Damian traci przytomność. Jego lewa noga jest całkowicie zmiażdżona. Trzyma się tylko na płacie skóry. Mężczyzna traci mnóstwo krwi. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że bus, przygniatając go i miażdżąc nogę, jednocześnie zatamował krwotok. Dzięki temu Damian nie wykrwawił się na śmierć.
Są młodzi, pełni życia, energii, marzeń i planów na przyszłość. Szczęście Anety i Damiana znika w kilka sekund. Tragiczna wrześniowa noc na trasie S8 zmienia ich życie o 180 stopni. Damian wiezie towar do Białegostoku. To ma być prosty kurs. Nic szczególnego. Jak co dzień w jego pracy. Do domu jednak nie wraca.
Damian Wojtanowicz ma 29 lat. Pochodzi z Wieliczki pod Krakowem. Sześć lat temu miłość przywiodła go do Bieniądzic w gminie Wieluń. Tu mieszka i żyje z 30-letnią Anetą Perliceusz. Oboje pracują i planują dalszą wspólną przyszłość. Druga miłość Damiana to piłka nożna. Jest wiernym kibicem Wisły Kraków.
Damian jest zawodowym kierowcą. Rozwozi mięso po całym kraju. W nocy z 15 na 16 września ma kurs do Białegostoku. Dramat rozgrywa się na S8, po przejechaniu 30 kilometrów od firmy. Około godziny 1, na wysokości MOP Paprotnia pod Zduńską Wolą, w aucie strzela opona. Tak potężnie, że urywa się całe koło. Damian zachowuje zimną krew i bezpiecznie wyprowadza busa na pas awaryjny. Bierze telefon i trójkąt ostrzegawczy, włącza światła awaryjne, wkłada kamizelkę odblaskową i wysiada z samochodu. W momencie, gdy jest przed maską, w jego auto uderza rozpędzona ciężarówka. Bus z potężną siłą przygniata Damiana do bariery energochłonnej. Rozpoczyna się walka o życie. Sprawca wypadku nie zatrzymuje się. Zostaje złapany kilka kilometrów dalej.
Damian traci przytomność. Jego lewa noga jest całkowicie zmiażdżona. Trzyma się tylko na płacie skóry. Mężczyzna traci mnóstwo krwi. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że bus, przygniatając go i miażdżąc nogę, jednocześnie zatamował krwotok. Dzięki temu Damian nie wykrwawił się na śmierć.
Młody mężczyzna natychmiast trafia do szpitala w Sieradzu. Obrażenia są ciężkie. Lewa noga zostaje amputowana powyżej kolana. Nie ma szans na jej uratowanie. Prawa noga jest otwarcie złamana w kilku miejscach. Konieczne jest łączenie kości śrubami i rozległe szycie. Rany nie chcą się goić. Dochodzi do zakażenia krwi. Ratunkiem staje się specjalny zabieg VAC. Do tego dochodzi skomplikowane złamanie kości promieniowej prawej ręki, potrzaskane żebra i uszkodzona miednica. Na szczęście czaszka i kręgosłup pozostają nienaruszone.
Wypadek odbija się też na psychice. Pojawia się stres pourazowy, lęki i stany depresyjne. Damian jest nadal w sieradzkim szpitalu, przykuty do łóżka.
- Źle znosi, że nie może się ruszyć. W tej chwili marzy o tym, żeby chociaż usiąść na wózku. Żeby można było wywieźć go przed szpital, żeby zobaczył drzewa i niebo. Bo w tej chwili widzi tylko cztery ściany i sufit – mówi Alicja Perliceusz, mama partnerki Damiana.
Najgorzej było w pierwszym tygodniu. Jak mówi prawie teściowa Damiana, leżenie dobijało go psychicznie.
- Dostałam w nocy wiadomość: Zabierzcie mnie stąd, bo ja tu zwariuję! – wspomina.
- To jest taki energiczny i z werwą chłopak. Wcześniej to nawet nie chodził, on po prostu wszędzie biegał. Leżenie jest dla niego przerażające. Nawet nie myśli i nie użala się nad tym, że nie ma nogi. Najgorsze jest, że musi leżeć – dodaje.
Aneta pogodziła się z sytuacją. Jest szczęśliwa, że Damian żyje i wie, że z brakiem nogi poradzą sobie oboje.
- Damian jest bardzo otwarty i życzliwy dla ludzi. I uparty. Jak postawi sobie cel, to choćby nie wiem co go osiągnie. Gdy tylko się z tego otrząśnie, przejdzie rehabilitację i zacznie chodzić, to wiem, że wszystko już będzie dobrze. Trzeba żyć dalej. Ogarniemy to.
Damian nie zamierza się poddać. Chce założyć protezę nogi i wrócić do zawodu. Zanim to nastąpi, czeka go długa intensywna rehabilitacja, terapia i uczenia się życia od nowa.
- Jest czucie w prawej nodze i to daje nam nadzieję, że ona będzie w pełni sprawna – mówi Alicja Perliceusz.
Koszty zdrowienia przewyższają możliwości finansowe rodziny. Procedury związane z wypłatą odszkodowania jeszcze nie zostały wszczęte. Najpierw musi zapaść wyrok sądu. Sprawa jeszcze nie trafiła na wokandę. Ponadto musi zostać zakończona hospitalizacja i proces leczenia. A rehabilitacji nie można odkładać. Żeby była skuteczna powinna rozpocząć się jak najszybciej. Dlatego sam Damian i jego bliscy, z lekkim zawstydzeniem, proszą o wsparcie ludzi dobrej woli, żeby chłopak mógł „wrócić do ustawień fabrycznych” – tak przewrotnie nazywają jego powrót do zdrowia.
Nie oczekują milionów. Na razie chcą zebrać pieniądze chociaż na dwa pełne turnusy profesjonalnej, kompleksowej rehabilitacji w specjalistycznym ośrodku. To koszt ok. 80 tysięcy złotych. Skromnie założyli zbiórkę na 65 tysięcy. Liczy się każdy grosz, a nawet samo udostępnienie zbiórki z portalu pomagam.pl.
Rodzina Damiana i Koło Gospodyń Wiejskich w Bieniądzicach organizuje też charytatywną akcję. W niedzielę 18 października, po każdej mszy, pod kościołem św. Józefa w Wieluniu będą sprzedawać domowe ciasta. Cały dochód zostanie przeznaczony na rehabilitację i zakup niezbędnego sprzętu ortopedycznego. Zapraszając wszystkich na kawałek niedzielnego ciasta, podkreślają:
- Czasem nawet niewielki gest ma ogromne znaczenie. Pokażmy, że potrafimy jednoczyć się w trudnych chwilach.
Link do zbiórki:
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze