Chów świń staje się coraz bardziej nierentowny i nieopłacalny. Działalność tego rodzaju była niedochodowa już pięć lat temu, a kryzys na rynku stale się pogłębia. Hodowcy trzody chlewnej są załamani fatalną sytuacją i zaczynają masowo rezygnować z produkcji świń.
Głównymi powodami tego zjawiska są bardzo niskie ceny wieprzowiny przy wysokich kosztach produkcji. Najistotniejszą rolę w tym negatywnym procesie i tendencji spadkowej odgrywa postrach wywołany afrykańskim pomorem świń (ASF).
Przy obecnych warunkach rynkowych hodowcy są zmuszeni dopłacać do każdego tucznika po około kilkadziesiąt złotych. Szczególnie dotyka to mniejsze i średnie gospodarstwa hodowlane.
Hodowcy świń, pragnący zachować anonimowość, wyrażają swoją irytację i niepokój w związku z sytuacją.
- Ceny skupu są tak niskie, że przestaje się to opłacać. Jak to jest, że za kilogram mięsa hodowca producent dostaje 5 zł, a w sklepie cena tego samego mięsa jest kilkukrotnie wyższa? Mięso, wędliny, kiełbasy nie tanieją, a wręcz drożeją, a hodowcy wciąż otrzymują tyle samo – zastanawia się jeden z hodowców.
- Trudno właściwie pojąć i zrozumieć, kto tak naprawdę zarabia. Wydaje się, że przede wszystkim pośrednicy. Na pewno nie jest to hodowca, ale nawet nie ubojnia czy skupy, tylko – no właśnie kto? – dopytuje inny.
Bez wątpienia każdy uczestnik łańcucha produkcji ponosi pewne koszty, jednak najbardziej dotkliwie odczuwają je producenci trzody chlewnej.
- Kupując prosiaka, niezależnie czy to w Polsce, czy sprowadzonego z Danii (bo najczęściej sprowadzamy je właśnie stamtąd), otrzymuję później maksymalną cenę za kilogram tucznika 5,20 – 5,40 zł. Przy sprzedaży w ilościach około 30 sztuk jest to 5,20 zł. Przy 1000 świń cena tucznika wynosi 5.30 za kilogram. Jeśli zakupiłem prosiaka za 360-390 zł to muszę sprzedać tucznika co najmniej za 5,50, żeby coś mi zostało, żeby cokolwiek zarobić. Jeśli dodamy średnio 370 zł za prosię oraz 50 zł kosztów dodatkowych na lekarza, wodę, prąd, upadki, amortyzację chlewni itp., to już mamy 420 zł poniesionych wydatków. Może czasem bywają mniejsze, więc ustalmy, że 390 zł – dokonuje obliczeń hodowca.
- Poza tym, świnia musi zjeść 280 kg paszy w ciągu trzech miesięcy, czyli przez okres tuczu. Prosiak zakupiony waży 30 kg, muszę go upaść do 130 kg, czyli musi przybrać na wadze 100 kg. Średnia cena sprzedawanego przeze mnie tucznika to 5,30 zł. Pomnóżmy to przez 130 kg i otrzymujemy 689 zł. Od tego musimy odjąć koszty, czyli 390 zł i już zostaje tylko 299 zł. A to nie koniec, ponieważ trzeba jeszcze tę kwotę podzielić na koszty paszy. Świnia zje 280 kg, średnia cena kilograma paszy to 1,25 zł, co daje nam 350 zł, a zatem 299 zł otrzymanej ceny ze sprzedaży minus 350 zł kosztów. Wniosek jest jeden, hodowca dokłada do każdej świni 51 zł. Mam 1000 sztuk świń, a zatem jestem stratny na swojej hodowli 51 tys. zł. A to są tylko szacunkowe obliczenia w zaokrągleniu – denerwuje się rolnik.
Analiza przedstawianych zestawień i wyliczeń hodowców rodzi pytanie: Jeśli są tak ogromne straty, to czemu jeszcze się tym zajmujecie?
- Raz jest strata, a raz jest dobrze. Czasami jeden rzut przynosi stratę a kolejny zysk, choć niewielki, minimalny, ale zawsze. Co mam zrobić? Pozyskane dotacje są obwarowane dotrzymaniem pewnych określonych warunków Zainwestowałem w tuczarnię, postawiłem oborę, poniosłem koszty i co teraz? Mam ją zostawić, sprzedać, oddać? – rozkłada bezradnie ręce hodowca świń.
Sami hodowcy trzody chlewnej patrzą z niepokojem w przyszłość. Jest jeszcze inny aspekt tej kryzysowej sytuacji. Produkcja wieprzowiny daje przecież zatrudnienie kilkudziesięciu tysiącom osób w Polsce. Co się stanie, jeśli masowe zamykanie hodowli świń nie zostanie powstrzymane?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze