Reklama

Złote gody w Konopnicy - 10 par świętowało 50-lecie pożycia

Henryka i Jan Adamczykowie, Grażyna i Józef Aleksandrowiczowie, Weronika i Konrad Bergerowie, Krystyna i Józef Komorowie, Wanda i Bolesław Majdowie, Ela i Ryszard Marszałowie, Elżbieta i Jan Nawrotowie, Wiesława i Marek Skrzydlewscy, Jadwiga i Jan Struzikowscy oraz Marianna i Marian Wilkowie to pary, które mieszkają na terenie gminy Konopnica i brały ślub w 1972 r. Wyjątkowymi medalami za długoletnie pożycie uhonorował ich prezydent. Odznaczenia zostały wręczone podczas uroczystości, zorganizowanych przez  Urząd Gminy w Konopnicy.

Pary, które świętowały 50-lecie pożycia małżeńskiego, z nostalgią wracały do wspomnień o pierwszych chwilach razem.

Reklama

- Oboje kończyliśmy jedną szkołę – opowiada Elżbieta Nawrot.

- Znamy się odkąd mieliśmy po 14 czy 15 lat. Trudno wskazać moment w którym postanowiliśmy razem chodzić. To się stało jakoś tak naturalnie – dodaje.

Związek został przypieczętowany w lipcu 1972 r., w słoneczny dzień, najpierw ślubem cywilnym, a o 20:00 kościelnym.

- Wesele na 80 osób wyprawialiśmy, w remizie w Szynkielowie, a  sąsiadujemy przez płot, to była bardzo sympatyczna zabawa – wspomina małżonka.

Jubilatka zaznacza, że ponad 50 lat małżeństwa jej i mężowi Janowi minęło spokojnie. Dochowali się trojga dzieci, dwóch córek i syna, mają jednego wnuka, który jest ich oczkiem w głowie.

Reklama

- Prowadziliśmy normalne życie, nigdy się poważnie nie kłóciliśmy, nie groziliśmy sobie nawzajem rozstaniem, teraz jak słyszę, że młodzi się tak szybko rozwodzą, to się dziwię – mówi pani Elżbieta, przyznając, że z mężem dobrali się na zasadzie przeciwieństw.

- To ja jestem bardziej wybuchowa, a mąż woli zmilczeć, niż popełnić gafę – twierdzi.

A jaki jest sekret udanego pożycia państwa Nawrotów?

- Myślę, że trzeba stawiać na kompromis, albo ty zrozumiesz mnie, albo ja zrozumiem ciebie, trzeba rozmawiać – radzi młodym doświadczona małżonka.

Reklama

- Należy się obdarzać zaufaniem i szanować. Pamiętać, że ta druga osoba jest obok cały czas i ma swoją wartość.

Podobne rady dla świeżo upieczonych małżeństw ma Ryszard Marszał.

- Należy się ze sobą zgadzać, czasami  ustąpić jedno drugiemu – zdradza sukces dobrego pożycia.

- Myślę, że najgorsze, co się może przytrafić małżeństwu, to jak jedna ze stron zbyt dużo pije. Wtedy taki związek jest nieudany. Można się napić, ale to wszystko musi być z umiarem, bo inaczej cierpi rodzina – sądzi jubilat.

- Musi w małżeństwie być dużo radości i dużo miłości – dodaje jego żona.

Reklama

Marszał swoją żonę poznał na zabawie.

- Mąż grał na saksofonie i organach – wspomina Ela Marszał.

- Zanim się pobraliśmy, a byliśmy bardzo młodzi, mieliśmy po 21 lat, chodziliśmy ze sobą ponad dwa lata.

Małżonkowie ślub brali 23 września i jak podkreślają świeciło wtedy słońce, chociaż z rana miało się na deszcz.

- Wesela to się wtedy po domach robiło, nasze było w dużym garażu, na 100 osób – podaje małżonka.

Jubilaci doczekali się syna i córki, mają czworo wnucząt.

- Przez te lata było trochę problemów, które rozwiązywaliśmy razem, zajęcie przy dzieciach, jak to w życiu – opowiada jubilatka.

Reklama

- Dorabialiśmy się wspólnie i dorobiliśmy się, teraz wiadomo, trochę chorujemy, ale staramy się być aktywni – uzupełnia mąż.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości