieć pomysł, aby coś osiągnąć i coś po sobie zostawić. Czy ja jestem gotowy na objęcie takiego stanowiska w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat? Na pewno nie. Hipotetycznie w ciągu 10 lat sytuacja może się zmienić. Jeśli chciałbym kiedyś podjąć takie wyzwanie, to musiałbym być bardziej przygotowany. Chęci i dotychczasowa moja wiedza to jest na razie za mało.

Potrafi pan sobie wyobrazić, że część radnych zagłosuje za zmianami, które umożliwią powiększenie wysypiska?
- Nie wiem. Trudno powiedzieć, jak zagłosują moje koleżanki i moi koledzy z rady. Każdy zagłosuje według swojego uznania. Na ta chwilę nie widzę plusów w powiększeniu wysypiska.

Może po prostu ich nie ma?
- Ja ich nie widzę. Nie dostaliśmy żadnych argumentów, które mogłyby nas przekonać do zmiany decyzji. A przypomnę, że przyjęliśmy jednogłośnie petycję mieszkańców, którzy są przeciwni rozbudowie składowiska. Nie ma też woli Eko-regionu do spotkania się, czy rozmowy. Od strony tej firmy wyszedł pomysł powołania rady instrumentariuszy, ale nie doszła ona do skutku. Eko-region ma wszystkie asy w rękawie, a gmina nie ma żadnych. Nie ma w tym winy obecnego burmistrza. To są zaszłości sprzed lat. 

A pan może powiedzieć, w jaki sposób zagłosuje?
- Jako mieszkaniec gminy Pajęczno i radny jestem przeciw powiększeniu wysypiska. 

Po otwarciu kolejnego przetargu może się okazać, że oferty na wywóz odpadów nie ma. A może również być tak, że czeka was znowu podwyżka cen . Końcówka marca w gminie pewnie będzie gorąca?
- Myślę, że burmistrz jest gotowy na kilka scenariuszy. Jeżeli chodzi o ewentualną podwyżkę, to na pewno radni nie będą jednomyślni. W pierwszej kolejności powinno się wykorzystać wszystkie inne możliwości. Ta sytuacja jednak jest trudna do przewidzenia. W ogóle to że firma, która działa na naszym terenie, nie przygotowała dla nas żadnej oferty jest jednak czymś niespotykanym. 
 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości