Jeszcze półtora miesiąca temu na terenie wokół Zespołu Szkół w Łubnicach rosło kilkadziesiąt lip. Dzisiaj, po 35 z nich, pozostały jedynie kikuty pni. Stało się to w wyniku przeprowadzonych tak zwanych prac pielęgnacyjnych. Sprawą tej pielęgnacji zajęło się Starostwo Powiatowe w Wieruszowie.
W piątek, 26 lutego, Iwona Chadryś, radna Rady Powiatu Wieruszowskiego i jednocześnie nauczycielka tej szkoły, dostała sms z informacją, że drzewa przy łubnickiej szkole są nieprawidłowo przycinane.
- Zainteresowałam się sprawą i policzyłam te źle przycięte korony drzew – mówi Iwona Chadryś.
- Wtedy było ich około trzydziestu. W środę, 3 marca, poinformowałam o tym telefonicznie naczelnika Wydziału Architektury, Budownictwa i Środowiska starostwa w Wieruszowie. Chciałam uratować pozostałe drzewa. Naczelnik poprosił, żebym całe to zdarzenie opisała, co też uczyniłam. Zrobiłam również zdjęcia drzew i je przesłałam.
Pismo od radnej wpłynęło do starostwa w poniedziałek rano, 8 marca. Działania powiatu były błyskawiczne. Jeszcze tego samego dnia wysłał on do gminy zawiadomienie o wszczęciu postępowania w tej sprawie i terminie oględzin.
- Nasza wcześniejsza rozmowa telefoniczna z radną tak się potoczyła, iż zrozumieliśmy z niej, że drzewa są już pościnane – mówi Robert Rozmarynowski, zastępca naczelnika Wydziału Architektury, Budownictwa i Środowiska Starostwa Powiatowego w Wieruszowie.
- Nikomu nie przyszło do głowy, że ścinanie jest w trakcie. Więc w zawiadomieniu była informacja tylko o wszczęciu postępowania i terminie oględzin.
9 marca okazało się, że prace przy ścinaniu koron drzew prowadzone są dalej.
- Gdy wychodziłam około 10:40 z pracy, z budynku szkoły w Łubnicach, zobaczyłam, jak woźny ciął korony drzew piłą spalinową – opisuje nauczycielka.
- Był na drzewie na wysokości pięciu – sześciu metrów bez żadnego zabezpieczenia, bez żadnego podnośnika. Pod drzewem stał pracownik fizyczny gminy i asekurował w ten sposób woźnego. Błyskawicznie zadzwoniłam do starostwa i powiedziałam, że niestety, ale chyba tych drzew nie uratujemy, bo w dalszym ciągu są cięte.
Reakcja powiatu była ponownie natychmiastowa.
- Gdy się okazało, że oni podjęli dalsze działania przy koronach, zadzwoniłem do wójta, że jest podejrzenie, iż te zabiegi wykonywane są nieprawidłowo – tłumaczy Robert Rozmarynowski.
- Poprosiłem go o wstrzymanie dalszych prac. Z tego, co wiem, zaprzestano ich.
W poniedziałek, 29 marca, przeprowadzono zapowiedzianą wizję terenową. Uczestniczyli w niej przedstawiciele starostwa: Robert Rozmarynowski i Agnieszka Kaleta-Nowak oraz Michał Pazek – wójt gminy Łubnice, Andrzej Trzeciak – kierownik Referatu Inwestycji i Rozwoju Gminy Łubnice, Benedykt Zaremba – radny gminy Łubnice i Iwona Chadryś.
Ustalono, że 35 drzew zostało zniszczonych. W myśl ustawy o ochronie przyrody za drzewo zniszczone uważa się takie, z którego usunięto 50 proc. gałęzi tworzących koronę. W tym przypadku korony usunięte zostały prawie całkowicie.
Pracownicy starostwa chcieli również ustalić, kto podjął decyzję o takiej formie „pielęgnacji” drzew. Wójt Michał Pazek poinformował, że zabieg wykonany został bez jego wiedzy i pozwolenia.
Krystyna Pastucha, dyrektor Zespołu Szkół w Łubnicach, przyznała, że w tej sprawie nie kontaktowała się z gminą i nie było żadnych uzgodnień.
- Pielęgnację drzew i krzewów ma w swoim zakresie obowiązków pracownik, który zatrudniony jest na stanowisku konserwatora, woźnego i palacza CO – mówi dyrektorka.
- Nie zlecałam mu żadnych czynności w tym zakresie. Poza nożycami, nie mamy innych narzędzi na stanie, które mogłyby być wykorzystywane do takich prac. Dlatego pracownik ma obowiązek przeprowadzania pielęgnacji, ale tylko w takim zakresie, w jakim mu pozwalają narzędzia. Wiedziałam, że on to robi, ale nie przyglądałam się, w jaki sposób.
Z wersją przedstawioną przez Krystynę Pastuchę i Michała Pazka nie zgadza się Iwona Chadryś. Twierdzi, że woźny wykonywał prace przy drzewach na polecenie swojej przełożonej oraz to, że zarówno dyrektorka, jak i wójt, musieli widzieć, w jaki sposób te prace są wykonywane.
- Jedenastego marca, gdy już były one wstrzymane, rozmawiałam z woźnym i pytałam, dlaczego tak wykonana została ta wycinka – relacjonuje radna powiatowa.
- Odpowiedział mi, że on to robił na polecenie dyrektora, że miał dokonać przecinki, no to ją wykonał. Uspokajałam go, mówiłam, że nic mu nie grozi, że on tylko wykonywał polecenia. Rozmowa toczyła się na schodach przed wejściem głównym. Tam jest monitoring, więc można to sprawdzić. Wiem też z innego źródła, że wójt w obecności przewodniczącego rady gminy wysłał swojego pracownika do pomocy przy wycince. Zdaję sobie sprawę, że te osoby teraz tego nie potwierdzą, nie powiedzą, że tak było. Wszyscy się wycofają, bo będą się bać. Często słyszę od ludzi: „Tylko nie mów, że wiesz ode mnie, bo ja już nic więcej powiedzieć nie mogę”.
Przewidywania radnej potwierdziły się.
- Ja to robiłem sam, z własnej inicjatywy – mówi woźny.
- Była pogoda, to się wziąłem za drzewa, w ramach swoich obowiązków. I proszę nie winić za to ani pani dyrektor, ani pana wójta i dać spokój.
- Nie pomagałem przy wycince – tłumaczy widziany pod drzewem podczas prac pracownik fizyczny gminy.
- Ja byłem na placu zabaw na terenie przyszkolnym. Sprzątałem tam i zbierałem papierki.
- Nie byłem świadkiem żadnej takiej rozmowy – stanowczo twierdzi przewodniczący rady.
- To jest nieprawda, to jakiś fake news. Nie wiedziałem nawet, że oni ścinają te drzewa. Mówię to z pełną odpowiedzialnością.
Odnośnie samego wykonywania prac, Iwona Chadryś uważa, że wręcz niemożliwym jest, aby dyrektorka i wójt nie widzieli, w jaki sposób woźny je przeprowadza.
- Nie ma takiej możliwości, żeby pani dyrektor tego nie widziała – wyjaśnia radna Chadryś.
- Z przodu, przed wejściem głównym, jest kilkanaście kikutów ogłowionych drzew. Ścięte one były już na początku. Rzucają się w oczy każdemu, kto od tej strony wchodzi. Gdyby natomiast pani dyrektor wchodziła do szkoły tylnym wejściem i nie widziała tych drzew, to z okien jej gabinetu można zobaczyć inne drzewa, które zostały ścięte. Na dodatek były one ścinane piłą spalinową, a to jest duży hałas, na który trudno nie zwrócić uwagi. Z kolei pan wójt mieszka w pobliżu szkoły i codziennie przejeżdża obok niej, jadąc do pracy. I trudno uwierzyć, że przez tyle dni nie zauważył, że te drzewa zostały ścięte.
Wójt Pazek nie zajął w tej sprawie stanowiska. Powiedział, że do czasu zakończenia postępowania, nie będzie udzielał informacji związanych ze sprawą pielęgnacji drzew przy łubnickiej szkole. Natomiast do zarzutów radnej ustosunkowała się Krystyna Pastucha.
- Nie posiadałam wiedzy, w jaki sposób pracownik to robił i czym to robił, dlatego że ja mam inne zajęcia – wyjaśnia.
- Mam księgowość w urzędzie gminy i często muszę być w organie prowadzącym. Do tego dochodzi nadzór pedagogiczny nad pracownikami w związku ze sprawami związanymi z edukacją. Z gabinetu też nie widziałam, bo bardzo często mnie w nim nie ma. Na ten temat rozmawiałam z moim pracownikiem dopiero po fakcie, kiedy dowiedziałam się z organu prowadzącego, że została złożona skarga w tej kwestii.
Cała sprawa ma jeszcze jeden aspekt. To nieprzestrzeganie przepisów BHP przy tych pracach.
- Kiedy zobaczyłam pana woźnego na drzewie, to się przeraziłam – kiwa głową Iwona Chadryś.
- Boże, na takiej wysokości bez żadnego zabezpieczenia, bez odpowiedniego sprzętu. Nie widziałam żadnej drabiny. Stał tam wysoko i ciął piłą spalinową, a pod spodem drugi pracownik, ten z gminy, który miał go niby asekurować.
W tej sprawie radna Iwona Chadryś złożyła skargę na wójta gminy Łubnice i dyrektorkę szkoły do Państwowej Inspekcji Pracy Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi, Oddział w Sieradzu.
Obecnie instytucja ta prowadzi czynności kontrolne w Urzędzie Gminy i Zespole Szkół w Łubnicach. Mogą one być zakończone za kilka tygodni.
Natomiast w przedstawionej sprawie postępowanie zakończyło już wieruszowskie starostwo. Przygotowana została decyzja, która trafiła bądź trafi na dniach do łubnickiego urzędu i do szkoły.
Do sprawy wrócimy.
Elżbieta Wodecka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze