Na dworze niemal afrykańskie upały, a zwierzęta pozostawione same sobie? Choć brzmi to jak opowieść rodem z horroru, okazuje się, że tak wygląda codzienność dzikożyjących kotów z wieluńskiego osiedla Bugaj. Mimo że wolontariuszki regularnie wystawiają zwierzętom miski z wodą, te nie zawsze mają szansę się napoić, bo administracja spółdzielni pracownikom je uprzątać. Mają tak stanowić przepisy.
Mieszkanki Wielunia, osiedla Bugaj, podnoszą, że regularnie „znikają” miski z wodą, które są wystawiane, aby zwierzęta, szczególnie dziko żyjące koty, mogły się dopoić.
– Konsekwencja pracowników Administracji Armii Krajowej Wieluńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w uśmiercaniu zwierząt z pragnienia jest godna potępienia i wstydu – nie gryzie się w język Agnieszka Mysakowska, podając że miseczki są usuwane co rano lub po weekendzie. Tak było i w tym tygodniu. W sobotę i niedzielę stały, a w poniedziałek rano zostały usunięte. Prośby i tłumaczenia nie pomagają. Administracja tylko odpowiada, że dokarmiania zwierząt na częściach wspólnych zabrania regulamin utrzymania porządku. Tymczasem nie tylko ludzie źle znoszą wysokie temperatury. Te dają się we znaki również zwierzętom. Te dzikie, żyjące w mieście, są zdane nieraz na łaskę bądź niełaskę ludzi. I tutaj właśnie ludzie, zdaniem Anieszki Mysakowskiej, nieraz oblewają egzamin z człowieczeństwa. Bo mimo 30-stopniowych upałów poidełka dla zwierząt są usuwane.
- Z tego co wiem, na oś. Armii Krajowej te miseczki są – informuje kobieta.
- A tutaj non stop są sprzątane. Ja nie rozumiem w ogóle takiego działania. Dla mnie to jest nieludzkie, to jest nieprozwierzęce, to jest niezgodne z ustawą o ochronie zwierząt, ponieważ ta ustawa w art. 1 mówi wyraźnie, że my jesteśmy tym zwierzętom winni opiekę.
- Jakim trzeba być człowiekiem, żeby w taki upał samemu się dopajać, samemu nosić butelkę wody przy sobie, a odmówić tego życiodajnego płynu zwierzętom?- pyta oburzona, podając, że to pracownicy porządkowi spółdzielni pozbywają się pojemników. Choć podobno nie tylko. Są również i tacy lokatorzy, którym miski wadzą.
Bo taka reakcja szefostwa administracji nie wzięła się z niechęci do zwierząt, ale prawdopodobnie z monitów niektórych mieszkańców. Ci obawiają się dzikiej hodowli, choć wolontariuszki z Bugaja starają się dla kociaków znajdywać nowe domy. W dodatku te wałęsające się po osiedlu zostały prawdopodobnie podrzucone.
Mysakowska zwraca uwagę, że koty same sobie nie poradzą, ponieważ poruszają się w obrębie swojego terytorium i jeśli nie znajdą wody, po prostu padną. Ptaki do wodopoju dolecą, pod warunkiem, że będą miały na to siłę.
- Oprócz kotów mamy ptaki, mamy owady, które też potrzebują wody, a tych miseczek nie ma – zwraca uwagę Urszula Grzesiak
- Te miseczki są na bieżąco obmywane, żeby one mogły sobie przyjść, jak jest pusta, to się bierze i czyści. To są maleńkie koty, pewnie ktoś podrzuca – dodaje, nie ukrywając, że troszczy się o zwierzaki na osiedlu. Przypomina też, że kiedy w pobliżu grasowało więcej miauczących czworonogów problem z myszami czy szczurami nie istniał. Podkreśla, że również osoby, którym przeszkadzają gołębie czy jaskółki, powinny pamiętać, że ptaki żywią się owadami, przyczyniając się do zmniejszenia populacji chociażby znienawidzonych komarów.
- To jest po prostu łańcuch pokarmowy, a my pozbywamy się jednego ogniwa – komentuje.
- Dla mnie ktoś, kto nie daje możliwości skorzystania z wody, sprząta miski z wodą w takie upały, to nie jest dobry człowiek – komentuje Agnieszka Mysakowska.
- Pokazali w telewizji jak ptaszka, gołąbka, policjanci dopoili wodą z korka, a on pił – relacjonuje Grzesiak.
- W całej Polsce w te upały ludzie troszczą się o zwierzęta, a tutaj Wieluniowi złą sławę robi WSM – wtóruje jej Mysakowska.
Tymczasem to do obowiązków gminy należy troska o bezdomne zwierzęta, w tym dziko żyjące koty. W programie opieki nad zwierzętami, uchwalonym przez gminę Wieluń, czytamy, że w ramach działań ratusz nawiązuje współpracę z wolontariuszami, zajmującymi się wolnożyjącymi kociakami, aby dokarmiać zwierzęta. Jednocześnie zawarto zapisy, że owo dokarmianie może się odbywać tylko za zgodą właścicieli nieruchomości lub jego zarządcy. Tej na terenach wspólnych WSM nie ma, wręcz przeciwnie, uchwalono zakaz.
- Oficjalnie nie trafiło do mnie żadne pismo w tej sprawie – komentuje Robert Kaja, prezes Wieluńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, choć przyznaje, że kanałami nieoficjalnymi wie o kwestii dopajania kotów na os. Bugaj.
- Obowiązuje regulamin utrzymania porządku domowego, który zabrania dokarmiania zwierząt – przypomina.
- Musimy postępować zgodnie z nim. W tej kwestii jesteśmy ostrożni – mówi, dodając, że do administracji trafiają też monity osób niezadowolonych z faktu, że po osiedlu grasują bezdomne koty. W dodatku powstawały dzikie hodowle.
- Jestem ostatnią osobą, która chciałaby działać na niekorzyść zwierząt – zaznacza.
- Chciałbym też podkreślić, że opieka nad bezdomnymi zwierzętami należy do zadań gminy. Pozwoliliśmy na terenie, który do miasta nie należy, na postawienie budek dla kotów – kończy.
Tłumaczenia o przepisach nie przyjmują mieszkanki oś. Bugaj. Jak powtarzają, miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt. Dlatego wolontariusze z oś. Bugaj nie składają broni. Prowadzą kampanię uwrażliwiającą na potrzeby zwierząt
Magdalena Lizurej
[email protected]
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze