Reklama

Dzień Cebuli i Ziemniaka w Wierzchlesie udany mimo kapryśnej aury

Już po raz ósmy z inicjatywy Stowarzyszenia „Wierzchlesiaki”  odbyło się Święto Cebuli i Ziemniaka. Festyn co roku przyciąga wielu gości. Choć tym razem, w niedzielę, 6 sierpnia, aura nie była łaskawa i na imprezie pojawiło się zdecydowanie mniej osób niż zazwyczaj, to i tak frekwencja była niezła. Za dowód niech stanie fakt, że zupa cebulowa rozeszła się w mgnieniu oka. Prezes Stowarzyszenia, Halina Cembik, już w trakcie imprezy gotowała kolejną aromatyczną porcję.

 Organizatorki imprezy wspominają, że kiedy po raz drugi postanowiły zaprosić na festyn pod egidą ziemniaka i cebuli, na początku września, aura była bardzo niekorzystna. Od tamtej pory na imprezę przygotowują w wakacje, ale i to w tym roku nie zagwarantowało im słońca.  

- Deszcz nie jest przeszkodą, bo mamy dobry humor, dobrą atmosferę, ludzie się poświęcili, przyszli dla nas –podkreślała z uśmiechem Sylwia Wrzała z „Wierzchlesiaków”.

-  Do tej pory miałyśmy przecudną pogodę, ale tak jak w życiu, nie można mieć wszystkiego, w związku z tym jak jest słonce, trzeba nam w końcu za nie zapłacić i właśnie dzisiaj płacimy deszczem – żartowała.

Reklama

A impreza wpisała się już w kalendarz wydarzeń do tego stopnia, że zarówno festyn, jak i jego organizatorki, stały się wizytówkami gminy.

- Festyny Cebuli i Ziemniaka dają tę cudowną atmosferę, tę radość, tę chęć bycia z ludźmi, tę integrację społeczną.  Gdziekolwiek się nie pojawię przed festynem, to ludzi mnie witają z uśmiechem i  słyszę, że cebula i ziemniak idą - podaje Wrzała.

Wydarzenie ma łączyć w sobie to co stare, z tym, co nowe. I sama jego nazwa się do tego odnosi, bowiem dawniej sadzono tutaj cebulę, a obecnie na polach króluje zimniak.

Reklama

- Upraw  cebuli  tutaj w Wierzchlesie bardzo dużo było, nawet miejscowość wśród okolicznych ma drugą nazwę, właśnie „Cebula” – podaje wójt Wierzchlasu Leszek Gierczyk.

- Teraz z kolei uprawi się sporo ziemniaka. Czyli można powiedzieć, że to święto łączy tradycję ze współczesnością.

 Nie wszystkim mieszkańcom w smak jest przezwisko.

- To jest indywidualna sprawa, niektórych trochę razi, a inny powie, że jest dumny z bycia „Cebulorzem” – twierdzi wójt.

Szczególnie młodzi mają już do tej nazwy żartobliwy stosunek. Nawet ognisko muzyczne istnieje jako „Z cebuli”.  

Reklama

- Ja reaguję uśmiechem – zapewnia Sylwia Wrzała.

- Wiem jednak, że niektórzy potrafią się obruszyć za nazwanie „Cebulorzem”. Wydaje mi się, że ta negatywna otoczka jednak odeszła do lamusa. Poza tym u nas ta cebula została wyparta przez ziemniaki, więc z kolei popularne staje się przezwisko „Kartoflorz”.

Organizatorzy zgodnie podkreślali, że choć pogoda spłatała im brzydkiego psikusa, to wolą widzieć też pozytywne strony pogody, ostatecznie obyło się bez burzy i porywistego wiatru.

- Ważne, że jesteśmy wszyscy razem – kwituje Wrzała.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości