Reklama

Zdrowia, radości i dobrej kondycji

W czwartek, 31 marca, piętnaście par z gminy Praszka świętowało złote gody. Na ślubnym kobiercu stanęły one w1971 roku. Każda z nich przeżyła w jednym związku małżeńskim 50 lat.

Jubilaci byli gośćmi burmistrza Jarosława Tkaczyńskiego i Grażyny Szukały, kierowniczki Urzędu Stanu Cywilnego w Praszce. 
W trakcie uroczystości, która odbyła się w restauracji „Kmicic”, burmistrz udekorował pary medalami „Za długoletnie pożycie małżeńskie” przyznanymi przez prezydenta RP Andrzeja Dudę. 

- Składam państwu gratulacje z okazji tego wspaniałego jubileuszu – powiedział Jarosław Tkaczyński, wyjaśniając jednocześnie, że pary obchodziły go w ubiegłym roku, ale z powodu epidemii, uroczystość została przesunięta.
- Życzę przede wszystkim zdrowia i tego, aby państwo mogli wspólnie jak najdłużej w dobrej kondycji cieszyć się życiem, swoimi dziećmi i wnukami.

Reklama

- Pięćdziesiąt lat wspólnego pożycia małżeńskiego zasługuje na najwyższe uznanie – dodała Grażyna Szukała.
- Tym bardziej, że wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż droga, jaką musieli państwo przejść przez życie, nie zawsze była usłana kwiatami. Przeżyliście różne chwile, radosne i smutne, ale macie powód do dumy – osiągnęliście piękny jubileusz.

Na czwartkowej uroczystości prezydenckie odznaczenia odebrali: Anna i Janusz Auguściakowie, Irena i Mieczysław Borgólowie, Teresa i Zdzisław Hawrylukowie, Lucyna i Jan Jochymscy, Cecylia i Henryk Kapturowie, Zofia i Henryk Kowalczykowie, Irena i Włodzimierz Matuszczykowie, Halina i Wojciech Myszkorowscy, Teresa i Henryk Polakowie, Czesława i Franciszek Ratajscy, Teresa i Jan Sudomierscy, Krystyna i Marian Szybalscy, Anna i Jerzy Ulfikowie, Longina i Stanisław Wojtyrowie, Helena i Ryszard Wójtowiczowie. 
Medalami takimi odznaczeni zostali również:  Alina i Józef Dorczyńscy, Antonina i Franciszek Kitajgrodzcy, Grażyna i Józef Mielcarkowie, Anna i Wincenty Nowakowie, Leokadia i Andrzej Orzeszynowie, Krystyna i Stanisław Pukowscy oraz Krystyna i Marian Wilczyńscy. Ale te pary na spotkaniu nie były obecne.    
 
Złote gody stały się okazją do wspomnień o tamtych czasach, kiedy życie biegło w innym tempie i panowały inne obyczaje.  

Reklama

Irena i Włodzimierz Matuszczykowie z Gany pochodzą z tej samej wioski. 

- Mieszkaliśmy prawie po sąsiedzku, więc znaliśmy się od dziecka – rozpoczyna pani Irena.
- Dzieliły nas tylko trzy domy. Ale nie bawiliśmy się razem, bo on był ode mnie starszy.  Zauroczenie między nami przyszło, kiedy miałam 18, może 19 lat.  Chyba mu się spodobałam, bo zaczął za mną chodzić. Mnie też nie był obojętny.

- Wszystko mi się w niej podobało – dodaje pan Włodzimierz.
- Nie było żadnych zastrzeżeń.

Po dwóch, może trzech latach chodzenia ze sobą, pobrali się.

Reklama

- Ślub wzięliśmy w kwietniu – wspomina małżonka.
- Był słoneczny dzień, ale bardzo wiał wiatr. Droga, którą jechaliśmy, nie miała asfaltu, więc się z niej kurzyło. Wszyscy mówili, że obsypuje nas złoty piach i wróżyli nam bogactwo. I rzeczywiście, biedy nie zaznaliśmy, ale trzeba było ciężko pracować i wszystkiego się dorabiać. Chyba było nam tak przeznaczone, bo przetrwaliśmy wspólnie 50 lat.

Nie musieli się również szukać po świecie Teresa i Zdzisław Hawrylukowie z Przedmościa. 

- Między nami jest sześć lat różnicy – przyznaje pani Teresa.
- Jak mąż był w wojsku, to ja chodziłam jeszcze do podstawówki. Z okna naszej kuchni widziałam ich dom. Bardzo mi się już wtedy podobał, jak chodził w swoim marynarskim mundurze. Był przystojny. Ale nie myślałam, że ja mogę mu się spodobać. Aż kiedyś na zabawie poprosił mnie do tańca, a później się do mnie przysiadł. I wtedy chyba zaiskrzyło.

Reklama

Po dziesięciu miesiącach chodzenia ze sobą, para wzięła ślub. Potem na świat przyszły dzieci. 

- One cementują małżeństwo i człowiek wie, dla kogo później żyje – kończy pani Teresa.
- I jak Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, to wtedy wszystko się układa. Chociaż w życiu są różne dni.

Halina i Wojciech Myszkorowscy z Praszki pobrali się 6 listopada. On pochodzi z Łodzi, ona z Komornik, a poznali się we Wrocławiu, gdzie pracowali w jednym zakładzie. Dziś z perspektywy 50 lat, pani Halina uważa, że małżonkowie są sobie przeznaczeni. 

Reklama

- Do ślubu szliśmy, bo do kościoła mieliśmy tylko przez drogę, a pogoda nam dopisała – wspomina jubilatka.
- Weselisko było w remizie. Goście dobrze się bawili, było bardzo fajnie. A o tym, jak się ludzie ze sobą pobierają, to decyduje przeznaczenie. Jak to się mówi: komu żona przeznaczona.

I potwierdza to chyba małżeństwo Anny i Jerzego Ulfików. 

- Wypatrzyłem swoją żonę na zabawie w Wierzbiu – wspomina pan Jerzy.
- Wcześniej nigdy jej nie widziałem. Siedziała tam sobie z koleżanką, więc poprosiłem ją do tańca. I tak już zostało. Przetańczyliśmy wtedy całą zabawę. Mieliśmy po 18 lat. Chodziliśmy ze sobą trzy lata, bo żeby wziąć ślub, musiałem mieć 21 lat.   

Reklama

Dziś, po 50 latach wspólnego życia, receptą pana Jerzego na małżeński sukces, jest wzajemna miłość i kompromis. 

- Jeden drugiemu powinien trochę ustąpić – radzi.
- Kochałem i do tej pory kocham swoją żonę, dlatego u nas nigdy nie mówiło się o jakimś tam rozwodzie. A w życiu było różnie.

Z kolei receptą Teresy i Jana Sudomierskich z Praszki na udany związek jest wzajemne zrozumienie.

- Trzeba mówić to, co się czuje i ta druga osoba powinna to zrozumieć – radzą małżonkowie.
- Ale należy również ją rozumieć. Trzeba nazywać uczucia po imieniu. U nas to zdało egzamin. Ale ciche dni też muszą być czasami, żeby wszystko sobie przemyśleć, przeanalizować, żeby następne były już lepsze. Czego sobie życzymy? Przede wszystkim zdrowia, tego, żeby nie było gorzej i aby dobrze korzystać z tych lat, które nam jeszcze zostały.

Reklama

Elżbieta Wodecka 
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości