Sezon działkowy już w pełni. Dookoła zielono, kwiaty kwitną, działkowcy podwijają rękawy i dzielnie pielą, koszą, porządkują. Nie inaczej jest w Rodzinnych Ogródkach Działkowych „Lasek” w Wieluniu. Jedni mówią, że deszczu ostatnio za mało popadało, a inni „narzekają” na chwasty.
Jest druga połowa maja, po kilku deszczowych dniach w końcu wyszło słońce. Kilku działkowców z Rodzinnych Ogródków Działkowych „Lasek” postanowiło wykorzystać zmianę pogody na lepsze. Dlatego w ruch poszły kosiarki, grabki czy chaczki, by ich działki nie zarosły.
Jedną z takich osób jest Marian Pietrzak 80-tek z Wielunia, który pomimo wieku kosił swoją działkę. Posiada ją od początku istnienia ogródków działkowych, czyli od lat 80-tych. Obecnie ze względu na swój stan zdrowia, coraz rzadziej bywa na działce. Jednak nadal dba, żeby trawa za bardzo nie urosła.
- Obecnie przez to, że jestem chory, coraz mniej czasu spędzam tutaj. Przychodzę co drugi, trzeci dzień. Mam tych 15 gołębi, ale nie wiem jak długo jeszcze dam radę je hodować. A to dlatego, że mam guza mózgu i coraz słabiej się czuję – opowiada Marian Pietrzak, emeryt z Wielunia.
Na kolejnej działce słychać nie tylko rozmowę pomiędzy koleżankami, ale i szczekanie pieska. Okazuje się, że jej (suczki), właścicielką jest Grażyna Terczyńska, która przysiadła na ławce z Filomeną, swoją działkową sąsiadką.
- Ja to tylko na chwilę przyszłam, na plotki. Na działkach zawsze jest coś do zrobienia. Nie przychodzę tu tylko rekreacyjnie – mówi Grażyna Terczyńska.
Przy płocie kolejnego ogródka rośnie wielki krzew białej kaliny. Właścicielem owej rośliny, jak i działki jest syn Czesławy Howis, Jacek. Jednak to seniorka tego dnia przebywa wśród zielonych krzew i kolorowych kwiatów.
- Trzeba dbać o to żeby chwasty nie urosły za bardzo. Ale te, co ładnie kwitną to ich nie wyrywam, niech sobie rosną – śmieje się 83-letnia Czesława Howis.
Twierdzi, że bardziej lubi tutaj spędzać czas, niż na osiedlu, na którym mieszka. Ma tu spokój, ciszę, jest zielono dookoła i przede wszystkim ma z kim porozmawiać.
Przechadzając się dalej po ścieżkach ogródków działkowych reporterka natrafią na Elżbietę Adamus, którą odwiedziła poprzednim razem. Wtedy to emerytka siała rzodkiewkę.
- Musiałam przykryć ją włókniną, żeby nie pomarzła. Chodźmy zobaczyć, czy duża już urosła. Urwę kilka i sprawdzimy też czy nie jest robaczywa w środku – z entuzjazmem mówi emerytka.
Dodaje też, że szkoda, że nie ma jej męża, bo by się ucieszył z ponownych odwiedzin
- Pani kochana, po ostatnim artykule, sąsiadki podchodziły do mnie i mówiły „Patrz Ela, w gazecie jesteś, teraz będziesz sławna” – podsumowuje z dumą w głosie.
Tuż przed wyjściem z terenu działek reporterkę zawołała Grażyna Terczyńska, która chwilę wcześniej była na działce Filemony.
- Proszę jeszcze chwilę zaczekać, mój mąż chętnie z panią porozmawia. Andrzej jest bardziej wygadany ode mnie – woła z oddali emerytka.
W drodze do swojej działki opowiadała, że więcej ludzi tutaj można spotkać bliżej weekendu. Wtedy na parkingu nie mam praktycznie wolnego miejsca.
- Andrzej, kogoś Ci przyprowadziłam. Będziesz wywiadu udzielał –mówi do męża
Okazuje się, że jest on w zarządzie ogródków działkowych. Jak sam mówi, ktoś to musi robić. Razem z żoną posiadają swoją działkę od 1980 roku, czyli od początku ich istnienia.
- Jak chce mi pani robić zdjęcia, to muszę iść zmienić koszulkę. Poza tym, nie wiem czy to dobry pomysł, bo później będą się za mną kobiety oglądały – mówi na zakończenie rozmowy Andrzej Terczyński.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze