Reklama

Most przeszedł do historii

Stało się to, czego obawiała się rodzina Iwony Jendrzejczak. Rozebrany został most, który łączył ich domostwo z resztą wsi. Przeprawa była mocno nadgryziona zębem czasu, ale stanowiła szybki sposób pokonania Oleśnicy. Teraz, aby dojechać chociażby do sklepu, do wsi, mieszkańcy tego jedynego, mieszczącego się na drugim brzegu gospodarstwa, muszą pokonywać leśny dukt. Wójt Konopnicy podaje, że rodzina nie została odcięta od świata, bo przejazd jest. To objazd przez las. Trudno jednak mówić o drodze, skoro trasy nie można pokonać bez obaw o uszkodzenie samochodu.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy sprawa mostu w Małej Wsi gościła na naszych łamach już dwa razy. Ostatnio kilka tygodni temu. Przypomnijmy, że Iwona Jendrzejczak jest pełna pretensji do Grzegorza Turalczyka, wójta Konopnicy. Kobieta podkreśla, że wielokrotnie, również w rozmowach z dziennikarzami „Kulis…” włodarz zapewniał, iż szukanie pieniędzy na budowę przeprawy jest dla niego sprawą priorytetową. Tymczasem z tych obietnic, póki co, nic nie wyszło. Mieszkanka Małej Wsi jest wściekła, bo po tym, jak poszła do wójta z prośbą o naprawę mostu, dojście do przeprawy został zablokowane i pojawiły się zakazy. Które jednak miejscowi sukcesywnie łamali, nie chcąc nadrabiać drogi przez las. 
- Nie mogę pozwolić, aby ludzie chodzili po tym moście, bo gdyby ktoś wpadł, to konsekwencje prokuratorskie mogłyby zostać wyciągnięte wobec mnie - tłumaczył Turalczyk decyzję o rozbiórce, przypominając, że pozwolenie na rozebranie konstrukcji gmina posiada od ponad trzech lat. Przeprawa miała zostać, żeby ułatwić życie tutejszym, ale teraz jej stan techniczny nie pozwał na chociażby minimalne użytkowanie. 
Grzegorz Turalczyk twierdzi, że trudno było nawet nawiązać współpracę z osobą, która podjęłaby się nadzorowania prac rozbiórkowych. Włodarz nie ma też sobie nic do zarzucenie, bo jak podaje, problem wcale ni jest nowy, a jego poprzednicy mieli go ignorować.
- Jesienią rusza nabór do Funduszu Dróg Samorządowych, będziemy wnioskowali o środki na budowę właśnie tego mostu – obiecuje włodarz. Ni mniej ni więcej oznacza to, że nowa przeprawa pojawi się najszybciej za dwa lata. Do tego czasu rodzina Jendrzejczaków musi sobie jakoś radzić. Oznacza to pokonywanie drogi po wertepach i wykrotach, wśród gałęzi, które ocierają się o pojazdy. Jeśli dukt namoknie po wzmożonych opadach lub zimą spadnie dużo śniegu, trasa przejezdna nie będzie. Nawet teraz nie każdy leśną drogą odważy się puścić. Mieszkanka Małej Wsi podkreśla, że elementy zwieszenia w samochodach długo nie wytrzymują regularnych wycieczek po wertepach. 
Iwona Jendrzejczak podaje, że pod jej dom z obawy o auto, nie była w stanie podjechać policjantka, która miała sprawdzić czy przestrzega kwarantanny. Na problem z dojazdem zwrócili uwagę również strażacy, rozwożący ulotki. Wójt przyznaje, że wóz bojowy straży nie pokona drogi, którą musi przejechać rodzina nawet kilka razy dziennie. Pani Iwona boi się, że w razie nagłego pogorszenia stanu zdrowia, karetka też sobie nie poradzi z drogą przez las. A jak wskazuje, mieszka wraz ze starszą, schorowaną matką.
- Nie mam siły do pana wójta, w ogóle z nim rozmawiać – załamuje ręce.
- Z osób, które pozwoliły na rozebranie mostu, a niezrobienie kładki, żadna się nie pofatygowała żeby przyjechać nas się zapytać, jako zainteresowanych, czy będziemy mieć jak się w ogóle dostać do domu. Tylko bazują na tym, co powiedział wójt czy sołtys, że mamy przejazd. Nikt się nie pofatygował, jaką drogę mamy, czy jest dziurawa, zalana wodą. Ani starosta, ani wojewoda czy kto tam dawał pozwolenia. Nikt nie sprawdził czy mamy jak przejść. Nie przejechać. Ja już w ogóle nie mówię o przejeździe, bo tyle lat było, że kiedy droga przez las stawała się nieprzejezdna, dojeżdżałam do mostu, zostawiałam auto i szłam do domu na nogach. Miałam dojście. 
Iwona Jendrzejczak podkreśla, że władze gminy powinny były zadbać o tymczasową kładkę. Podczas remontów mostu poprzednie władze dbały o zapewnienie możliwości przejścia. Kobieta nie wierzy też do końca w obietnice zdobycia środków.
- Ja ten tekst znam na pamięć od 2018 roku – nie kryje irytacji.
- Miał składać, to czym był zainteresowany? Czym innym, a nie sprawdzaniem papierów na most. Bo przecież były pieniądze na mosty, tylko on nie miał czasu złożyć - uważa, wytykając wójtowi plany remontu ośrodka kultury czy przygotowanie klubu seniora, chociaż nie zadbał o przejście dla jej rodziny.
Jak podkreśla Jendrzejczak, oczekuje, że gmina zapewni dojazd do szkoły dla jej córki. W świetle obowiązujących przepisów, jeśli odległość przekracza 3 km. samorząd jest do tego zobowiązany.

Magdalena Lizurej
[email protected]

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kulisy.net




Reklama
Najnowsze wiadomości