Burmistrz Pajęczna Piotr Mielczarek nie ma zamiaru oddać władzy walkowerem. Walcząc o kolejną kadencję nie zgadza się z nieuzasadnionymi atakami, które sugerują, że tak źle jeszcze nie było… - Skoro teraz jesteśmy na dnie, to gdzie byliśmy wtedy? – pyta o czasy, gdy Pajęcznem rządził jego poprzednik.
Sławomir Rajch: Panie burmistrzu, jest pan już spakowany? Koniec kadencji samorządu się zbliża.
Piotr Mielczarek: - Spakowanie nie trwa długo. Nie mam tu zbyt wielu swoich rzeczy, więc nawet, gdybym musiał się pakować, to nie będzie skomplikowane.
Czyli jest pan przygotowany na taki scenariusz?
- Oczywiście, trzeba być gotowym na każdą ewentualność.
W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje, że gmina Pajęczno, za pana rządów, chyli się ku upadkowi, że wyniki finansowe nie są najlepsze. Zdaje się, że pan inaczej to interpretuje?
- Zapewne nawiązuje pan redaktor do artykułu w jednym z lokalnych portali, który ma w swojej nazwie Pajęczno. Przywykłem, że nic dobrego na mój temat się tam nie przeczyta. Można dyskutować o liczbach, o faktach. Mówi się, że Pajęczno jest na dnie, bo spadło w rankingu. Ja już odnosiłem się do tego na swoim profilu na Facebooku. Obecnie jesteśmy na 197. miejscu na 297 sklasyfikowanych gmin. Dla porównania, pod koniec poprzedniej kadencji w 2017 r., Pajęczno było na 259. miejscu. Nie pamiętam, żeby wtedy ktoś krytykował ówczesne władze. Oczywiście w porównaniu do 2021 r. spadliśmy w tym rankingu, ale i tak wypadamy w nim bardzo dobrze. Skoro teraz jesteśmy na dnie, to gdzie byliśmy wtedy?
Mam rozumieć, że z czystym sumieniem może pan powiedzieć, że Pajęczno nie jest na dnie?
- Oczywiście, świadczą o tym też inne dane. Spójrzmy na zadłużenie.
Czyli matematyka dla gminy Pajęczno jest dobra?
- Tak, ale trzeba porównać liczby do poprzedniej kadencji naszego samorządu, a nie do sąsiednich gmin, bo wtedy wyniki nie będą miarodajne. Jeśli aktualnie mamy zadłużenie 6 mln 400 tys. zł, a gdy przejmowałem – mówiąc w cudzysłowie – władzę, bo nie lubię tego słowa…
Ale władzę pan lubi.
- Nie, nie jestem typem władcy, ani naczelnika. Lubię pracować dla Pajęczna, dla społeczności, chętnie dzielą się tą władzą i tak sobie to wyobrażam. Gdy obejmowałem fotel burmistrza w 2018 r. to zadłużenie wynosiło prawie 12 milionów złotych. Teraz to nieco ponad 6 milionów złotych. To pokazuje, że mimo zrealizowanych inwestycji, obniżyliśmy dług o połowę. Przeliczając to na jednego mieszkańca, to wyjdzie nam ok. 556 zł. Nie są to obecnie wielkie pieniądze, przy zwiększonym zadłużeniu było to 1032 zł na mieszkańca. Do tego dochodzi wartość pieniądza, która obecnie jest mniejsza. To dla mnie duży sukces, choć wiem, że z perspektywy mieszkańca niewiele to zmienia.
Reklama
Mówi pan, że lubi dzielić się władzą, ale to pan przed wyborami zapowiadał, że będzie rządził sam. Tymczasem zatrudnił pan zastępcę. To trochę nieuczciwe wobec wyborców.
- Ocenę pozostawiam mieszkańcom. Mówiłem, że nie planuję, ale nie planowałem też wielu innych rzeczy, które się wydarzyły. Idąc do wyborów miałem program, ale nie wskazywałem konkretnie którą zrobię ulicę czy obiekt. Byłem radnym, wiedziałem jak to wszystko działa.
Pamiętam pana program doskonale. Szedł pan po fotel burmistrza z hasłem S.O.S., czyli pomoc dla gminy Pajęczno. Czy rzeczywiście tę gminę trzeba było i udało się reanimować?
- Zmniejszenie zadłużenia na pewno jest takim sukcesem i pomocą. Następna rada i mój ewentualny następca, będą mieli na starcie o wiele łatwiejszą i lepszą sytuację niż ja, gdy zostawałem burmistrzem. Łatwo jest brać pożyczki i kredyty, albo emitować obligacje, gdy jest taka możliwość. Świadczą też o tym inwestycje…
Do nich jeszcze wrócimy, ale o jedną szczególnie muszę zapytać. To przebudowa Domu Kultury i urządzenie tam Klubu Seniora. Plan za poprzedniego burmistrza był bardziej ambitny - zakładał dobudowę kina przy istniejącym budynku. Projekt pana poprzednika Dariusza Tokarskiego, otrzymał nawet pieniądze zewnętrzne na ten cel… Zrezygnował pan z zapewnionej dotacji, co zostało skrytykowane przez mieszkańców, a nawet radnych. Sądzę, że nadal wiele osób ma do pana o to żal.
- Budowa takiej sali kinowej na kilkaset osób, w naszym mieście, brzmi dobrze. Ale ja nie mam takich megalomańskich zapędów. Projekt istniał w przestrzeni publicznej od 2014 r., był więc czas na jego realizację jeszcze przez poprzednie władze. Poza tym, mieliśmy dofinansowanie na ponad cztery miliony złotych, a kosztorys był na ponad osiem milionów. Był 2019 rok, termomodernizowaliśmy wtedy budynek urzędu i wiem, jakie były wtedy ceny w przetargach. Jestem przekonany, że budowa kina nie zamknęłaby się nawet w kwocie 12 milionów.
Mam rozumieć, że nie chciał pan realizować tego zdania, by nie nadwyrężyć budżetu gminy? A nie dlatego, że to był projekt pana poprzednika.
- Oczywiście. Przecinanie wstęg i otwieranie obiektów jest fajne i przyjemne, ale później taki obiekt musimy utrzymać. Na dodatek rok później mieliśmy COVID, który na kilka miesięcy zamknął całą kulturę, a mediów w budynku całkowicie odciąć się nie da i koszty trzeba ponosić. Poza tym uważam, że mamy zaplecze kinowe i to całkiem niezłe. Po wielu latach odzyskaliśmy budynek kina, którym co prawda dysponujemy od dawna, ale prawa rościła sobie Gmina Żydowska.
W tej sprawię muszę panu pogratulować, bo wielokrotnie pisałem o tym na łamach „Kulis…” i sprawa wydawała się nie do załatwienia.
- Co ważne, naszej gminy nie kosztowało to nic, bo roszczenia dla strony żydowskiej w całości pokrył skarb państwa.
Ale tablicę pamiątkową trzeba było zamontować.
- Tablica to dobra wola. Ja historii pajęczańskich żydów nie mam zamiaru ukrywać. Trzeba pamiętać o tych, którzy w przeszłości tworzyli nasze miasto. Wracając jednak do budowy tak dużej sali widowiskowej, jestem przekonany, że sala kinowa może zostać, ale musi ona być zmodernizowana, rozbudowana i przystosowana do nowoczesnych standardów. To mój plan na przyszłą kadencję.
Reklama
Czyli jednak się pan nie pakuje…
- To oczywiste, że mam plany na przyszłość. Pięć lat to dużo, ale patrząc w kontekście inwestycji widać, że nie jest to długi okres. Wracając jeszcze do sali, ma ona obecnie 120 miejsc, ale rozmawialiśmy z projektantami i jesteśmy przekonani, że uda nam się wygospodarować około 200 miejsc. Poza tym, mamy halę sportową przy ul. Grunwaldzkiej w Pajęcznie, gdzie odbywają się imprezy masowe na ponad 1000 osób. Jest też amfiteatr, który chciałbym wyremontować w następnej kadencji.
Reklama
Rozmawiamy u pana w gabinecie. Obok nas, widzę tablicę informacyjną o budowie budynku mieszkalnego wielorodzinnego w Pajęcznie przy ul. Przemysłowej. Mają to być tzw. SIM-y. Czy ten projekt uda się dokończyć i na jakim etapie jest obecnie?
- Musi być dokończony, bo pozyskaliśmy na ten cel już sześć milionów złotych. Firma projektowa jest na etapie uzyskiwania pozwolenia na budowę, powinno się ono pojawić w tym miesiącu i prace powinny rozpocząć się najpóźniej wiosną przyszłego roku. Ten budynek ma powstać na działce, gdzie planowana była budowa nowej sali ośrodka kultury. Zdecydowanie większą korzyścią będzie wybudowanie bloków, gdzie będzie mieszkało 60 rodzin przez kilkadziesiąt lat.
Reklama
Jest pan przekonany, że blok uda się wybudować.
- To, co do nas należało zrobiliśmy. Dalej będziemy składać wnioski o dofinansowanie, ale na to czy dostaniemy pieniądze, wpływu nie mamy. Wszystko po to, żeby dla potencjalnych najemców ceny były bardziej przystępne.
Wracając jeszcze do Domu Kultury, za pana kadencji doszło tam do rewolucji nie tylko kadrowej, ale i organizacyjnej. Wydzielono jednostkę, która zajmuje się tylko sportem i turystyką. Czy z perspektywy czasu było to dobre rozwiązanie?
- Poszliśmy tropem innych samorządów, takie były też sugestie instytucji zajmujących się tymi dziedzinami, samych pracowników jak i środowisk sportowych. Owszem, ta działalność często się przenika, ale uważam, że była to dobra decyzja.
No tak, pojawił się nowy kierownik, pan Jarosław Gruszka. Wiele osób uważa, że właśnie po to była ta zmiana…
- Nawet mi to zarzucano na sesji, że to spowodowało dodatkowe koszty. Przypomnę, że pan Gruszka i tak był już wcześniej u nas zatrudniony na etacie, zajmował się sportem w urzędzie. Powołanie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji nie spowodowało utworzenia nowego etatu, pan Gruszka przeszedł z urzędu do nowej jednostki, a na jego miejsce nie zatrudniliśmy nikogo. Tak samo z pracownikami obsługi, finansowo nie spowodowało to dużych różnic.
Porozmawiajmy o etatach. W rozmowie ze mną chwalił się pan, że zmniejszył stan zatrudnienia, który w poprzedniej kadencji był podobno bardzo wysoki.
- Tak oczywiście jest i można to sprawdzić u kadrowej. Nie wiem czy jest to powód do dumy czy wyjątkowego chwalenia się tym. Pod koniec 2018 r. w urzędzie pracowały 82 osoby, teraz zatrudnionych jest 55 osób, z czego aktualnie pracują 52. Nikogo nie zwolniłem, zdecydowana większość pracowników odeszła na emeryturę, a w ich miejsce nie przyjęliśmy nikogo innego. W obecnych czasach każdy, kto prowadzi działalność gospodarczą wie, ile kosztuje jeden etat. A jak teraz przemnożymy koszty utrzymania 30 etatów przez 12 miesięcy i potem przez kilka lat, to wychodzą nam bardzo wysokie kwoty, które zostaną w budżecie.
Pozyskali państwo pieniądze na modernizację Parku Tysiąclecia. Ludzie na to czekają, widzieli wizualizację. Kiedy ruszą prace, bo obecnie wygląda na to, że są bardzo opóźnione.
- Dwa tygodnie temu podpisaliśmy umowę, wyłoniliśmy wykonawcę. Stało się to dopiero w piątym przetargu. Pozyskaliśmy dofinansowanie zewnętrzne, kosztorys opiewa na kwotę ponad trzy miliony złotych. Wykonawcy chcieli to robić, ale za osiem czy dziewięć milionów, czyli za więcej, niż mogliśmy na to przeznaczyć. Mamy umowę z radnymi, że realizujemy te inwestycje, na które otrzymane dofinansowanie to minimum 50 procent. Nawet gdyby było to sześć milionów, to trzy trzeba byłoby dołożyć. Były cztery przetargi, w międzyczasie dostaliśmy zgodę od premiera na zmianę zakresu zadania. Niestety, kilka najdroższych elementów usunęliśmy, choć nie zniknęły one z projektu, więc mam nadzieję, że w przyszłości je zrealizujemy.
Czyli modernizacja będzie nieco biedniejsza.
- Można tak powiedzieć. Nie powstanie np. tężnia solankowa. Ale to, co powinno być na początku modernizacji, będzie. Powstanie infrastruktura parkowa, instalacje elektryczne, wodno-kanalizacyjne, monitoring, ścieżki, siłownia, place zabaw, będzie też ogrodzone boisko plażowe z trybunami. To już będzie fajne miejsce, a w miarę możliwości będziemy je upiększać. Chciałbym dodać, że modernizacja tego terenu była elementem mojego programu wyborczego. Realizacja zadania nieco trwała, bo proces inwestycyjny był skomplikowany. Przede wszystkim, ten teren nie był nasz tylko Wspólnoty Gruntów Tabelowych, udało nam się podpisać umowę i wydzierżawić grunty. Później zmieniliśmy ich przeznaczenie, przygotowaliśmy projekt. Być może w sierpniu przyszłego roku obiekt będzie już gotowy.
Rzutem na taśmę uda się panu zrealizować to zadanie, bo gdyby nie przedłużona kadencja to by pan nie zdążył.
- Tak, ale umowę zdążyłem podpisać. Dla mnie ważne jest to, że coś dzieje się z tym miejscem.
Panie burmistrzu, a co wydarzyło się w sprawie dofinansowania na place zabaw dla niepełnosprawnych. Czyżby wniosek był źle napisany?
- Część wniosku była źle napisana. Niestety, nie udało nam się tego wyprostować. Wiemy, że ten program będzie kontynuowany i następnym razem nie popełnimy tych błędów. To się niestety zdarza, wiele wniosków nie uzyskuje uznania w oczach osób, przyznających środki finansowe.
Widzę, że ma pan ochotę, albo nawet plan na kolejne lata w pajęczańskim ratuszu…
- Mam plan. Pięć lat to zbyt mało czasu na realizację wszystkich zadań. Na pewne rzeczy trzeba więcej czasu, a pomysłów i planów jest bardzo dużo.
Jest kontrkandydat, którego szczególnie się pan obawia?
- Nie zajmuję się tym, nie mam się kogo bać. Mamy demokrację. Wybory są proste. Wystarczy zdobyć jeden głos więcej i się wygrywa. Zakładam, że każdemu kandydatowi zależy na rozwoju Pajęczna. Kwestia tego, w jaki sposób chce to osiągnąć.
A o siebie się pan nie boi, nawet gdyby pan przegrał?
- Oczywiście, że nie. Zostałem oddelegowany ze szkoły na okres pełnienia tej funkcji, więc mam dokąd wrócić. Porażka nie będzie dla mnie końcem świata. Pracowałem jako nauczyciel przez 18 lat. Bardzo to lubiłem. Powrót do zawodu nie będzie dla mnie karą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze